Ewa Łętowska: Jak to się robi, czyli o bezpośrednim stosowaniu konstytucji przez sędziów liniowych (1)

Ewa Łętowska: Jak to się robi, czyli o bezpośrednim stosowaniu konstytucji przez sędziów liniowych (1)

Stosowanie konstytucji przybiera różne postaci i wymaga różnych umiejętności interpretacyjnych. Jest to po prostu (czy „aż”) pewna biegłość, którą należy opanować, jeśli się chce jej używać.

1. „Od zawsze” byłam zwolenniczką bezpośredniego stosowania konstytucji przez sądy. Uważałam, że kompetencję w tym względzie sądom przyznają art. 8 ust. 2 i 178 ust. 1 samej Konstytucji. I uważałam (uważam także), że zupełnie to nie przeszkadza istnieniu skoncentrowanej kontroli konstytucyjności, wykonywanej przez Trybunał Konstytucyjny. W tej chwili wielu dotychczas w to wątpiących (a było ich wielu, i wśród autorów, i wśród instytucji, z Trybunałem Konstytucyjnym i SN na czele) odkrywa uroki tej bezpośredniej kontroli (judicial review), skoro z różnych przyczyn TK nie działa jak trzeba.

2. Stosowanie konstytucji przybiera różne postaci i wymaga różnych umiejętności interpretacyjnych. Jest to po prostu (czy „aż”) pewna biegłość, którą należy opanować, jeśli się chce jej używać. Polega na wykorzystywaniu Konstytucji do interpretacji (jako tworzywa przy wykładni systemowej). Czasem Konstytucja pozwala rozstrzygnąć kwestię kolizyjną: jaką normę, albo kierunek interpretacji wybrać – gdy widzimy ich kilka. Niezmiernie rzadko zachodzi sytuacja ekstremalna: kiedy sąd uważa, że norma jaką ma zastosować – jest niekonstytucyjna i dlatego odmawia jej stosowania. Wszystko to wymaga biegłości i wprawy i najlepiej zaprezentować to na przykładach. Temu będzie służył ten cykl. I jeszcze czemuś: uniknięciu niebezpieczeństwa błędu, który może sporo kosztować, i społecznie (bo kompromituje samą sądową judicial review), i sędziego ją stosującego. Poza tym, skoro oczywista i rażąca obraza prawa może w pewnych wypadkach narażać na odpowiedzialność dyscyplinarną, może to się wydarzyć i judicial review. Odpowiedzialność taka nie będzie odpowiedzialnością za „stosowanie konstytucji” - ale – eufemistycznie mówiąc „za branie imienia konstytucji nadaremno”, i to w rażący i oczywisty sposób.

3. Stosowanie Konstytucji przez sądy nie polega na po prostu „powołaniu” czy zacytowaniu jakiegoś konstytucyjnego przepisu. Np. Jeżeli art. 178 ust 2 mówi, że „sędziom zapewnia się warunki pracy i wynagrodzenie odpowiadające godności urzędu oraz zakresowi ich obowiązków”, to przepis ten NIE może być podstawą orzekania w powództwie o świadczenie kwoty, którą powód uważa za „odpowiednią”. Ma więc rację SN działający jako sąd dyscyplinarny ( SNP 21/16) gdy pisze: „Konstytucja, stanowiąc prawo nadrzędne, zawierające wzorce kontroli dla działania władz, funkcjonowania praw i wolności, nie jest jednak jednocześnie, co do zasady, samoistnym źródłem oznaczonych uprawnień́ materialnych i procesowych obywateli”. I że: „Ogólne wskazania Konstytucji, adresowane w tym wypadku do ustawodawcy, nie pozwalają̨ na wydawanie na ich podstawie indywidualnych rozstrzygnięć́. Jej dyrektywy doznają̨ konkretyzacji w ustawodawstwie „zwykłym” i dopiero te normy prawa stanowionego są̨ podstawą rozstrzygania sporów sądowych.” Dlatego też „w zasadzie” i najczęściej „Wyrażona w art. 8 ust. 2 Konstytucji zasada jej bezpośredniego stosowania oznacza obowiązek sądu orzekania w zgodzie z priorytetami ustanowionymi w Konstytucji”. Oznacza to nie co innego jak wykorzystanie Konstytucji przy interpretacji prawa dokonywanej przez orzekający sąd (por. niżej, pkt 6)

