Konflikt wartości a hierarchiczna kontrola norm prawnych

Konflikt wartości a hierarchiczna kontrola norm prawnych

Wartości powinny być nazwane. Obywatele zasługują na przejrzyste uzasadnienie, dlaczego w danej sytuacji jednej wartości przyznano prymat nad drugą.

„Wszystko jest polityką”
Thomas Mann

26 listopada 2010 Sejm RP dokonał wyboru Piotra Tulei na stanowisko sędziego Trybunału Konstytucyjnego. Poparło go 348, spośród 380 głosujących posłów (91,5%). Był to ostatni kandydat na sędziego TK , któremu udało się zebrać ponadpartyjne poparcie.

Było to wydarzenie wyjątkowe (sędziowie TK są zwykle wybierani większością 50-65% głosów), ważne jednak, że takie wyjątki się zdarzały. I to częściej, niż raz na siedem lat. Wydaje się, że na kolejny przyjdzie nam jeszcze długo poczekać. Dlaczego?

Na początek dawka odtrutki na idealizm i pozytywizm. TK, jak i jego odpowiedniki, są po prostu „polityczne”, w co najmniej arystotelesowskim rozumieniu tego słowa. Warunkuje to procedura wyboru sędziów. Przykładowo, badacze amerykańskiego Sądu Najwyższego nie mają złudzeń, że kandydaci wskazani przez republikańskich prezydentów cechują się nieco innym poczuciem wrażliwości niż nominaci demokratów. Powszechnie (tak w publicystyce, jak i w nauce) dzieli się ich na konserwatystów i liberałów. Co więcej, głosowania są jawne, co pozwala analizować „objawy” przekonań sędziów i obserwować tworzenie się „koalicji” wprowadzających określoną linię orzeczniczą. Oczywiście największą uwagę skupia sędzia znajdujący się w centrum ideologicznego spektrum –to jego głos daje większość, a zatem decyduje o kształcie rozstrzygnięcia. My wolimy nie wiedzieć.

Wolimy myśleć o TK, jak o czymś pomiędzy Wieżą z Kości Słoniowej a maszyną losującą. W atmosferze sacrum, wysterylizowanej z wątków osobistych czy politycznych, generuje on (w niezrozumiały sposób – tajemnica narady) wyroki, mające (do niedawna) moc zmiany woli Suwerena (wyrażanej przez jego przedstawicieli). Z założenia TK nie podejmuje decyzji, a akt generowania wyroku nie ma nic wspólnego z konkretnymi sędziami. Z założenia, ma on stanowić wynik „hierarchicznej kontroli norm prawnych” – technicznego procesu, wymagającego szkiełka i oka, a nie poglądów.

Problem z tą piękną, kelsenowską konstrukcją myślową sprowadza się do tego, że słabo opisuje ona realne problemy, które rozstrzyga TK. Jak bowiem hierarchicznie skontrolować obowiązek wskazania przez lekarza, powołującego się na klauzulę sumienia, realnych możliwości uzyskania świadczenia z art. 53 ust. 1.: „każdemu zapewnia się wolność sumienia i religii”.

Oczywiście, przekonują pozytywiści, przed kontrolą normy trzeba wywieść czy zrekonstruować. Pojawia się jednak kłopotliwe pytanie. Z czego? Odłóżmy teologię na bok (nawet używane słownictwo wskazuje, że to z niej wywodzi się rodzima nauka prawa. Wystarczy zapytać nie-prawnika, z czym kojarzą mu się „doktryna” czy „dogmatyka”)…

Rozstrzygnięcie naszej przykładowej sprawy K 12/14 sprowadza się do decyzji o prymacie jednej z dwóch konstytucyjnie chronionych wartości: prawa kobiety do należnego jej świadczenia (art. 68 Konstytucji i szczegółowe zapisy ustaw) albo prawa lekarza do dobrego samopoczucia (wynikającego z nieprzyczynienia się do wykonania świadczenia niezgodnego z jego sumieniem). W konkretnej sytuacji, coś musi okazać się ważniejsze…

Nie jest to jednak pytanie z zakresu „szkiełka i oka”. Racjonalnie myślący ludzie, wyposażeni w te same przepisy, wiedzę i umiejętności mogą na nie dać różne odpowiedzi. To nie „hierarchiczna kontrola” – bo i czego z czym – a głosowanie nad sądem wartościującym. Wynik takiego głosowania determinują… wyznawane przez głosujących wartości. Przykładowo, nietrudno przewidzieć, po której stronie zabije serce kawalera Krzyża Pro Ecclesia et Pontifice.

Czy to znaczy, że TK nie powinien rozstrzygać takich konfliktów? Wręcz przeciwnie. Po pierwsze, ktoś musi. Po drugie, alternatywy (sejm, referendum) nie wydają się lepsze. Przy dwóch zastrzeżeniach.

Po pierwsze, więcej szczerości. Kiedy trybunał rozstrzyga konflikt wartości, nie powinien maskować swojej decyzji pozorami „kontroli hierarchicznej”. Wartości zasługują na nazwanie i wyjaśnienie (czemu chcemy chronić dostępność świadczeń i samopoczucie lekarzy?). Obywatele zasługują na przejrzyste uzasadnienie, dlaczego w danej sytuacji jednej wartości przyznano prymat nad drugą.

Po drugie, więcej szczerości. O ile jeszcze w ubiegłej dekadzie TK pozował na monolit, po 2008 pojawiły się na tym wizerunku rysy. Zdania odrębne. Przejaw konfliktu wartości.

Zdania odrębne w TK

Istnieją dwie możliwości. Albo trybunał się podzielił (o ironio, wzdłuż linii, na które wskazaliby badacze US Supreme Court), albo podziały zawsze były, ale od pewnego czasu nie dawały się już zamieść pod dywan.

Którakolwiek odpowiedź byłaby prawdziwa (mamut obstawia drugą), problem nie zniknie (TK też nie). Można sobie z nim radzić na dwa sposoby: wypierać (działało, ale przestało – badania CBOS pokazują, jak Suweren zniósł odkrycie, że sędziowie TK jednak mają poglądy, a co gorsza używają ich orzekając) lub akceptować i starać się cywilizować. O tym jak to zrobić, warto teraz rozmawiać – bo powrotu do Wieży z Kości Słoniowej już nie ma.

Mamut

Kategoria: Mamut
Data publikacji: 2017-06-12
Strona wykorzystuje pliki cookies. Możesz zablokować cookies zmieniając ustawienia w Twojej przeglądarce. Przeczytaj więcej o cookies lub ukryj ten komunikat x