„Im bardziej chcesz, tym bardziej nie możesz” - Pierwsze Prawo Impotencji

„Im bardziej chcesz, tym bardziej nie możesz” - Pierwsze Prawo Impotencji

Skoro sądownictwo jest „hamulcowym gospodarki”, to kto jest „hamulcowym” sądownictwa? Warto temu poświęć uwagę w przerwie negocjacji władzy z władzą i opozycji z opozycją.

Od wakacji temat „reformy sądownictwa” nie schodzi z ust polityków i komentatorów. Na nieefektywność sądów zwraca uwagę nawet superszef resortów gospodarczych: „Postarajmy się, żeby sądownictwo było szybkie, bo dzisiaj sądownictwo jest hamulcowym polskiej gospodarki”.

Mowa jednak o reformie specyficznie rozumianej – jak wiadomo, ryba psuje się od głowy. Pytań, o kondycję pozostałych części ryby reformatorzy starają się unikać. No, chyba, że mają one uzasadniać zmiany kadrowe. A tymczasem, im głębiej tym gorzej.

W przerwie między relacjami z kolejnych negocjacji władzy z władzą i opozycji z opozycją warto przyjrzeć się działaniu np. sądów gospodarczych – potencjalnego „hamulcowego” gospodarki. Dane dotyczące spraw procesowych w sądach gospodarczych (przyjmijmy, że główną rolą sądów jest sprawiedliwie rozstrzyganie sporów pomiędzy stronami, nie zaś uroczyste pieczętowanie milionów nakazów zapłaty) nie napawają optymizmem.

Zacznijmy od tego, co jest do zrobienia, a więc liczby wnoszonych spraw. Resort Sprawiedliwości nie marnuje żadnej okazji do przekonywania, że ma ona tendencje do niepochamowanego wzrostu. W przypadku spraw gospodarczych, to w ostatnich latach prawda (mamuty pamiętają jednak czasy, gdy liczba ta malała. Sam Resort pamiętał je jeszcze w 2009 r.). W sumie nie wydaje się to przesadnie zaskakujące – kryzys finansowy, kryzys w strefie Euro, spowolnienie gospodarcze… Tyle, że te czynniki tłumaczą wzrastającą liczbę spraw sprzed kilku lat. Ale nie obecnie.

Świetnie widać to na przykładzie różnic między sądami rejonowymi (które rozpoznają w pierwszej instancji sprawy o wartości przedmiotu sporu poniżej 75 tys. zł) i okręgowymi. W tych drugich, liczba wnoszonych spraw po 2014 r. ustabilizowała się. W tych pierwszych, w ciągu ostatnich pięciu lat uległa podwojeniu. Pytanie o przyczyny wydaje się naturalne. Tyle, że nie słyszymy, aby ktoś je sobie zadał.

Spory poniżej i powyżej 75 tysięcy

Skutki okazały się łatwe do przewidzenia. Gdy spraw do załatwienia jest więcej, niż udaje się załatwić, to rośnie liczba spraw niezałatwionych. To z perspektywy strony, oznacza dłuższe oczekiwanie na wyrok.

Okazuje się, że Raporty Doing Business, które na poparcie swych alarmistycznych tez powołują komentatorzy gospodarczy, i tak przedstawiają sądy gospodarcze w jasnych barwach. Zgodnie z metodyką Raportu, odzwierciedla on percepcje (uwaga, słowo klucz) ankietowanych, na temat czasu rozpoznawania modelowej sprawy (kazusu) przed sądem okręgowym w Warszawie. Zgodnie z raportami, od 2012 roku (Raport DB 2013) czas ten nie uległ zmianie. Tymczasem liczba spraw, których sądom okręgowym nie udawało się załatwić uległa w tym czasie podwojeniu…

Nie bez znaczenia jest przy tym fakt, że nie mały udział w doprowadzeniu do tej sytuacji miały… reformy wdrażane przez sam resort.

Między pierwszym a drugim półroczem 2012 liczba sporów gospodarczych, trafiających do sądów okręgowych zwiększyła się skokowo o niemal 40 procent. I nie był to wcale wynik kryzysu, lecz likwidacji odrębnej procedury w sprawach gospodarczych. Zdaniem resortowej biurokracji, jej istnienie „nie miało swego odpowiednika w historii polskiej legislacji i nie występowało w unormowaniach zachodnioeuropejskich, natomiast pojawiło się w państwach postkomunistycznych, powstałych na gruzach dawnego Związku Radzieckiego”.

Konsekwentnie, eliminując proceduralne odrębności, autorzy nowelizacji zajęli się również art. 17 kpc. Dotychczas, sądy okręgowe rozpoznawały w sprawach cywilnych spory o wartości ponad 75 tys. zł, zaś gospodarcze – ponad 100 tys. Nie wydaje się to przesadnie dziwne – przedsiębiorstwom zdarza się operować wyższymi sumami niż osobom fizycznym. Mimo to zlikwidowano także tę odrębność. Tym samym, w apogeum kryzysu, spory gospodarcze o wartości 75 – 100 tys. zł trafiły do sądów okręgowych… Mogło by się wydawać, że z przyczyn czysto pragmatycznych, najpoważniejsze spory gospodarcze powinny być rozpoznawane najszybciej – tam koszty ewentualnej przewlekłości będą największe.

Skoro sądownictwo ma być „hamulcowym gospodarki”, to kto jest „hamulcowym” sądownictwa…

Oczywiście widoczna na wykresach kontynuacja niekorzystnych trendów nie oznacza, że reformatorzy nie starają się ich zatrzymać. Sądy gospodarcze otrzymują systematycznie wsparcie etatowe. Do wydziału gospodarczego trafiła np. sędzia, która zbagatelizowała potrzebę zastosowania środka zapobiegawczego w postaci tymczasowego aresztowania wobec Józefa Pionira

Są też pomysły bardziej konstruktywne. Wydaje się, że po pięciu latach resort doszedł do wniosku, że postępowanie odrębne w sprawach gospodarczych powinno jednak wrócić do kpc. Żeby było tak, jak było. Czas pokarze, czy zmiana obejmie także art. 17, i doprowadzi do odciążenia sądów okręgowych. Tyle, że nadal będzie to gra o sumie zerowej – spory, które nie trafią do okręgów, wylądują przecież w rejonach. Prowizorka, choć potrzebna.

Patrząc na rankingi Doing Business (i dane Resortu, które sytuacje w sądach gospodarczych malują w o wiele bardziej mrocznych barwach) nie sposób nie wspomnieć o innym rankingu. Rankingu FIFA, w którym Polska utrzymała się na 6 miejscu. Jeszcze pięć lat temu, za sukces uchodziło miejsce w szóstej dziesiątce tego rankingu.

Fifa

Patrząc na dekadę, w której PZPN kierowali kolejno dwaj przyjaciele z boiska, trudno uciec od konstatacji, że jakość kierownictwa czasami miewa znaczenie…

Kategoria: Mamut
Data publikacji: 2017-10-23
Strona wykorzystuje pliki cookies. Możesz zablokować cookies zmieniając ustawienia w Twojej przeglądarce. Przeczytaj więcej o cookies lub ukryj ten komunikat x