Kiedy nadzieja umiera ostatnia – czekam na cud (2)

Kiedy nadzieja umiera ostatnia – czekam na cud (2)

Konstytucją w systemie kształcenia sędziów było i jest Prawo o ustroju sądów powszechnych - bubel legislacyjny, cierń na umysłach sędziów łamiący kręgosłup niezależności. Szkoda, że KRS tego nie dostrzegała.

Stoimy u progu realizacji zamachu konstytucyjnego, którego istota polega na zmianie ustroju państwa bez zmiany konstytucji. Mamy do czynienia z pogwałceniem kompromisu społecznego z 1997 r. i to w jego fundamentalnym punkcie – podziału i współdziałania władz.

Jak każdy kompromis, konstytucja nie była dziełem doskonałym, zadawalających wszystkich, ale zapewniała współistnienie różnych interesów. Można złamać konstytucję, ale sprzeczne interesy i tak pozostaną. Obowiązkiem polityków jest je godzić, a nie potęgować. Jak powiedział ostatnio sędzia Zabłocki: „wolni ludzie nigdy nie zapomną o wolnych sądach, wolnych wyborach, wolnej Polsce”.

Dramat sytuacji polega na cynizmie władzy politycznej, która do urzeczywistnienia zamachu konstytucyjnego potrzebuje sędziów, którzy z definicji powinni:

strzec kompromisu społecznego, będąc jego depozytariuszami,
stać na straży praw i wolności obywatelskich,
reprezentować interesy, cele i zadania władzy sądowniczej, co nie jest tożsame z interesem władzy politycznej,
pozostać bezstronnymi arbitrami w sporach obywateli z państwem i jego aparatem.
Kryzys ujawnił duży potencjał świadomości konstytucyjnej wśród sędziów. Okazało się, że budowany przez lata mur dzielący sędziów i społeczeństwo, pozbawiony był podstaw i sensu. Dialog z obywatelami, nie tylko nie zaprzepaszcza zasadzie bezstronności, ale wzmacnia ją poprzez budowanie zaufania do sędziów i sądów. Nic, tak jak zaufanie, nie legitymizuje władzy sądowniczej w świadomości społecznej. Proces ten dopiero się narodził, a już grozi mu unicestwienie.

Odwoływanie się w ostatnim stadium agonii sądownictwa do rozproszonej kontroli konstytucyjności napawa optymizmem.  Wyroki sądowe na tle spraw o podłożu konstytucyjnej wolności zgromadzeń optymizm ten uzasadniają. Z doniesień medialnych wynika, że sądy nie różnicują demonstracji na leprze (po linii rządzących) i pozostałe.

Czy powyższe symptomy budzącej się autonomicznej świadomości sędziów wystarczą do zapobieżenia zamachowi konstytucyjnemu? Czy jest możliwe zerwanie kompromisu społecznego „rękami” jego depozytariuszy? Inaczej mówiąc, czy powrócimy do przeszłości, w której sędziowie pełnili służebną rolę wobec państwa i jego politycznych funkcjonariuszy?

Czego Jaś się nauczy…

Podstawą funkcjonowania sądownictwa jest pisana dużymi literami NIEZALEŻNOŚĆ sądu, jak i sędziów. Trudno mówić o niezależnym organie bez niezależnych ludzi go tworzących. W okresie transformacji ustrojowej nie zadbano o to, aby system kształcenia sędziów oraz droga powołania do zawodu zapewniała przymiot niezależności.

Od początku transformacji społeczno-gospodarczej nie zadbano o właściwy dobór kadr, który realizowałby postulat systemowej nagrody na rzetelność wykonywania zawodu prawniczego. Na początku lat 2000 był projekt ukoronowania zawodu sędziego, ale przepadł wraz z odwołaniem rządu Hanny Suchockiej. Wrócono do koncepcji szkolenia kadetów sędziowskich w lokalnych ośrodkach skupionych przy sądach okręgowych (wojewódzkich). Przełomem miało być orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego z 2007 r. o niekonstytucyjności asesury. Wydawało się po analizie treści uzasadnienia, że powrót do korony zawodów jest już tylko kwestią czasu. Tymczasem ówczesne kierownictwo MS znalazło inne rozwiązanie. Powołano Krajową Szkołę Sądownictwa i Prokuratury w Krakowie. Miało być elitarnie i merytorycznie, a w gruncie rzeczy metodyka nauczania się nie zmieniła. Wykładowcami zostały osoby wykształcone w starym systemie, w którym podstawą pozostało orzecznictwo Sądu Najwyższego i cazusy.  W dalszym ciągu kultywowano anachronicznemu pozytywizmowi prawniczemu, w którym rolę sędziego sprowadzano do bezrefleksyjnych „ust ustawy”.

Uwadze twórców krakowskiej szkoły przeszło nie tylko wspomniane orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego, ale także wejście w życie Konstytucji i wstąpienie Polski do Unii Europejskiej. Co to oznaczało dla systemu prawnego? Stał się on multicentryczny, ukierunkowany na prawa człowieka, w tym także na prawo do sądu niezwisłego, bezstronnego i właściwego. Sądy stały się jedną z trzech równorzędnych władz, a nie trzecią w kolejności władzą. Drobna językowa różnica, której nieuświadomienie demolowało umysły, a za tym i ustój sądownictwa. Sędziowie z pokorą, a może nawet i z dumą przyjęli daną im rolę trzeciej w kolejności władzy. Dlaczego? Bo tak byli i są kształceni.

