„… a jak cię złapią na kradzieży za rękę, to mów, że to nie twoja ręka” - Młode Wilki (1995)

„… a jak cię złapią na kradzieży za rękę, to mów, że to nie twoja ręka” - Młode Wilki (1995)

Czy prawo karne – niczym nauka – powinno ograniczać się do sfery weryfikowalnych faktów, czy – niczym sztuka – próbować chwytać subiektywne impresje?

„Kto kradnie lub przywłaszcza sobie cudzą rzecz ruchomą, jeżeli jej wartość nie przekracza ¼ minimalnego wynagrodzenia, podlega karze aresztu, ograniczenia wolności albo grzywny” – stanowi art. 119 par. 1 Kodeksu wykroczeń (Dz.U.2015.1094 j.t.). Co jednak kryje się pod pojęciem „kraść” lub „przywłaszczać”.

Mogłoby się wydawać, że sprawa jest relatywnie oczywista, a przynajmniej – parafrazując sędziego P. Stewart’a – będziemy wiedzieć, jak to zobaczymy

Popatrzmy więc.

Zdaniem Sądu Apelacyjnego w Łodzi, nagranie przedstawia kogoś, „kto kradnie lub przywłaszcza”.

Zdaniem Sądu Najwyższego – nie. Co umknęło szkiełku i oku sądu apelacyjnego i większości zbulwersowanych komentatorów?

Przedstawiając ustne motywy wyroku, Sąd Najwyższy zdecydował ponieść suwerenowi oświaty kaganiec, i przybliżyć mu  arkana procesu karnego. I tak, przedstawił dwa pojęcia: znamiona przedmiotowe czynu – które opisał jako (w dużym uproszczeniu) „elementy zachowania ludzkiego (…) dostrzegalne na zewnątrz”  oraz znamiona podmiotowe czynu, które (w takim największym uproszczeniu) „odnoszą się do tego, czy sprawca działał umyślnie czy nieumyślnie. A więc czy sprawca chciał popełnić przestępstwo”. Do strony podmiotowej czynu zabronionego zaliczono także motyw działania sprawcy. Zdefiniowano go (w uproszczeniu) następująco „z jakich racjonalnie postrzeganych przyczyn dana osoba dopuściła się czynu zabronionego”. „Po co sprawca miałby dopuścić się określonego zachowania”?

Tym samym, konkludował SN, „nie wystarczy, że dany czyn (…) wypełnia zewnętrzne, przedmiotowe znamiona czynu. Konieczne jest także jednoznaczne ustalenie przez sąd, że wypełnione zostały także znamiona podmiotowe danego czynu zabronionego przez ustawę karną. Decyduje to bowiem czy w ogóle dane zachowanie człowieka jest przestępstwem lub wykroczeniem”.

SN (podobnie jak SA) nie miał wątpliwości co do zrealizowania znamion przedmiotowych kradzieży. Jaki koń jest, każdy widział. Wziął jednak na warsztat znamiona podmiotowe. Uznał bowiem, że zamiar – chociaż „istnieje tylko w psychice sprawcy, w jego umyśle”, to jednak jest „obiektywnym faktem psychologicznym”, który „podlega odtworzeniu na podstawie dowodów”, a wiec „podlega dowodzeniu na tych samych zasadach co fakty zewnętrznie dostrzegalne”. Sąd postanowił zatem ten „proces motywacyjny” zrekonstruować.

Ta rekonstrukcja „faktu psychologicznego” wiele mówi o polskim procesie karnym. I – w przerwie pomiędzy żywiołową obroną uniewinnionego, a jego nawet bardziej żywiołowym potępieniem – warto się nad tą kwestią zatrzymać.

Oprócz wyjaśnień samego sprawcy (wszak mowa o czynnikach „istniejących w umyśle sprawcy i w gruncie rzeczy niedostępnych dla otoczenia”) i zeznań świadków, SN dopuścił także dowód z opinii biegłego psychologa.

Wynika z niej, że „obwiniony jest osobą odpowiedzialną, której zależy na opinii otoczenia, nieskłonną do ryzyka, introwertyczną, natomiast charakteryzującą się dużym stopniem roztargnienia”. Opinię wydano „w oparciu o wyniki uznanych, stosowanych w psychologii testów osobowościowych” i „wieloletnie doświadczenie zawodowe i wiedzę fachową biegłego”.

Z zacytowanego przez SN, obszernego fragmentu opinii dowiadujemy się także, że „przyczyną roztargnienia jest tendencja do tworzenia psychologicznej bariery chroniącej myśli obwinionego przed zakłócającym wpływem bodźców zewnętrznych. Roztargnienie ma podłoże obserwowane w trzech obszarach: spostrzeganiu, pamięci i funkcjach motorycznych. W warunkach silnego skoncentrowania myśli i uwagi na określonych problemach zawodowych (…) te inne bodźce, zewnętrzne, jako zakłócające są eliminowane do tego stopnia, że nie są nawet rejestrowane w pamięci”. Zdaniem SN, sędzia był tak zaabsorbowany zbliżającym się przesłuchaniem świadka incognito (po raz pierwszy w swojej karierze zawodowej), że „bodźce zewnętrzne” eliminował.

