Ewa Łętowska: W poszukiwaniu bezpiecznej przystani w burzliwych czasach

Ewa Łętowska: W poszukiwaniu bezpiecznej przystani w burzliwych czasach

Sprawiedliwość trzeba nie tylko wymierzać, ale i czynić to w taki sposób, aby powszechnie było widziane, że ją rzeczywiście wymierzono.

Paskudna prasa, jaką ma obecnie trzecia władza zasmuca – ale nie dziwi. To było do przewidzenia i był czas się przygotować. Media z oczywistym smakiem „dowalają” sądom i sędziom. Po pierwsze, bo można. Po drugie, bo łatwo. Nic lepiej się nie sprzedaje w ramach wszechogarniającego media infotaimentu niż historyjka o pani sędzi kradnącej seksowne majtki, albo o panu sędzim bijającym żonę (na trzeźwo) i rozbijającym się samochodem (oczywiście w stanie wskazującym). Gorzej, gdy poetyka infotaimentu ląduje na oficjalnych stronach ministerialnych, (dobra_zmiana_w_wymiarze_sprawiedliwosci.pdf), wspierając tam publikacjami z tabloidów informacje o zaletach planowanej zmiany ustawy o KRS i o ustroju sądów.

Jeżeli jednak tak się dzieje, to nie bez przyczyny. Każdej władzy wolno mniej niż obywatelowi. Władza podlega krytyce, służącej zwiększeniu transparentności jej działania i legitymizacji. Paradoksalnie, fakt zwiększonego zainteresowania mediów działaniami (i grzeszkami, owszem też) trzeciej władzy, a także polityczna eksploatacja tego zainteresowania – są widomym wyrazem tego, że sądy władzą są, że są ważne społecznie i liczą się - także w rachubach politycznych. Bo co prawda same sądy polityczne być nie mają, ale nikt rozsądny nie zaprzeczy, że skutki ich działania mają także następstwa polityczne. To bardzo niewygodna sytuacja, wymagająca od sądów wyjątkowej rozwagi i zręczności. Sądy powinny były natychmiast, z momentem rozpoczęcia transformacji, podjąć energiczne działania, ucząc się co to znaczy być władzą i jakie powinności z tym się wiążą. Pamiętam, że przed dwudziestoma laty, pisząc jakiś tekst o sądach w nowej rzeczywistości przestrzegałam przed mniemaniem jakoby awans do pozycji „trzeciej władzy” w trójpodziale, zaszczytny i pochlebny – nie wiązał się z niebezpieczeństwami i niewygodami. Teraz to się sprawdza.

Sądy w Konstytucji 1997 r. zostały wyraźnie wskazane jako trzecia z władz. Tego nie było w Konstytucji z 1952 r. W tej ostatniej wyraźnie wskazywano, że „najwyższym organem władzy państwowej” jest ustawodawca. Formuła art. 10 Konstytucji z 1997 r. jest inna. Nie dość, że art. 10 wymienia wszystkie trzy władze, ale jeszcze je sytuuje jako rozdzielone i równoważące się. Co więcej, komentatorzy podkreślają, że specyfiką judykatywy jest tu to, że tylko ona ma wyłączność na władzę sądzenia. Co nakazuje szczególnie szczelne budowanie granic i gwarancji zabezpieczających judykatywę przed ingerencjami innych władz. Przy czym ingerencją jest także budowanie atmosfery zagrożenia (chilling effect), czyli stwarzanie warunków „przymusu dobrowolnego” tak, aby judykatywa sama, nie namawiana, czyniła to, co innym władzom, politycznym – miłe, albo tego, co im niemiłe - nie czyniła.

