Amber Gold - farsa prawa karnego przeliczana na kartony

Amber Gold - farsa prawa karnego przeliczana na kartony

Po pół roku procesu Madoff’a skazano na 150 lat. Gdyby był sądzony w Polsce, po 150 latach procesu zapadłby wyrok: pół roku.

w systemie polskim nie istnieje coś takiego,
jak piramida finansowa

Marcin P.

Sierpień 2012. „Dziękujemy Państwu za okazane zaufanie, na bieżąco będziemy Państwa informować o sytuacji Spółki w czasie jej likwidacji” – informuje swoich klientów spółka Amber Gold.

Czerwiec 2015. Do sądu okręgowego w Gdańsku trafia akt oskarżenia w sprawie Amber Gold. Liczy niemal 9 tysięcy stron – trzydzieści opasłych doktoratów. Wraz z nim do sądu trafiło 200 kartonów akt. Przesłuchano 20 tysięcy świadków.

Na wyrok wciąż czekamy. Ostatnia informacja dotycząca procesu pochodzi z czerwca 2017 i dotyczy odnalezienia w kasie pancernej sądu „uznawanych za zaginionedysków twardych.

Parafrazując znaną anglosaską maksymę, sprawiedliwości nie dzieje się za dość, a do tego wszyscy to widzą.

Dlaczego?

Podstawowy zarzut dotyczy czynu z art. 286 par. 1 kk – „Kto, w celu osiągnięcia korzyści majątkowej, doprowadza inną osobę do niekorzystnego rozporządzenia własnym lub cudzym mieniem za pomocą wprowadzenia jej w błąd albo wyzyskania błędu lub niezdolności do należytego pojmowania przedsiębranego działania, podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8”.

Idea „Ponzi scheme” – jak od nazwiska Charles’a Ponzi określa się w anglojęzycznym świecie piramidy finansowe – jest dziecinnie prosta.

Potrzebne są dwie rzeczy – pomysł i „Inwestorzy”, którym wizja przyszłego bogactwa skutecznie przysłoni zdrowy rozsądek.

Pomysł musi „Inwestora” oczarować. Tak, aby „Inwestor” uwierzył w pomysłu wykonalność – ba wręcz pewność – i zechciał powierzyć oszustowi swoje pieniądze. Psychologia działa tu bezlitośnie. Im bardziej „Inwestorowi” zależy na zysku, w tym bardziej absurdalny pomysł będzie gotów uwierzyć. U Ponzi’ego była to spekulacja na… znaczkach.

Powiedzmy, że pomysłem jest wykorzystanie zmian klimatycznych do spekulacji na rynku orzechów. Do tego poważna, anglojęzyczna nazwa – i startuje Wiewiór Investment.

Na tym etapie powinni pojawić się pierwsi inwestorzy. Osoby przekonane, że wnoszone przez nich środki są inwestowane w rzeczone orzechy – i że zmiany cen tychże doprowadzą ich do bogactwa. Rozkręcenie Wiewiór Investment do rozmiarów pozwalających oszustom na dostatnie życie wymaga jednak podtrzymywania tych iluzji przez pewien czas. Wszakże nic tak nie przyciąga nowych klientów jak zadowoleni starzy klienci.

Tu dochodzimy do sedna idei „Ponzi scheme” – wpłaty nowych inwestorów pozwalają wypłacać obiecane zyski starym inwestorom. Tak długo, jak długo nowi „Inwestorzy” pojawiają się szybciej, niż odchodzą starzy, piramida jest stabilna (jak w geometrii – mały wierzchołek duża podstawa).

I jak w geometrii – gdy proporcje się odwrócą (więcej odejść niż nowych „Inwestorów”) – konstrukcja się zawali. Upadek jest zatem nieuchronny, a ostatni (w sensie ci, którzy najpóźniej dołączyli) „Inwestorzy” z definicji są skazani na stratę. I nie będzie to wypadek przy pracy – a nieuchronna idea systemu. Kiedy to się stanie? Nie ma reguły. Może po kilku, a może po kilkudziesięciu latach (patrz B. Madoff). Ale wcześniej czy później, liczba nowych „Inwestorów” przestanie rosnąc na tyle szybko, aby utrzymać piramidę. Media coś wygrzebią. Ktoś się wygada. Ktoś zorientuje się, że genialny pomysł na biznes po prostu nie trzyma się kupy.

Podsumowując – dopóki piramida działa, i pierwsi „Inwestorzy” otrzymują obiecane pieniądze – to pochodzą one nie ze sprzedanej im historyjki (spekulacja na orzechach), a z pieniędzy innych inwestorów.

Jak jednak zweryfikować, że „Inwestorzy” naszego hipotetycznego Wiewiór Investment, padli ofiara oszustwa – piramidy finansowej – a nie zwykłej klapy, jakich tysiące?

