Niezależność vs. Serwilizm - do przerwy 0 : 3

Niezależność vs. Serwilizm - do przerwy 0 : 3

Jeśli MY nie obronimy trójpodziału władzy, to ONI zostaną wykorzystani do realizacji politycznego scenariusza zastąpienia podziału władzy niepodzielną i jednolitą władzą polityczną. W konsekwencji, ONI cofną NAS do demokracji socjalistycznej.

 

Krajowa Rada Sądownictwa stoi na straży niezależności sądownictwa. Jak Rada zamierza wypełnić swój konstytucyjny obowiązek w dobie wszechwładnej władzy politycznej, która nie uznaje innych władz, nie szanuje konstytucyjnych zasad, za nic ma aksjologię, wartości, wiedzę i dorobek naukowy. Wszystko to zastępuje poparcie społeczne, umiejętne zresztą manipulowane.

Krajowa Rada Sądownictwa musi działać w granicach prawa, nawet wtedy, gdy przedstawiciele pozostałych rodzajów władz w oczywisty sposób łamią zapisy Konstytucji.

Byliśmy współorganizatorami Nadzwyczajnego Kongresu Sędziów Polskich, nota bene, za co teraz uruchomiono postępowanie karne. Współorganizujemy także Forum Współpracy Sędziów, które, w przypadku wygaszenia kadencji sędziów- członków Krajowej Rady Sądownictwa, przejmie zapewne rolę sędziowskiego samorządu. Przyjmujemy także uchwały, w  których zdecydowanie pokazujemy przypadki oczywistego łamania Konstytucji. Jednoznacznie, negatywnie opiniujemy wszystkie akty prawne, które w tym kierunku zmierzają. Bronimy także sędziów w konkretnych sprawach, gdy widzimy, bezwzględne i naruszające zasadę niezawisłości, próby wpływania na sąd. Proszę przeczytać nasze uchwały w sprawie krakowskiej (dotyczącej ojca ministra Z. Ziobry), szczecińskiej (Police) czy ostatniej – presja na sąd w Opolu.

Rada jest także w stałym kontakcie z Europejską Siecią Rad Sądownictwa (ENCJ) i europejskimi stowarzyszeniami sędziowskimi. Spotkaliśmy się z przedstawicielami Rady Europy i Komisją Wenecką, która powtórnie przyjedzie do Polski i chce się z nami spotkać. Podobnie jak Specjalny Wysłannik ONZ do spraw niezależności sędziów i prawników. Staramy się na bieżąco reagować na propozycje i zdarzenia, które zagrażają niezawisłości sędziów i niezależności sądów. Dlatego jesteśmy obecni we wszystkich mediach, z którym zintensyfikowaliśmy współpracę i myślę, że środowisko sędziowskie to dostrzega. Rozpoczęliśmy odkłamywanie informacji z kampanii czarnego PR, która za publiczne pieniądze ma dyskredytować władzę sądowniczą. Zachęcam do czytania i rozsyłania linku http://www.krs.pl/pl/rzecznik-prasowy/a-prawda-jest-taka  do zakładki na naszej stronie.  Gdy latem trwały obywatelskie protesty w obronie sądów, braliśmy w nich aktywny udział. za co mnie na przykład uruchomiono postępowanie dyscyplinarne Złożyliśmy 4 skargi do Trybunału Konstytucyjnego. Jednak z powodu dopuszczenia do orzekania sędziów - dublerów i nie chcąc doprowadzać do orzeczeń, które doktryna określa sententia non existens, wycofaliśmy je.

Wciąż wykonujemy konstytucyjne obowiązki stania na straży niezależności sądów i niezawisłości sędziów, mimo że Ministerstwo Sprawiedliwości zwiększyło pensum orzecznicze sędziów – członków Rady i jej rzecznika, by ograniczyć naszą działalność.

Staramy się konsolidować środowisko sędziowskie, na ile to możliwe, w tych trudnych czasach. Apelujmy, by sędziowie zachowali godność sędziowską i nie dali się wciągać w działania, które mogą się skończyć, tak jak w Sądzie Okręgowym w Warszawie. Tam ministerstwo skróciło kadencję wiceprezesów i narzuciło nowych, o co miała wnioskować nowo powołana prezes, tyle tylko, że ona twierdzi, że wcale o to nie wnioskowała. Ta historia pokazuje, że, tak jak, w przypadku Pana Twardowskiego nie warto wchodzić w żadne  układy z politykami, które zawsze źle się kończą.