Judykatywa nie ma miecza ani sakiewki wobec legislatywy i egzekutywy, dysponujących „twardymi” środkami kształtowania warunków działania sądownictwa. Legislatywa „kroi” ramy prawne – także dla judykatywy. Egzekutywa stwarza warunki (organizacyjne, finansowe) dla jej fukcjonowania. Judykatywa ma za to inny rodzaj władzy, traktowany przez dwie poprzednie – jako konkurencyjny i zagrażający im – jako jedyna dysponująca monopolem władzy sądzenia. Ma władzę nad prawem, a ściślej, nad jego znaczeniem. Ona decyduje o jego interpretacji, o odczytaniu tekstu, któremu nadaje znaczenie dzięki wykładni i stanowieniu reguł jego aplikowania. Judykatywa bowiem ma w ten sposób w swym ręku broń decydowania o znaczeniu prawa – czasem w sposób wysoce niewygodny dla pozostałych władz. Zjawisko to jest znane socjologii prawa (P. Bourdieu), która przy tym podkreśla czasem samobójczą, czasem racjonalną niechęć judykatywy do ujawniania zawartości swego arsenału. Wszak niejednokrotnie, w czasach większych napięć między władzami, to judykatywa okazywała się obrońcą wartości demokratycznych. Wtedy judykatywa poszukiwała bezpiecznych zatok (safe harbour) właśnie w celu obrony własnej integralności przed niedemokratyczną aksjologią i znajdowała ją w obszarze nadawania prawu (pochodzącemu od legislatywy) znaczenia, dzięki fachowym i dogmatycznym umiejętnościom sędziów. Nie bez przyczyny uznaje się, że kultura sądowa i umiejętności dogmatyczne bywają „bezpieczną przystanią”, chroniącą przed nadmiernym wpływem władzy politycznej, pozwalając na wygospodarowanie minimum zawodowej autonomii. Oczywiście trzeba chcieć – ale przede wszystkim - umieć to zrobić i w czytelny, poważny sposób przekazać społeczeństwu.

Grzechem judykatywy jest przekonanie – bynajmniej nie rzadkie, że skoro powierzono sądom władzę sądzenia, to sam fakt wydania wyroku - w imieniu Rzeczypospolitej, na podstawie odpowiedniej procedury i w ramach posiadanych, prawem nadanych kompetencji – starczy, by uzyskać legitymizację, posłuch i aprobatę dla swego rozstrzygnięcia. Takie rozumowanie, eksponujące legitymizację ratione imperii zwalnia sędziego z obowiązku trudzenia się nad komunikatywnością uzasadnienia, prowadzenia dialogu ze społeczeństwem, nakazuje unikać bezpośrednich konfrontacji z prasą zaniedbywać sprostowania głupstw i przeinaczeń medialnych. Tymczasem judykatywa jest obowiązana do poszukiwania i prezentowania swej legitymizacji imperio rationis – uczytelniania racji rozstrzygnięcia. To stara prawda, że trzeba sprawiedliwość nie tylko wymierzać, ale i czynić to w taki sposób, ale powszechnie było widziane, że ją rzeczywiście wymierzono.

Władza obliguje – do poszukiwania własnej legitymizacji społecznej, dialogu ze społeczeństwem, ukazania uważności sądu wobec problemów kryjących się za rozstrzyganymi sprawami. I pamiętać przy tym należy, że sądy są ostatnim ogniwem występującym wobec ludzi. Błędy, niedoróbki, potknięcia czy hipokryzja legislatywy – ostatecznie wobec ludzi są prezentowane i tłumaczone przez sąd. I musi umieć to zrobić w przekonywujący sposób, nie tracąc jednak przy tym własnej twarzy. Trudne? Owszem. Ale do zrobienia, jeżeli ma się sprawny warsztat i umiejętności pisarskie. Czego serdecznie wszystkim życzę w tych ciężkich czasach.

Ewa Łętowska

Data publikacji: 2017-06-12
Strona wykorzystuje pliki cookies. Możesz zablokować cookies zmieniając ustawienia w Twojej przeglądarce. Przeczytaj więcej o cookies lub ukryj ten komunikat x