… Jan będzie umiał

Miarą sukcesu dydaktycznego niezmiennie jest urzędnik sądowy zdolny do sprawnego, formalnego i literalnego załatwiania jak największej ilości spraw. W sądach króluje statystyka a nie duch konstytucji. W programach kształcenia sędziów prawa człowieka i konstytucja, nie wspominając już o prawie międzynarodowym, stanowiły peryferyjny skrawek zainteresowań. Wiadomo, prawo cywilne i karne, to dopiero prawo, ale czym ono jest bez konstytucji, to już wiemy – zlepkiem formalistycznych reguł.

Konstytucją w systemie kształcenia sędziów było i jest Prawo o ustroju sądów powszechnych, które zasługuje na miano bubla legislacyjnego, ciernia na umysłach sędziów, łamiącego kręgosłup niezależności.  Nie dziwi, że wśród sędziów są dzisiaj jednostki, które nie widzą się w roli kontrolera poczynań innych władz oraz gwaranta konstytucyjnych praw i wolności obywatelskich. Tę kompetencję zastrzeżono w systemie dla Trybunału Konstytucyjnego, Sądu Najwyższego, Naczelnego Sądu Administracyjnego ze wspomagającą rolą Rzecznika Praw Obywatelskich, a więc dla najwyższych i centralnych organów. Sędziowie sądów powszechnych (rozstrzygających 99% spraw w ogóle) mieli jednolicie, najlepiej literalnie stosować teksty ustaw i rozporządzeń.

Nie dziwmy się, że sędziowie, którzy nie ograniczali się do monopolu kształcenia w krakowskiej szkole (ustawowo zastrzeżony!), są dzisiaj uciszani przez polityków i przywoływani do porządku, aby siedzieli cicho i nie wypowiadali się o sprawach konstytucji i o podziale władzy. Nie taka była ich rola według Prawa o ustroju sądów powszechnych. Przewidziana w niej rota przyrzeczenia nie zna pojęcia wierności konstytucji. Ale czy to zwalnia sędziów z obowiązku przestrzegania najwyższego aktu prawnego, nawet jeśli politycy nazywają ją postkomunistyczną? Nie jest powinnością sędziów wartościowanie tego typu ocen.

Gdyby w systemie przewidziano sędziom rolę strażnika praw i wolności obywatelskich, dzisiaj nie drżelibyśmy, czy przyjmą polityczne nominacje na wysokie stanowiska w sądowej hierarchii. Drżymy, chociaż wiemy, że przyjmą. Dlaczego sędzia, który miał być urzędnikiem, ma nie przyjąć stanowiska w urzędniczej hierarchii? Ludzie działają racjonalnie, stosownie do wymagań i oczekiwań, jakie stawia się im w zbiurokratyzowanym i zhierarchizowanym systemie. Z systemu przekaz jest jasny, chcesz się rozwijać, więcej zarabiać itp. musisz piąć się po drabinie. Będziesz lojalny, trud twój będzie doceniony przez tych, co dzielą i rządzą.     

Gdyby z wyborami do KRS poszło coś nie tak i nie znaleźli się chętni, w obwodzie są delegaci z MS. Szkoda, że zawczasu nie zadbano o pozbawienie sędziów-delegatów statusu sędziego na czas delegacji. Stanie KRS-u na straży niezależności sądownictwa polegać powinno na przewidywaniu zagrożeń i ich likwidowaniu zanim przejdą w stadium realizacji.

Rozwój wypadków pokazuje, że sędziowie nie mają wpływu na nawałnicę polityczną, ale też w porę nie została uformowana linia obrony. Atak nie może skończyć się sukcesem, gdy napotka na skuteczną obronę. Jeśli przegramy, to nie tylko dlatego, że atak był gwałtowny (choć przewidywalny) i bezwzględny (czego przewidzieć się nie dało), ale dlatego, że nie mieliśmy przygotowanej skutecznej obrony.

Modelując sędziego na wzór i wyobrażenie polityków, nie zadbano również, aby każdy sędzia był gwarantem niezależności sądu i własnej niezawisłości. Uznano, że lepiej tym zajmie się organ centralny – Krajowa Rada Sądownictwa. Eksperyment ten się nie powiódł. Większość dotychczasowych notabli sądowym, którzy zawsze z „troską pochylali” się nad problemami sądownictwa, zostanie zastąpiona przez żądne odwetu tzw. sądowe doły. Taki jest efekt zapatrzenia Rady na zagrożenia z zewnątrz. O wiele bardziej istotne były zagrożenia istniejące wewnątrz sytemu, Dlaczego Rada ich nie dostrzegała? Ponieważ konsekwentnie stała na stanowisku, że zło i patologia w sądownictwie, to margines statystyczny. Ten margines decyduje dzisiaj o powodzeniu zamachu konstytucyjnego.

W budowaniu sądownictwa nie można kierować się krzywą statystyczną. Jeśli do krystalicznie czystej bieli dodamy parę kropli czerni, to biel pozostaje tylko wspomnieniem. O wizerunku decydują nieliczne, czarne odcienie.

Dlaczego o tym wszystkim piszę? Ponieważ, jeśli stanie się cud, to nie można popełnić tych samych błędów, a jeśli nie, pozostaje wiara, że w odwiecznej walce dobra ze złem dobro zawsze zwycięża, potrzebuje tylko trochę czasu na konsolidację wokół idei i uniwersalnych wartości.

c.d.n.

Jacek Ignaczewski

 

Data publikacji: 2018-01-17
Strona wykorzystuje pliki cookies. Możesz zablokować cookies zmieniając ustawienia w Twojej przeglądarce. Przeczytaj więcej o cookies lub ukryj ten komunikat x