W innym miejscu opinii mowa o tym, że obwiniony „ignorował nasilające się objawy pogarszającego się stanu psychicznego”. Pojawia się nawet zwrot „dolegliwości psychosomatyczne ujawniające się na tle nerwowym” (jeśli wierzyć źródłom mówiącym, że biegły był psychologiem a nie psychiatrą, już sam fakt takiej diagnozy może budzić wątpliwości).

Ostatecznie, w ocenie SN „oskarżyciel nie wykazał, by obwiniony działał celowo, świadomie i z zamiarem kierunkowym przywłaszczenia banknotu 50-złotowego na szkodę osoby pokrzywdzonej”. Tym samym „fakty zewnętrznie dostrzegalne” i udokumentowane na nagraniu z kamery przemysłowej przegrały z dywagacjami nad „faktami psychologicznymi”.

Tak wracamy do pytania, o wpływ biegłych na wymiar sprawiedliwości. Zwykle, kiedy o nich myślimy, mamy przed oczami karykaturę z gatunku CSI – odzianych w fartuchy magików, potrafiących zobaczyć odbicie sprawcy w guziku przechodnia zarejestrowanego kamerą telefonu. Tymczasem badania wskazują, że w warunkach polskich do najczęściej powoływanych biegłych w sprawach karnych należą właśnie psychologowie i psychiatrzy.

Już w latach siedemdziesiątych tzw. eksperyment Rosenhan’a rzucił poważny cień na „naukowość” diagnoz psychiatrycznych (a więc lekarskich – nie mówiąc już o psychologach). Niemal pół wieku później, ukazane wówczas problemy wydają się wciąż aktualne.

Czy opinie wydane „w oparciu o wyniki uznanych, stosowanych w psychologii testów osobowościowych” rzeczywiście mają walor naukowości – obiektywną zdolność opisu świata? Jak owe testy były zweryfikowane przez sąd? Czy przedstawiono badania, demonstrujące ich skuteczność?

Publiczność nie miała okazji zapoznać się z konkluzjami opinii (co wydaje się uzasadnione) ani z opisem metodyki jej sporządzenia (co wymusza przyjęcie konkluzji na wiarę). Miejmy nadzieję, że w pisemnym uzasadnieniu wyroku Sąd Najwyższy pochyli się nad tą kwestią. Nie chodzi przy tym o wiwisekcję stanu mentalnego obwinionego sędziego, ale o rzeczową informację na jakiej konkretnie podstawie biegły wysnuł swe wnioski. Informację na tyle rzeczową, by po jej przeczytaniu inny psycholog bądź psychiatra mógł wyrazić profesjonalną ocenę.

Dlaczego? Bo „”stosowany w psychologii test osobowości” może oznaczać wszystko. Warto w tym miejscu przypomnieć głośną akcję „Psychologia to nauka, nie czary” i krytykę wykorzystania przez biegłych tzw. testu plam Rorschacha.

Poza metodologicznymi, pojawiają się także pytania filozoficzne. Do jakiego stopnia biegli są w stanie wniknąć w sferę „faktów psychologicznych”? Czy tego typu dywagacje powinny w ogóle być rozpatrywane na równi ze sferą faktów pozbawionych przymiotnika – takich, które można poznać mędrca (a także zwykłego obywatela) szkiełkiem i okiem?

Czy prawo karne – niczym nauka – powinno ograniczać się do sfery weryfikowalnych faktów, czy – niczym sztuka – próbować chwytać subiektywne impresje? I jak – w sytuacji bezspornych faktów – sądy powinny podchodzić do wyjaśnień typu: nie chciałem, to był przypadek?

Mamut

Echa prasowe sprawy

Sprawa Mirosława Topyły przed SN: Sędzia nieuczciwy czy zakręcony?

Sędzia z Żyrardowa uniewinniony. SN uznał, że nie ukradł 50 zł, tylko przywłaszczył przez roztargnienie

Sędzia, który ukradł 50 zł uniewinniony przez SN. Uzasadnienie wyroku zwala z nóg

SN uniewinnił sędziego obwinionego o kradzież 50 zł na stacji benzynowej

Sędzia uniewinniony od zarzutu kradzieży 50 zł. SN: To osoba charakteryzująca się dużym stopniem roztargnienia

Kategoria: Mamut
Data publikacji: 2018-03-02
Strona wykorzystuje pliki cookies. Możesz zablokować cookies zmieniając ustawienia w Twojej przeglądarce. Przeczytaj więcej o cookies lub ukryj ten komunikat x