Zastanawiam się nad potencjalnymi podstawami odpowiedzialności karnej w związku ze współorganizowaniem Nadzwyczajnego Kongresu Sędziów Polskich. Czy mógłby Pan przybliżyć temat „w granicach i na podstawie prawa”?

Dla nas to także zadziwiające postępowanie. Tym bardziej, że Rada działa na podstawie ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa i wielokrotnie organizowała kongresy sędziów. Jest także dysponentem budżetu pierwszego stopnia, a wszystkie wydatki poniesione na ten Kongres są skrupulatnie udokumentowane, zresztą bardzo niewielkie jak na skalę tego przedsięwzięcia. Pytania, które otrzymaliśmy z prokuratury sugerują, moim zdanie, że chodzi o szykanowanie i zastraszanie sędziów-członków Krajowej Rady Sądownictwa oraz Szefa Biura Rady czyli osób odpowiedzialnych za organizację Kongresu.

Mam szczerą nadzieję, że wszystkie osoby, które w świetle jupiterów dopuszczają się takich działań, będą w przyszłości odpowiadały za przekroczenie uprawnień i szykanowanie konstytucyjnego organu państwa. Niestety chodzi o zastraszenie całego środowiska sędziowskiego. To jest prawdziwy cel. Jesteśmy sędziami od wielu lat, znamy i szanujemy zasady państwa prawa i nie damy się zastraszyć takim ordynarnym działaniom.

Mam wrażenie, wszystko jest już przesądzone. Decyzje polityczne zapadły. Większość, niesiona poparciem społecznym, nie zrezygnuje ze swych zamierzeń, które mogą tylko nieznacznie zmieniać barwy i odcienie, w zależności od ośrodka władzy, który aktualnie dzierży inicjatywę prawodawczą. Dla sądownictwa oznacza to okres „wielkiej smuty”. Czy jako środowisko jesteśmy do tego przygotowani? Z pespektywy rejonowej dostrzegam strach w oczach funkcyjnych i marazm w postępowaniu liniowych. Przykłady, w szczególności z sądów Warszawy i Szczecina, pokazują, że serwilizm wobec władzy jest obecny w środowisku sędziowskim, a jak powiadał Alexis de Tocqueville, to najgorsza forma sprzedajności sędziego. Czy zatem zgodzi się Pan ze stwierdzeniem, że największą gwarancją niezależności sądownictwa są sami sędziowie. Jeśli coś jest nie tak z niezależnością, to znaczy, że mamy problem z sędziami. Tego aspektu zawsze dotyczyły moje zastrzeżenia wobec Rady. Rada stojąc na straży niezależności pomijała aspekt „ułomności” i jej przyczyn środowiska sędziowskiego, Jak pokazuje rozwój wypadków – niezdolnego do przeciwstawienia się niekonstytucyjnej, demagogicznej woli politycznej. Dodajmy od razu, że taka wola zawsze była, tyle tylko, że nie na taką skalą i nie tak jawnie. Podam Panu przykład z ostatniej mojej wokandy. Sprawa o uprowadzenie dziecka. Tuż przed zakończeniem sprawy Rzecznik Praw Dziecka żąda akt sprawy, a zaraz po zakończeniu rozprawy – Prezes sądu.

