Kwestia wyboru (szacunku do samego siebie)

Kwestia wyboru (szacunku do samego siebie)

Osoba wybitna, w przeciwieństwie do karierowiczów, aby być, nie musi wykorzystywać zamachu konstytucyjnego do realizacji ambicji. Nie musi także niczego zawdzięczać politycznemu, koniunkturalnemu uznaniu.

Już za kilka dni 29 lipca 2018 r. zostanie zamknięta lista kandydatów na stanowiska sędziów Sądu Najwyższego. W przestrzeni publicznej pojawiają się wypowiedzi analizujące dylemat związany z ewentualnym akcesem do SN prawników, którzy w myśl obowiązujących przepisów, formalnie spełniają osobliwie obniżone kryteria względem dotychczas istniejących. Zamiarem ustawodawcy było aby kandydat na sędziego sądu stojącego najwyżej w systemie sądowniczym spełniał mniejsze wymagania niż jego odpowiednik w sądach powszechnych.

Alternatywa jest dość przejrzysta i polega bądź na powstrzymaniu się od kandydowania albo zgłoszeniu swojej kandydatury. Głosem w dyskusji był m.in artykuł, który ukazał się w Rzeczpospolitej w dniu 21 lipca 2017 r. autorstwa Profesorów Macieja Gutowskiego i Piotr Kardasa pt. Sędziowska przyzwoitość stworzy przestrzeń dla karierowiczów i konformistów.

Autorzy argumentują, że walcząc o zasady, traci się możliwość wskazania kompetentnych kandydatów, tworząc miejsce dla niekompetentnych karierowiczów i konformistów. Jednocześnie obaj profesorowie dostrzegają, jak się zdaje, brak zdolności po stronie KRS do przeprowadzenia w pełni transparentnej i merytorycznej procedury wyboru na stanowiska sędziowskie. Rada udowodniła to na ostatnim posiedzeniu plenarnym. Niemoc i bierność sędziów wobec zachowań polityków lansujących proskrypcyjną czarną listę sędziów, opartą o pozamerytoryczne kryteria, była wymowna i mówiła właściwie wszystko. KRS nie ma zdolności do wypełniania swej konstytucyjnej roli.

Trudno dostrzec w takiej sytuacji sens zgłaszania kompetentnych kandydatur, no chyba tylko po to, by legitymizować  sposób poczynania samej Rady. Czy chodzi o to aby pokazać opinii publicznej, iż tacy kandydaci w ogóle istnieją? To oczywiste, że w środowisku sędziowskim i nie tylko, są jednostki charakteryzujące się wybitną wiedzą prawniczą i postawą moralną. Czy zgłaszanie tychże kandydatur ma się odbyć dla samego zgłoszenia, bez cienia szansy na pozytywne rozpatrzenie. Przypomnieć warto głosowanie do zera nad sprawą sędziego Stanisława Zabłockiego. Kto poważny na taką rolę się zgodzi?  

Decyzja o kandydowaniu w aktualnej sytuacji ma swoje dość radykalne skutki. To plama w życiorysie, na który osoby wybitne ciężko pracują przez całe swoje życie, strzegąc swojej niezależności. Skazą na honorze jest już sam cień podejrzeń, że na łamaniu konstytucji kierują się chęcią korzyści własnych. Tacy ludzie swoje zawodowe osiągnięcia  zawdzięczają swojej ciężkiej pracy, a nie uznaniu przez członków rady (jak i samej rady), których zwyczajnie nie dażą poważaniem. Osoba wybitna, w przeciwieństwie do karierowiczów, aby być, nie musi wykorzystywać zamachu konstytucyjnego do realizacji ambicji. Nie musi także niczego zawdzięczać politycznemu, koniunkturalnemu uznaniu. Obowiązkiem rządzących jest stworzenie takich procedur, aby takie osoby brały udział w naborze do Sądu Najwyższego. Jeśli tego nie zrobiły, to nie można ich obciążać odpowiedzialnością za wymiar sprawiedliwości. W całości, za wszystko i wyłącznie odpowiedzialność za to, co się stanie z sądownictwem dziś, jutro i za lat parę, ponoszą rządzący politycy. 

Piotr Kardas i Maciej Gutowski stwierdzają, że decyzje podejmowane w tej sprawie dzisiaj będą wywoływały konsekwencje przez lata. Pozostawienie pustego pola zwiększa ryzyko całkowitej destrukcji wymiaru sprawiedliwości, udział w tej procedurze oznacza co najmniej wyraźne i ostateczne sprawdzenie intencji rządzących, ale kto ich jeszcze nie zna?