Odpowiedź jest banalnie prosta. Aby osiągnąć (obiecane „Inwestorom”) zyski na spekulacji orzechami, należy najpierw… spekulować orzechami. Jeśli jednak buduje się piramidę, żadne orzechy nie są potrzebne. Potrzebne są biura, prospekty, wizytówki, prasa, radio, telewizja. Wszystko, tylko nie orzechy. Bo oszust wie, że zyski będzie czerpał nie z orzechów, a z wpłat kolejnych „Inwestorów”.

W przypadku klapy, mamy biznes który nie wypalił. W przypadku piramidy – mamy szyld i brak obiecanego biznesu.

W orzechy można inwestować bezpośrednio – kupując je i magazynując. Można też kupować skomplikowane instrumenty finansowe – które zadziałają identycznie jak inwestycja w fizyczne orzechy (choć bez kosztów i ryzyka związanego z ich magazynowaniem). Innymi słowy – zakładać się o ceny orzechów na rynkach finansowych. Jedno z dwojga – ale wynik (zysk/strata) zależy od cen orzechów.

Jeśli jednak Wiewiór żadnych orzechów (ani odpowiednich instrumentów finansowych) nie kupował – lub kupił nieproporcjonalnie mało, dla dekoracji, – to znaczy, że od początku był piramidą.

Czy taka piramida wypełnia znamiona art. 286 par. 1 kk?

Po pierwsze, „Inwestor” musi niekorzystnie rozporządzić mieniem. Kiedy piramida upada, ostatnie pokolenie „Inwestorów” zamiast obiecanego zysku MUSI ponieść stratę. Z definicji. Zatem już rozkręcając piramidę wiadomo, że ktoś na niej straci, choć nie wiadomo dokładnie kto.

Po drugie, „Inwestor” musi być wprowadzony w błąd. Skoro powiedziano mu, że wynik jego inwestycji zależy od cen orzechów (bo w nie inwestowane są jego pieniądze) – a Wiewiór w żadne orzechy nie zainwestował (ani fizycznie ani w instrumentach pochodnych), to „Inwestor” został wprowadzony w błąd. Przecież to, czy zyska czy straci nie zależy od ceny czegokolwiek, tylko od dopływu kolejnych naiwnych „Inwestorów”.

Kwestia celu działania (osiągniecie korzyści majątkowej) wydaje się oczywista – Wiewiór Investment raczej nie zorganizowano i nie prowadzono z przyczyn charytatywnych…

Czy Wiewiór wiedział co robi, chciał wprowadzić w błąd swoich „Inwestorów” i doprowadzić ich do niekorzystnego rozporządzenia mieniem? Zdecydowanie. O ile w przypadku uczciwej inwestycji (kupno orzechów) ktoś może stracić, o tyle w przypadku piramidy ktoś musi stracić. I wynika to z samej idei piramidy – spłacania jednych wkładami drugich.

W momencie, w którym ktoś przyjmuje środki, obiecując ich zainwestowanie w cokolwiek, nie inwestuje w to coś, za to zamierza spłacać jednych „Inwestorów” wkładami kolejnych – tworzy piramidę finansową. I nieuchronnie popełnia oszustwo.

Uzasadniona wydaje się przy tym teza, że prowadzenie „Ponzi scheme” nie jest przesadnie trudne do udowodnienia. Wystarczą:

  1. Fałszywa obietnica złożona „Inwestorom” (Wiewiór Investment pomnoży twój kapitał, inwestując go w orzechy),
  2. Fakt jej złamania (Wiewiór Investment nie kupił ani orzechów, ani odpowiednich instrumentów pochodnych),
  3. Wypłacanie zysku jednych „Inwestorów” (rzekomych zysków na inwestycji w orzechy) z wpłat kolejnych „Inwestorów” (bo przecież inwestycji nie było).

To może tłumaczyć dlaczego amerykański wymiar sprawiedliwości szybko poradził sobie ze B. Madoff’em. Od wybuchu skandalu w grudniu 2008, do skazania Madoff’a na 150 lat więzienia upłynęło zaledwie pół roku. Co ważne, choć Madoff przyznał się do stawianych mu zarzutów, nie doszło do ugody (popularny w USA plea bargain), lecz do skazania na maksymalny wymiar kary.

Jednak szybki proces nie zakończył historii piramidy. Wciąż trwają wysiłki zmierzające do odzyskania pieniędzy, i zwrócenia ich „Inwestorom”. Wraz z ich postępem, zwiększa się nasza wiedza dotycząca szczegółowych mechanizmów oszustwa. To cenne i ciekawe, ale do skazania sprawcy wystarczyły mechanizmy ogólne – znane od początku.

Jak podają media, w sprawie Amber Gold „Jednym z głównych dowodów jest licząca ponad 230 stron opinia finansowo–księgowa spółki Amber Gold, sporządzona dla prokuratury przez Ernst & Young Audyt Polska. (…) Z analizy wynika, że nie było zewnętrznych źródeł finansowania spółki, a wpłaty na jej rachunki były dokonywane przede wszystkim przez klientów zakładających lokaty (…) W sumie Amber Gold pozyskała z lokat od klientów prawie 851 mln zł, z czego tylko niewiele ponad 10 mln zł zainwestowała w metale szlachetne – głównie w złoto (…) [które] kupowano tylko od grudnia 2009 r. do 5 lipca 2011 r., a lokaty były zawierane już od października 2009 r. aż do sierpnia 2012 r.”.

