Kiedy nadzieja umiera ostatnia - czuję złość (1)

Kiedy nadzieja umiera ostatnia - czuję złość (1)

Cieszy mię ten rym: "Polak mądry po szkodzie"; Lecz jeśli prawda i z tego nas zbodzie, Nową przypowieść Polak sobie kupi, Że i przed szkodą, i po szkodzie głupi. Jan Kochanowski

Zakończyła się walka o sądownictwo. Przegraliśmy ją do zera. O co była walka? O niezależność i odrębność władzy sądowniczej, a co za tym idzie o ustrojowe podstawy funkcjonowania państwa, oparte na zasadzie trójpodziału władzy, ale czy tylko o to?

Skutkiem przegranej jest niechlubny powrót do konstytucji z 1952 r. Sejm, a właściwie większość parlamentarna, jako wyraziciel ludu pracującego miast i wsi może wszystko! Może zburzyć najważniejsze instytucje w państwie - to już wiemy. Co zrobi z wolnymi wyborami i z szarym obywatelem, dowiemy się w niedalekiej przyszłości.

Staliśmy się zakładnikowi większości parlamentarnej. Na 15 milionów aktywnych wyborców 6 milionów mówi pozostałym, co dobre i sprawiedliwe, pozbawiając pozostałych nie tylko elementarnego prawa do rzeczowego dyskursu publicznego, ale wręcz pozbawiając ich legitymacji do wypowiadania się na tematy publiczno-ustrojowe. „Kasta, złodzieje, oszuści”, nie mogą przecież współdecydować o losach kraju. Przypomina to powtórkę z historii i jej jaskrawe i antagonistyczne podziały na klasy społeczne. Co z tego, że jest to droga donikąd, skoro daje WŁADZĘ REALNĄ I ABSOLUTNĄ. Każdy przecież może czerpać z niej łaski. Wystarczy się nawrócić i zrozumieć, że wiedza, nauka, doświadczenie, roztropność, odpowiedzialność, KONSTYTUCJA, to relikty dawnej przeszłości, dzięki którym bogacze, intelektualiści, elity wyzyskiwali zdrową tkankę ludu prawego i uciśnionego. Społeczeństwo podzieliło się mądrych i pozostałych. Czy takiego podziału nie było już wcześniej? Czy nie jesteśmy świadkami zmiany ról społecznych? Ci, co mieli tylko słuchać i bezgranicznie ufać, mają wpływ na wszystko, a ci, którzy strzegli status quo, mają zwyczajnie odejść.

Na naszych oczach dokonuje się rewolucja. Podstawą każdej rewolucji jest wieloletnie zamknięcie na nawarstwiające się problemy społeczne i zgubne założenie, że ma się wszystko pod kontrolą, że wszystko idzie w dobrym kierunku. Rewolucja to w istocie rozwarstwienie społeczne, które sięga zenitu.

O ile do czasu wejścia Polski do UE widać było mobilizację elit w dziele reformowania kraju, to po akcesji, jakie wielkie reformy przeprowadzono? Czy nie uznano, że marzenie wielu pokoleń Polaków się spełniło, jesteśmy w rodzinie wolnych narodów. Cel osiągnięto i spoczęto na laurach. Nie zauważono, że wyrosło nowe pokolenie, które ma zupełnie inne cele i preferencje. Skrzętnie przemilczano niesprawiedliwości społeczne, jako uboczny, niechciany skutek transformacji społeczno-gospodarczej. Ludzie stali się wolni, więc mieli radzić sobie sami. Pordziali sobie. Odnaleźli odnowicieli, nie dostrzegając fałszu w ich proroctwie.

Przez lata byliśmy świadkami kanapowej elity topiącej się w samozadowoleniu i samouwielbieniu, czego kulminacją był nadzwyczajny kongres prawników ze słynną kwestią o „kaście nadzwyczajnych ludzi”. O niezależności sądów napisano niezliczoną ilość elaboratów, a wszystko pękło jak bańka mydlana. Dlaczego? Może nie było treści i analizy w tym, co wypisywano. Czy nie była to odmiana słowa niezależność przez wszystkie przypadki. Dlaczego przez lata nie łączono niezależności i niezawisłości z prawem do sądu?