4. Ale już nie zgodziłabym się z SN, gdy powiada (pogląd cytowany w tym samym orzeczeniu), że „W razie zastrzeżeń́ co do zgodności ustaw „zwykłych” z Konstytucją, specjalny tryb przewidziany w art. 188 Konstytucji pozwala na wyeliminowanie z obrotu prawnego norm prawnych niekonstytucyjnych. Dopóki jednak nie zostanie stwierdzona przez Trybunał Konstytucyjny niezgodność́ określonego aktu normatywnego z Konstytucją, dopóty ten akt podlega stosowaniu. Tak więc podstawą odmowy stosowania przez sąd przepisów ustawowych nie może być́ zasada bezpośredniego stosowania Konstytucji. Bezpośredniość́ stosowania Konstytucji nie oznacza bowiem kompetencji sądu powszechnego (ani innego organu powołanego do stosowania prawa) do kontroli konstytucyjności obowiązującego ustawodawstwa. Orzekanie w tych sprawach to wyłączna kompetencja Trybunału (art. 188 Konstytucji). W konsekwencji, związane sędziego ustawą (art. 178 ust. 1 Konstytucji) obowiązuje dopóty, dopóki ustawie tej przysługuje moc obowiązująca”. Moja niezgoda wynika z faktu, że SN w tym wypadku co do zasady kwestionuje judicial review wykonywaną przez sądy, której to tezy nie podzielałam i nie podzielam. Sąd m.zd. może odmówić zastosowania konkretnego przepisu ustawy, jeżeli uznaje ów przepis za niezgodny z konstytucją, ale musi to bardzo porządnie uzasadnić, co bynajmniej nie jest łatwe. (Bezpieczniej będzie w takim wypadku jednak zadać pytanie; ale – znów moim zdaniem – nie jest to bezwzględny obowiązek). Jeżeli bowiem sąd porywa się na samodzielną decyzję o niestosowaniu jakiegoś przepisu z uwagi na niezgodność z konstytucja, staje wobec konieczności obalenia domniemania konstytucyjności ustawy (art. 178 ust. 1 Konstytucji). Jeżeli tego robić nie chce lub nie potrafi – może tylko skorzystać z możliwości wskazanej w art. 193 Konstytucji (pytanie do Trybunału Konstytucyjnego).

5. W stanie faktycznym, na tle którego doszło do wydania cytowanego orzeczenia dyscyplinarnego, wcale nie chodziło o niestosowanie konkretnego przepisu z uwagi na jego niekonstytucyjność. Tam obwiniony sędzia miał inny pogląd na temat koncepcji procesu, którą on uważał za zgodną z konstytucją i w uporczywy sposób nie tylko ją realizował, ale i dążył do skłonienia stron do jej akceptacji. Dlatego nie należy orzeczenia SNP 21/16 uważać za przykład „ukarania sędziego za bezpośrednie stosowanie konstytucji” – a już kilka razy czytałam takie opinie. Bo w tym wypadku w ogóle nie doszło do prawidłowego wykonania judicial review. Szkoda, że gorliwości konstytucyjnej ukaranego sędziego nie towarzyszył autokrytycyzm, troska o powagę zajmowanego urzędu i o to, aby strony nie odebrały zapału w krzewienie pewnej wizji prawniczej jako braku obiektywizmu i nękania wymaganiami procesowymi.

