Milczenie w obliczu zła samo jest złem.

Milczenie w obliczu zła samo jest złem.

Czy sędziowie mają prawo do zabierania głosu w sprawach sądownictwa i do aktywności publicznej? Gdzie jest granica, po przekroczeniu której zaczyna się zaangażowanie polityczne?

Fragment wywiadu z SSN Stanisławem Zabłockim opublikowanego w IUSTITIA 1(31)/2018

"Wielokrotnie już wyrażałem swoje głębokie przekonanie, że nie tylko o sprawach istotnych dla sądownictwa, ale generalnie o problemach prawnych, o zagrożeniach dla obowiązującego porządku prawnego, dla zasad państwa prawa, sędziom nie tylko wolno mówić, ale wręcz powinni to czynić, również w ramach debaty publicznej. Jest to ich prawo i obowiązek obywatelski, potwierdzone niedawnym orzeczeniem Trybunału Strasburskiego w słynnej sprawie Baka v. Węgry.

Aby nie było żadnych wątpliwości, Konstytucja jest także źródłem powszechnie obowiązującego prawa Rzeczypospolitej i to najwyższym w hierarchii. Jeśli tak, to sędziemu nie można zabraniać uczestnictwa w debacie publicznej również i co do tego, czy przypadkiem uchwalane prawo nie jest sprzeczne w jakichś punktach z wzorcami określonymi w ustawie zasadniczej. Przecież wszyscy chcemy, aby sędzia stanowił wzorzec dobrego obywatela. Skoro dobry obywatel nie powinien pozostawać obojętny na lekceważenie zasad konstytucyjnych, na instrumentalne traktowanie najwyższego źródła prawa, zatem tym bardziej sędzia nie może pozostawać obojętny wobec takich zjawisk. Powinien dawać świadectwo wierności ustawie zasadniczej, a nie bojaźliwie odwracać wzrok lub zatykać uszy. Tak więc i ta ostatnia tematyka nie stanowi dla sędziego jakiegoś tabu, pod dwoma jednak warunkami.

Po pierwsze, sędzia ma prawo to czynić językiem nieuchybiającym godności sędziego. O tym, że konieczność unikania zbyt dosadnych słów i środków ekspresji stawia sędziego często w trudnej pozycji w debacie publicznej mówiłem już odpowiadając na pierwsze z pytań. Wierzę jednak, że także i zachowując ten warunek można powiedzieć wiele, a nawet bardzo wiele.

Po drugie, sędzia powinien - chwaląc albo krytykując określone rozwiązania prawne, postawy czy zjawiska - baczyć, aby nie osłabić zaufania do swej bezstronności, a nade wszystko, aby przypadkiem jego stanowisko nie było determinowane politycznie albo choćby tylko mogło zostać odczytane jako refleks jego sympatii lub antypatii politycznych. To zapewne zadanie równie trudne jak zachowanie dyscypliny formy, ale wierzę, że do zrealizowania. Jak to uczynić?

Primo, muszę być sam głęboko wewnętrznie przekonany, że poddałbym określone rozwiązanie prawne równie pryncypialnej krytyce niezależnie od tego, z jakiej strony sceny politycznej ono nie wypłynęło i że mój sprzeciw wobec niego pozostaje bez związku z tym, kto jest personalnie jego autorem.

Secundo, muszę użyć takiej argumentacji, która także odbiorcom pozwoli uwierzyć, że moje intencje i poglądy prawne nie są determinowane sympatiami politycznymi, a moje stanowisko nie uległoby zmianie w sytuacji, gdyby poddawane ocenie rozwiązanie prawne zgłosił (wprowadził) jakikolwiek inny podmiot.

Mam prawo i obowiązek krytykować wadliwe rozwiązania prawne, ale nie powinienem atakować ich autora (autorów).

Mam prawo i obowiązek wskazywać zło płynące dla systemu prawnego np. z niekonstytucyjnych rozwiązań, bowiem milczenie w obliczu zła samo jest złem i w jakiś sposób przyczynia się do jego promocji, ale nie mam prawa postulować, aby odsunąć od władzy tego/tych, którzy są ich autorami.

Dopóki przestrzegam tych reguł debatuję o prawie, o państwie prawa, a nie o polityce”

całość wywiadu tutaj: "Wbrew temu, czego doświadczają sędziowie w okresie paru ostatnich lat, musimy wierzyć w sens dialogu z politykami" 

Data publikacji: 2018-07-15
Strona wykorzystuje pliki cookies. Możesz zablokować cookies zmieniając ustawienia w Twojej przeglądarce. Przeczytaj więcej o cookies lub ukryj ten komunikat x