Kto, w przedrewolucyjnych czasach chciał słyszeć apele o potrzebie gruntownych reform wymiaru sprawiedliwości (2007), o potrzebie bycia bliżej ludzi (2008), o pędzącym w sądownictwie BMW, folwarkach sądowych w sądach, petryfikacji reform (2010)? Zawołanie z tego okresu: „Elity obudźcie się”, zawarte w pracy Imponderabilia sądowe – ustój, rozbrzmiało jak łabędzi śpiew.

Reakcji doczekałem się dopiero wówczas, gdy zwróciłem uwagę na niereprezentatywność Krajowej Rady Sądowniczej. Pani sędzia Ewa Chałubińska (ówczesna członkini) protekcjonalnie przywołała mnie do porządku w wymownym artykule w „Co szeregowy sędzia wiedzieć powinien o wyborach do KRS”.

Przez wszystkie lata poprzedzające tzw. dobrą zmianę, samo stawianie problemów było obrazą dobrostanu elit, które wykreowały bardzo wąskie ramy politycznej poprawności. Nie było miejsca na kwestionowanie, a co dopiero na krytykowanie przyjętych rozwiązań funkcjonowania sądownictwa. Przecież niezależności sądów i niezawisłości sędziowskiej strzegła Krajowa Rada Sądownictwa. Jak strzegła, i że nie ustrzegła, to już wiemy.

Remedium na polityczną poprawność stała się polityczna niepoprawność, W walce ze złem - jakim jest niewątpliwie zamach konstytucyjny i zamiana demokracji w demokraturę - elity umiejscowiły się jednoznacznie, bez cienia skruchy i bezrefleksyjnie po stronie szlachetnego dobra. Próżno więc szukać programowych alternatyw. Przekaz jest jasny: należy zwalczyć zło, czyli dobrą zmianę (w przeszłości nazywaną sanacją) i wszystko wróci do normalności, czyli niech powróci to, co było. Czy na pewno tego chcemy? Czy musimy wybierać między dżumą a cholerą? Wszystko wskazuje, że tak. W przeciwnym razie, elity musiałyby uznać, że „geneza sukcesu „dobrej zmiany” tkwi w istotnym stopniu "w ich słabościach i abdykacji z roli prawniczych elit”, co szczegółowo uzasadnił i udokumentował Maciej Gdula w Raporcie - Dobra zmiana w Miastku. Neoautorytaryzm w polskiej polityce z perspektywy małego miasta. Raport ten nie jest przedmiotem gorącej dyskusji. Szybciej można odnaleźć sugestie o szemranej wartości naukowej. Czym taka narracja różni się od narracji strony przeciwnej? Przypomnijmy więc, że inteligent to osoba zdolna do rozumowania, wyciągania wniosków, uczenia się oraz wykorzystywania posiadanej wiedzy, szczególnie w sytuacjach nowych. Właśnie - szczególnie w sytuacjach nowych! Gdzie jest opozycja, gdzie są alteratywy, programy? Co elity mają dzisiaj do zaoferowania swym przeciwnikom oraz neutralnej połowie społeczeństwa (15 mln obywateli nie uczestniczy w wyborach)? Elity obudźcie się! Wołam ponownie. Czy tym razem ktoś usłyszy?  

Sądownictwo powszechne nigdy nie było wolne od politycznych wpływów, tak jak i Krajowa Rada Sądownictwa nie była strażnikiem niezależności sądownictwa! Ofiarą, nie tylko rządzących, ale i kanapowych elit  padł niestety Sąd Najwyższy. Nigdy nie zrozumiemy, dlaczego większość znakomitych sędziów, na czele z sędzią Zabłockim, musi odejść z wymiaru sprawiedliwości. Kto ich zastąpi? Strach pomyśleć, a co dopiero powiedzieć.  

Jacek Ignaczewski

 

 

Data publikacji: 2018-01-08
Strona wykorzystuje pliki cookies. Możesz zablokować cookies zmieniając ustawienia w Twojej przeglądarce. Przeczytaj więcej o cookies lub ukryj ten komunikat x