O czynniku ludowym w sądownictwie ...

O czynniku ludowym w sądownictwie ...

W Nibylandii kraju pomysł się pojawił,

aby sędziów z zawodu ludem zastępować.

Że niby sądownictwo pomysł taki zbawi,

by władzę sądową mógł też człek sprawować.

 

Sądy ludu już dawniej miały miejsce swoje,

zwłaszcza podczas rewolucji z zapałem sądziły,

tocząc ze starym porządkiem przy szafocie boje

albo przez miejsce pod ścianą z reakcją się biły.

 

W czas pokoju z kolei sędzia zawodowy

od ludzi oderwany obcym się im zdaje.

Gdy wyroki wydają tylko „mądre głowy”

„Temida” nazbyt ślepa – ludziom się wydaje.

 

Że nazbyt nieżyciowa, za młoda czasami

i świata nie zna dobrze ni ludzkiego życia

Że sędzia, co fizycznie nigdy nie pracował,

kodeksem, togą,  łańcuchem kryje brak obycia.

 

Jak ludowi wiadomo, korupcja jest wszędzie,

obywatel więc będzie też patrzył na ręce,

aby sędzia uczciwie działał na urzędzie,

i by czegoś za wyrok nie dostał w podzięce.

 

„Zwykły człowiek” sąd zatem i wesprze życiowo,

i kontrolę zapewni „ludowym czynnikiem”,

tak by urząd swój sędzia wykonywał z głową -

gdyby tylko człek szary mógł być orzecznikiem.

 

Od dawna obywatel występował w składzie:

takiego członka sądu „ławnikiem” nazwano.

Udział mieli w rozprawie i w sądu naradzie

głos na równi z sędziego pod uwagę brano.

 

Z ławnikami w praktyce przeróżnie bywało,

sen niekiedy zamorzył umęczonych sprawą,

zapomnieć się o terminie czasem im zdarzało

lub też jednej ze stron zbytnio bili brawo.

 

Niechętnie czytali co też w aktach siedzi,

raczej tylko słuchali co mówią na sali,

to sędzia z zawodu niech się w aktach biedzi,

ławnik do takich rzeczy mało się tu palił.

 

Że kosztowny był udział ławnika na sprawie,

spraw zaś sędzia miał dużo, a czasu za mało,

ławników z sądów różnych wykluczono prawie,

w nielicznych tylko sprawach nadal to działało.

 

W rezultacie sąd obcym jednak się wydawał,

od ludu Nibylandii oderwany bardzo.

Ławnik dla samej sprawy może mało dawał

ale werdyktem jurysty niektórzy zbyt gardzą.

 

Ławnicy zatem w sądach swoje miejsce mają,

można się tylko zastanowić co jest do poprawy,

swą obecnością w składzie wiarę tą wzbudzają,

że też od obywateli jest wyrok ze sprawy.

 

Wśród myśli nieuczesanych różnych polityków

(a sądownictwo nie jest za bardzo lubiane),

znalazła też taka idea swoich zwolenników,

by do sądów wprowadzić w tym zakresie zmianę.

 

By wyrok też Kowalski mógł prawnie wydawać,

skazywać za przewiny sąsiadów, rodowe,

By jako „sędzia przysięgły”, mógł nam kary dawać

tudzież nakazać zapłatę za dzieło gotowe.

 

Jak amator rozstrzygnie dylematy prawne?

Pewnie jak jakiś partacz co kafelki kładzie.

Na koniec wyjdzie z tego dzieło niezabawne,

gdy sprawę pozostawi w głębokim nieładzie.

 

Prawo trudną materią jest przecież bezspornie,

nawet sędzia z zawodu bywa zagubiony,

nie brzmi prawdopodobnie, że mniej to opornie

wyjdzie nie-prawnikowi, co zaprzysiężony.

 

Czy krawca weźmiesz do zdrowia naprawy,

a do badań w nauce ze sklepu kasjerkę?

Może fryzjera zatrudnisz do dzieła oprawy,

a do projektu wieżowca z kina bileterkę?

 

Skoro w tych sytuacjach fachowość walorem,

czemu w sądzie amator ma sprostać sądowi?

Naiwnym oczekiwanie, że takim to tworem

sądownictwo ktokolwiek jest w stanie uzdrowić.

 

Jeśli sądom czegoś trzeba to prawa mądrego,

braku reform głupich, stałości przepisów,

wyrzucenia z sądów co jest w nich zbędnego,

nie kolejnych dla ludu niezdrowych popisów.

 

Łatwiej jest wszak w Nibylandii dogodzić wyborcy,

mamiąc go wizją funkcji i sądu urzędem.

Dla chwili zamiany w sędziego z dozorcy,

obywatel do urny popędzi wręcz pędem.

 

Gdy się mu też pozwoli sędziów czasem sądzić,

tych co chcą Konstytucją wiązać władzy ręce

oraz tych, którym nagannie zdarzyło się zbłądzić -

niejeden wręcz w ekstazie odda głos w podzięce ...

Myśli Ulotne Paragrafem Zdobne

Data publikacji: 2018-05-10
Strona wykorzystuje pliki cookies. Możesz zablokować cookies zmieniając ustawienia w Twojej przeglądarce. Przeczytaj więcej o cookies lub ukryj ten komunikat x