Środowisko sędziowskie jest bardzo zróżnicowane i mówiąc o jego „ułomności” musimy przyglądać się konkretnemu przypadkowi. Czasami może się okazać, że sędzia, który jest przeciętny, jeśli chodzi o pracę orzeczniczą, jest zdecydowanym obrońca niezawisłości sędziowskiej, a „gwiazda” daje się skusić za „30 srebrników”. Niestety, nie da się stworzyć idealnego sytemu doboru kadr. Krajowa Rada Sądownictwa jest organem, w którym zasiadają przedstawiciele wszystkich  władz konstytucyjnych. Ważne, żeby przy wyborze sędziów dokonywać rzetelnej analizy ich dorobku i w miarę możliwości oceniać ich „sędziowskie” charaktery. To oczywiście bardzo trudne decyzje i członkowie Rady toczą zaciekłe spory o to, kto jest najlepszym kandydatem. Zdarzały się takie sytuacje, że kandydat, który, według mnie, był najlepszy, nie znalazł uznania w  oczach pozostałych członków Rady i nie został wybrany. Jednak taka jest specyfika pracy takiego wieloosobowego gremium. Obawiam się, że nadszedł czas nie wielkiej smuty ale wielkiej czystki. Widać to po pierwotnym projekcie zmiany ustawy o Sądzie Najwyższym. Wystarczy zmienić nazwę sądu, a potem sędziom trzeba będzie wręczać ponownie nominacje, ale nie wszystkim, tylko tym, którzy podobają się dzisiejszej władzy. Innych można wysłać w stan spoczynku lub trzymać w „zamrażarce” u prezydenta. Taki przykład może skutecznie sparaliżować tych, którzy zostaną w sądach. Niezwykle smutne są dla mnie przypadki, kiedy znajdują się kandydaci na stanowiska prezesów zwolnienie  niezgodnie z Konstytucją, np. poprzez przerwanie kadencji. Na szczęście wciąż mam wrażenie, że to  dotyczy niewielkiej grupy sędziów. Ci, którzy choć raz splamią  swój sędziowski honor, zostawią ślad do końca swojej zawodowej kariery. Okoliczności zewnętrzne są bardzo niesprzyjające. Władza wykonawcza atakuje nas wszelkimi metodami i potrafi wydać miliony złotych z publicznych pieniędzy, żeby oczernić sędziów. Jednak to powinno sprzyjać  konsolidacji sędziów i tym o czym od wielu lat mówimy – wyjściu do społeczeństwa. Ważne jest, żebyśmy pokazywali, że sędzia nie może się bać. Jesteśmy też częścią  Zjednoczonej Europy i mam wrażenie, że już od roku nie byłoby Krajowej Rady Sądownictwa i Sądu Najwyższego gdyby nie silny głos nie tylko z Brukseli, ale i ze Stanów Zjednoczonych. Wkrótce przyjedzie Specjalny Wysłannik ONZ do spraw niezależności sędziów i prawników i po raz drugi Komisja Wenecka. Tym razem w sprawie ustawy o prokuraturze. To najlepiej świadczy, że świat patrzy na to, co się dzieje w Polsce i jednak reaguje.

Odwołuje się Pan do jednostkowych przypadków w sytuacji realnych zagrożeń systemowych. Nie sądzi Pan chyba, że zagrożenia takie są wynikiem indywidualnych wypadków. Kiedy w 2007 pisałem książkę pt. Wymiar sprawiedliwości – teraźniejszość i przyszłość doliczyłem się 15 grzechów głównych. Otwierając w czerwcu br. stronę Imponderabilia Sądowe było ich już 66. To pokazuje dynamikę, która – w mojej ocenie –  obrazuje stan „przegrzanego systemu”, w następstwie którego jesteśmy świadkami politycznego przesilenia. Czy zatem, nie jest ono reakcją  na systemowy grzech zaniechania elit, ale także i Krajowej Rady Sądownictwa? Pytam o to, ponieważ dość łatwo mówi Pan o odpowiedzialności przyszłej i czysto hipotetycznej innych osób. Póki co, system jeszcze nie jest zdemontowany, a Rada ciągle jest strażnikiem niezależności sądownictwa. Skupienie uwagi na teraźniejszości i przyczynach jej uwarunkowań, może pozwoliłoby Radzie skutecznie zapobiec politycznej nieuchronności, której – „ulica i zagranica” – mogą nie dać rady się przeciwstawić. Dostrzegam tutaj konieczność aktywnego udziału samych sędziów, jakby nie było – strażników konstytucji. Do tego muszą mieć jednak pewien sygnał, zawołanie, którego nie słyszę ze strony Rady, jak choćby apel Iustitii o nie przyjmowanie nominacji z politycznego nadania, o czym zresztą też pisałem w liście otwartym do sędziów.