6. Aby nie kończyć pesymistycznie (jak czegoś robić nie należy) - przykład bardziej krzepiący pochodzący z orzeczenia Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Olsztynie (II SA/Ol 373/17 z 22.6.17) . Chodziło o to, że właściciel gruntu wcielonego do obwodu łowieckiego, dążył do obalenia uchwały Sejmiku, określającej granice owych obwodów. Problemem było to, że za niezgodny z Konstytucją (TK sygn. P19/13) uznano przepis dotyczący ustanawiania granic obwodów łowieckich, skoro dokonywano tego ograniczenia własności bez jakiegokolwiek udziału właścicieli nieruchomości. Zdaniem właściciela gruntu odpadnięcie prawnej podstawy wytyczenia tych obwodów, skutkować winno stwierdzeniem nieważności uchwały. Tyle, że zdaniem Sejmiku wyrok TK działa na przyszłość i dopiero od tego momentu odpadło domniemanie konstytucyjności. A wobec braku nowelizacji ustawy o prawie łowieckim „organ utracił również kompetencję do uchylenia bądź zmiany uchwały wyznaczającej taki obszar. Zatem do czasu dokonania stosownej nowelizacji ….Sejmik Województwa nie jest uprawniony do dokonywania zmian w zaskarżonej uchwale, jak również do jej uchylenia”. WSA nie podzielił tego stanowiska i przychylił się do tezy wyrażanej już wcześniej w orzecznictwie sądów administracyjnych, że skoro obecnie wiadomo, że przepis stanowiący podstawę uchwały utracił domniemanie niekonstytucyjności, to „pominięcie wzruszenia domniemania konstytucyjności przepisu stanowiącego podstawę prawną działania organu administracji publicznej byłoby sprzeczne z regułami demokratycznego państwa prawnego, urzeczywistniającego zasady sprawiedliwości społecznej z uwagi na konieczność ochrony innych wartości konstytucyjnych, tutaj prawa własności”. I dalej „realizacja także przez sądy gwarancji konstytucyjnych - na gruncie istniejącego stanu normatywnego zakładającego przez określony czas obowiązywanie niekonstytucyjnego przepisu (art. 190 ust. 3 Konstytucji RP) - stawia zarazem wyzwania i możliwości wyboru przez same sądy takiego środka proceduralnego, który najlepiej pozwoli na osiągnięcie efektu najbliższego nakazowi wykładni i stosowania prawa w zgodzie z Konstytucją (por. wyrok TK z dnia 27 października 2004 r. sygn. akt SK 1/04, OTK-A z 2004r., nr 9, poz. 96)”. Ostatecznie WSA orzekł o wyłączeniu gruntu skarżącego z granic obwodu łowieckiego.  

7. Wojewódzki Sąd Administracyjny posiłkując się wykładnią prokonstytucyjną:

  • musiał zrezygnować z zasady, że kontrolując akty administracyjne orzeka „na datę” wydania tych aktów (uchwała Sejmiku była w momencie wydania zgodna z prawem, a niekonstytucyjność stwierdzono dopiero później).
  • uznał, że może sam w ten sposób orzekać, skoro na skutek wyroku TK wie już, że normy będącej podstawą uchwały godzącej w konstytucyjnie chronione prawo własności skarżącego – nie chroni domniemanie konstytucyjności (w dacie orzekania).
  • zarazem nie orzekł nieważności całej uchwały – honorując zasadę orzekania w granicach skargi złożonej tylko przez jedną z osób dotkniętych uchwałą.

8. Sprawa ma wiele innych – tu pominiętych aspektów materialnoprawnych i proceduralnych (w ogóle ich nie sygnalizuję nawet, podobnie jak w ogóle nie podnoszę sprawy czy orzeczenie jest „trafne” czy nie i czy można je inaczej uzasadniać). Natomiast jest ono dobrym przykładem kierunku rozumowania sądu, dostrzegającego swe obowiązki w zakresie troski o konstytucyjną spójność systemu prawa. Faktem jest także, że orzecznictwo sądów administracyjnych lepiej niż sądów powszechnych jest przygotowane i wyekwipowane długoletnią praktyką do tej właśnie roli.

Data publikacji: 2017-07-27