Rządzący sami nie ukrywają, że celem „reformy” Sądu Najwyższego, jest wymiana jak największej liczby sędziów, a zatem wyłącznie aspekt personalny. Gdybym nie czytał wypowiedzi prasowych obu Profesorów w ciągu ostatnich dwóch lat, gotów bym uwierzyć, że obaj byli na długich wakacjach, z których właśnie wrócili i zastanawiają się wspólnie co się stało z sądowym wymiarem sprawiedliwości podczas ich nieobecności.

Kto obiektywnie i ze zrozumieniem patrzy na erozję systemu sądowniczego w ostatnich dwóch latach pozbawiony jest nadziei na to, że politykom chodzi o coś więcej niż  personalny skok na najwyższe stanowiska sędziowskie. W ciągu tego stosunkowo długiego czasu nie wprowadzono żadnych praktycznych rozwiązań do systemu prawnego, które niosłyby ze sobą poprawę efektywności sądownictwa. Decydentów politycznych interesują wyłącznie personalia. Łudzenie się, że w przypadku obsady 1/3 etatów w SN będzie inaczej, jest nie tyle naiwne, co szkodliwe. Zachęcanie prawników, w tym sędziów, do zgłaszania się w trwającym procesie obsady Sądu Najwyższego, jest niczym innym jak akceptacją upolitycznienia wymiaru sprawiedliwości i to brzemienną w skutkach. Najpełniej te myśl wyraził Prof. Włodzimierz Wróbel kilka dni temu stwierdzając podczas jednej z prowadzonych dyskusji: „udział w przewidzianych przez partię rządzącą procedurach zajmowania miejsc w Sądzie Najwyższym oznacza bezpośrednie współdziałanie w łamaniu Konstytucji RP, dla którego nie ma etycznego usprawiedliwienia. Udział ten nie może też doprowadzić do słusznego nabycia jakichkolwiek praw związanych ze statusem zawodowym, bo będzie dokonywany w złej wierze. Świadomość krańcowej niekonstytucyjności głosowanych dzisiaj ustaw musi mieć każdy wykształcony prawnik. Współdziałanie w niszczeniu ładu konstytucyjnego Państwa oznacza także współudział w tworzeniu realnego zagrożenia dla bezpieczeństwa Polski w perspektywie międzynarodowej. Prawnicy podejmujący się takich działań sami wykluczają się ze wspólnoty zawodowej, w której uczestniczą - czy będzie to wspólnota związana ze stosowaniem prawa, czy wspólnota akademicka”. Wypowiedź sędziego SN obiegła internet stając się wielokrotnie cytowaną. Współgra przy tym ze stanowiskiem ekspertów prawnych Fundacji im. Stefana Batorego z 20 lipca 2018 r., oraz z wyrokiem Europejskiego Trybunału Praw Człowieka z dnia 23 czerwca 2016 r., 20261/12 w sprawie Baka v. Węgry. W orzeczeniu tym uznano niedopuszczalność wszelkich działań instrumentalnych, podejmowanych kierunkowo by osiągnąć cel w postaci pozbycia się niewygodnych politycznie sędziów.

Odmowa uczestnictwa w trwającej procedurze wyboru sędziów SN na wakujące miejsca, nie stanowi bojkotu owej procedury. Nie oznacza bowiem ignorowania określonego stanu rzeczy, bo tak należy definiować bojkot. Natomiast niewątpliwie jest skutkiem świadomej decyzji oznaczającej powstrzymanie się od uczestnictwa w procesie ukształtowanym sprzecznie z obowiązującymi wzorcami konstytucyjnymi oraz wieloletnią praktyką wyłaniania sędziów SN z grona najwybitniejszych prawników. Postawa taka powinna być oczywista dla każdego prawnika, w szczególności sędziego, i nie można jej przeciwstawiać iluzorycznej nadziei, iż tym razem rządzący dokonają wyboru z poszanowaniem prawnych standardów.

Sędzia Piotr Mgłosiek

Data publikacji: 2018-07-24
Strona wykorzystuje pliki cookies. Możesz zablokować cookies zmieniając ustawienia w Twojej przeglądarce. Przeczytaj więcej o cookies lub ukryj ten komunikat x