Mam nadzieję, że słychać było także moje wypowiedzi jako rzecznika Krajowej Rady Sądownictwa wzywające do nieobejmowania funkcji po prezesach, którym przerwano kadencję. Trzeba jednak pamiętać, że rada to nie tylko sędziowie. To twór wieloosobowy, składający się także z polityków, a przecież doskonale wiemy, ze nawet w środowisku sędziowski czasem trudno o jednomyślność w sprawie strategii czy konkretnej decyzji. Jakiś czas temu ministerstwo zwiększyło regulaminem pensum orzecznicze dla członków Rady, co niewątpliwie utrudnia naszą pracę. Rada zaskarżyła te przepisy do Trybunału Konstytucyjnego, a le po dopuszczeniu sędziów – dublerów do orzekania wycofała swoje wnioski. Trwa swego rodzaju polowanie np. na podstawie anonimu robi się lustracje referatu członka  Krajowej rady Sądownictwa. Sędziowie są wzywani do prokuratury.  Prokuratura rozpoczyna postępowanie karne dotyczące organizacji kongresu. To wszystko niestety zajmuje bardzo dużo czasu. Ale gdy widzę, że kolejni sędziowie, często bez jakiegokolwiek zacięcia czy umiejętności do zarządzania  sądem, przyjmują stanowiska tych, którym przerwano kadencje - przyznam szczerze, jestem wówczas wściekły.

Zgadzam się co do braku od wielu lat konsekwentnej, rozpisanej na lata wizji reformy sądownictwa, a przede wszystkim wynikających z tego poważnych konsekwencji. Pamiętam jak z gotowym projektem  zmian  dotyczącym powołania rzecznika prasowego sądów  kołatałem do ministrów. To był projekt przygotowany na wzór świetnie działającego sytemu w policji, ale oczywiście żaden polityk, wśród szybko zmieniających się ministrów, nie był nim realnie zainteresowany. Sądy były dla wielu wygodnym chłopcem do bicia, natomiast, czego się nie spodziewałem - środowisko sędziowskie nie widziało zbliżających się zagrożeń i blokowało to, co można było zrobić w ramach własnych sił i środków, nawet bez zmiany przepisów. Dzisiaj czujemy się jak w oblężonej twierdzy, ciężko pracujemy i odpieramy coraz silniejsze ataki. Na realizację głębokiej strategii nie ma już czasu. Ostatnio udało się nam przygotować odpowiedź na czarny PR i odkłamać oszczerstwa wysunięte przeciwko nam. Polecam stronę www.krs.pl. Niestety już po kilku dniach nasz ministerialny kolega-sędzia zaatakował tę akcję, tak jak robią to „wynajęci rewolwerowcy”. Ministerstwo ściąga ludzi wabiąc ich dodatkami i oderwaniem od ciężkiej, codziennej pracy. Nie po drodze im z tymi, którzy mają jakąkolwiek wizję reformy, chętnie za to przyjmują pod swoje skrzydła, tych którzy za 30 srebrników zrobią wszystko.

 Politycy dzielą i sączą „zaszczytami”. Niestety robią to skutecznie. W mojej ocenie świadczy to o tym, że z poczuciem misji i niezależności sędziów jest coś nie tak. Przecież nie bierze się to z niczego. Sędziowie, którzy przyjmują polityczne nominacje, a którzy także zostali w lipcu br. obdarzeni wielkim kredytem zaufania społecznego, nie chcą go spłacać. Przeciwnie, sprzeniewierzają się rocie ślubowania – stania na straży prawa, w postępowaniu kierowania się zasadami godności i uczciwości. Prawo mówi o niezależności sądownictwa, a godność i uczciwość nakazują przedkładać, szczególnie sędziemu - interes ogółu nad własny. Myślę, że grozi nam podział środowiska sędziowskiego na ONI i MY. Jeśli MY nie obronimy trójpodziału władzy, który gwarantuje realizację praw i wolności obywatelskich, to ONI zostaną wykorzystani do realizacji politycznego scenariusza zastąpienia podziału władzy niepodzielną i jednolitą władzą polityczną. W konsekwencji, ONI cofną NAS i obywateli do demokracji rodem z konstytucji z 1952 r., w której niepodzielna władza była jedynie słusznym wyrazicielem „woli ludu pracującego miast i wsi”. W obliczu zagrożeń pozostaje nam przyzwoitość w stylu: dziękuję nie kandyduję, a na jutro zrealizowanie postulatu otwarcia zawodu sędziego na prawników wolnych, doświadczonych, ustabilizowanych i z dorobkiem, dla których wizja dodatku rzędu paru złotych, nie będzie drogowskazem w podejmowaniu ważnych decyzji. Krótko mówiąc: krakowską szkołę trzeba zamknąć i nie wchodzić w polityczne zależności, bo to wstyd dla sędziego.