Pojawia się zatem pytanie – co znajduje się w pozostałych 20 kartonach akt. Co opisano na 9 tysiącach stron aktu oskarżenia.

Kluczem wydaje się poziom skomplikowania sprawy. Pozostaje jednak pytanie – czy to wymiar sprawiedliwości został sparaliżowany poziomem skomplikowania rzeczywistości, czy może wymiar sprawiedliwości sparaliżował się sam…

Pomimo nieporównanie wyższego poziomu skomplikowania, w USA się udało. Madoff’a skazano, co wszyscy widzieli. Wiedzieli też za co.

Z pewnością zgromadzony tam materiał przytłacza objętością. Ale to problem tych, którzy nadal pracują nad odzyskaniem pieniędzy „Inwestorów”. Ale nie sądu, który w sprawie karnej miał zdecydować, czy fundusz Madoff’a był oszustwem czy nie.

Konsekwencje wieloletniego przetwarzania 9 000 stron aktu oskarżenia podsumowującego 200 kartonów akt są ogromne. I nie dotyczą tylko „Inwestorów” Amber Gold. Dotyczą idei rządów prawa, która miedzy innymi zakłada, że winni przestępstw zostaną sprawiedliwie ukarani, a niewinni oczyszczeni z zarzutów. Bez zbędnej zwłoki.

Nie bez powodu złośliwi podsumowują, że po pół roku procesu Madoff’a skazano na 150 lat. Gdyby był sądzony w Polsce, po 150 latach procesu zapadłby wyrok: pół roku.

Czy różnica jest wynikiem inkwizycyjnego modelu procesu karnego? Czy winny jest art. 2 par. 2 k.p.k., zgodnie z którym „Podstawę  wszelkich  rozstrzygnięć  powinny  stanowić  prawdziwe ustalenia faktyczne”. Przecież obietnice składane „Inwestorom”, istnienie bądź nie stosownych inwestycji oraz źródła ewentualnych wypłat to sfera weryfikowalnych faktów. A może art. 5 par. 2 k.p.k.?

A może problemem jest swoista kompulsywność organów procesowych, które zamiast wydobyć na światło dzienne kluczowe mechanizmy, wytłumaczyć je i skonfrontować z przepisami prawa – gubią się w gąszczu drobiazgów, w które same się wcześniej zaplątały.

Mamut

adw. Radek Baszuk tak to widzi

Pamiętam w jakich okolicznościach akt oskarżenia w tej sprawie trafiał do sądu. Prokuratura toczyła rozpaczliwą walkę z czasem. Nie po to jednak, by dobrze przygotować sprawę i tym samym ułatwić sądowi jej rozpoznanie, ale po to by zdążyć przed nowelizacją kodeksu postępowania karnego, wchodzącą w życie 1 lipca 2015r. Pokazywany przez media obraz ciężarówek przewożących nocą tysiące tomów akt z prokuratury w Łodzi do sądu w Gdańsku zasadnie prowokował pytanie, czy ten pośpiech nie odbije się na jakości aktu oskarżenia. Najprawdopodobniej tak się stało. Rozprawa w procedurze obowiązującej pomiędzy lipcem 2015 a kwietniem 2016 mogłaby zapewne toczyć się szybciej. Ale też ryzyko niekorzystnego rozstrzygnięcia byłoby dla prokuratury większe.

Dlaczego rozprawa trwać będzie długo? Odpowiedzialność za to ponosi w dużej części inkwizycyjny model procesu karnego. Szybko zwolniono strony z odpowiedzialności za wynik procesu i przywrócono obowiązku sądu przeprowadzania dowodów z urzędu. Kierujący rozprawą sędzia ponownie nie tylko czuwa nad jej prawidłowym przebiegiem ale także ma obowiązek baczyć, aby zostały wyjaśnione wszystkie istotne okoliczności sprawy. To wszystko zabiera czas. Inna kwestią istotnie jest mądrość i procesowa odwaga, by skupić się na kwestiach istotnych, dla rozstrzygnięcia niezbędnych, nie zaś na tym, by „przez trafne zastosowanie środków przewidzianych w prawie karnym oraz ujawnienie okoliczności sprzyjających popełnieniu przestępstwa osiągnięte zostały zadania postępowania karnego nie tylko w zwalczaniu przestępstw, lecz również w zapobieganiu im oraz w umacnianiu poszanowania prawa i zasad współżycia. społecznego”, cokolwiek by to nie znaczyło.

 

 

Kategoria: Mamut
Data publikacji: 2018-03-22
Strona wykorzystuje pliki cookies. Możesz zablokować cookies zmieniając ustawienia w Twojej przeglądarce. Przeczytaj więcej o cookies lub ukryj ten komunikat x