Hasło - dziękuję za kandydowanie - bardzo mi się podoba, ale nie mam złudzeń, że w tak dużym środowisku zawsze znajdą się chętni, którzy za 30 srebrników zrobią wszystko. Dla mnie jest istotne, by środowisko sędziowskie jako całość potępiało takie działania. Jestem zwolennikiem ostracyzmu wobec osób, które łamią sędziowską przysięgę. Nie można być jednocześnie trybikiem w  maszynie, która łamie kręgosłup trójpodziału władzy i udawać, że jest się sędzią niezawisłym od polityków.

Nie mam zamiaru gratulować tym, którzy zajęli stanowiska prezesów odwołanych przed końcem kadencji, nie podam im ręki i potępiam takie zachowania z całą stanowczością. Musimy głośno i wyraźnie  mówić, że osoby, które przedkładają osobiste ambicje, lecząc, czasami skrywane przez lata, kompleksy, nie zasługują na szacunek. Niestety, z ogromnym bólem stwierdzam, że często brak im podstawowych kompetencji do zarządzania. Nie mówiąc już o autorytecie w środowisku sędziowskim, który jest niezbędny do sprawowania takiego stanowiska. Można oczywiście zarządzać sądami batem wykonując polecenia z Warszawy. Jednak to zawsze źle się kończy. Te „króliki wyjęte z kapelusza” swoje awanse będą zawdzięczać w całości koledze-wiceministrowi i będą chcieli spłacać zaciągnięty dług wdzięczności. Przecież ich kariera wiąże się nie z wiedzą, osiągnięciami i umiejętnościami, ale z  „łaską pana”, który chce stworzyć sobie jakieś zaplecze w środowisku sędziów.

Co do Krajowej Szkoły Sądownictwa i Prokuratury zawsze byłem zwolennikiem szkolenia sędziów na wzór hiszpański. Tam szkoła jest niezależna od polityków i podległa hiszpańskiej radzie sądownictwa. Polska szkoła, nawet przed zmianami, już była niebezpieczną hybrydą, ale moim zdaniem do tej pory skutecznie opierała się politycznym wpływom.  Świadczą o tym wysokie kwalifikacje kadry szkolącej i wysoki poziom absolwentów. Teraz, gdy minister może swobodnie powoływać i odwoływać  dyrektora  szkoły, decydować o składzie rady programowej i komisji zajmującej się naborem kandydatów czy tej przeprowadzającej egzaminy, to, z dnia na dzień, stanie się szkołą janczarów. Zrobi się szybki przegląd kadry, o czym już się mówi, i już będzie miejsce dla „nowych, wspaniałych” szkolących. Dzisiaj wciąż możemy walczyć  o jedność środowiska sędziowskiego, wspierać tych, którzy nie boją się  bezpośrednio stosować konstytucji, wspierać zastraszanych sędziów i nagłaśniać przypadki szykanowania. Nie mam zamiaru opuszczać rąk i obiecuję wszystkim, którzy łamią zasady praworządności, że będą z tego rozliczeni. Nic nie zostanie zapomniane:

„(…) Nie bądź bezpieczny. Poeta pamięta.
Możesz go zabić - narodzi się nowy.
Spisane będą czyny i rozmowy. (…)”

Cz. Miłosz

 

Z sędzią Waldemarem Żurkiem

Rozmawiał Jacek Ignaczewski

 

 

Data publikacji: 2017-10-27