O legalności posiadania

O legalności posiadania

Kto będzie teraz ustalał, co pozostaje w zgodzie z faktami a co jest im „wbrew”? Dobra wiadomość jest taka, że mimo zmiany ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej, posiadanie, a nawet czytanie książek wciąż jeszcze jest legalne.

Senat przyjął ustawę o zmianie ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej. Kto publicznie i wbrew faktom przypisywać będzie Narodowi Polskiemu lub Państwu Polskiemu odpowiedzialność lub współodpowiedzialność za popełnione przez III Rzeszę Niemiecką zbrodnie nazistowskie lub za inne przestępstwa stanowiące zbrodnie przeciwko pokojowi, ludzkości lub zbrodnie wojenne, poniesie odpowiedzialność karną. Odpowiedzialność poniesie także ten, kto w inny sposób rażąco pomniejszać będzie odpowiedzialność rzeczywistych sprawców tych zbrodni. Nie popełni przestępstwa ten, kto czynu dopuści się w ramach działalności artystycznej lub naukowej. 

„Pracownik Instytutu Pamięci Narodowej przestał odbierać moje telefony. Zagroził procesem, jeśli zacytuję to, co powiedział w pierwszym odruchu szczerości: „My, w IPN, mamy złych i dobrych Polaków. Źli to, wiadomo, aparat bezpieczeństwa, dobrzy – Żołnierze Wyklęci. Ale to jest nasza wewnętrzna, polska sprawa. I nie można nagłaśniać, że ci źli Polacy z MBP byli aż tak podli, żeby zakładać obozy koncentracyjne. Bo to ugodzi w polską rację stanu i już przestanie być tylko naszą sprawą. Mało mamy problemów z »polskimi obozami«, które były niemieckie?”. 

Zdaniem Biura Legislacyjnego Kancelarii Senatu, analiza przepisu prowadzi do dwóch możliwych interpretacji. Nie pozwala jednoznacznie stwierdzić, czy obejmuje popełnione przez III Rzeszę Niemiecką zbrodnie nazistowskie oraz popełnione przez III Rzeszę Niemiecką inne przestępstwa stanowiące zbrodnie przeciwko pokojowi, ludzkości lub zbrodnie wojenne, czy też popełnione przez III Rzeszę Niemiecką zbrodnie nazistowskie oraz wszystkie inne przestępstwa stanowiące zbrodnie przeciwko pokojowi, ludzkości lub zbrodnie wojenne - bez względu na „podmiot” je popełniający. Zastrzeżenia Biura Legislacyjnego, tak czy inaczej zignorowane w procesie legislacyjnym, sformułowane zostały językiem oględnym i kurtuazyjnym. W istocie już tylko wykładnia językowa i logiczna uchwalonego przepisu wskazują, że karalne będzie także zachowanie polegające na publicznym i wbrew faktom przypisywaniu Narodowi Polskiemu lub Państwu Polskiemu odpowiedzialności lub współodpowiedzialności za każde przestępstwa stanowiące zbrodnie przeciwko pokojowi, ludzkości lub zbrodnie wojenne. 

„Między 1945 a 1950 rokiem w Polsce działało dwieście sześć obozów pracy przymusowej oraz obozów koncentracyjnych, w których przetrzymywano Niemców, Ukraińców, Łemków i Polaków. Do ich stworzenia wykorzystano nienaruszoną infrastrukturę nazistowską, porzuconą przez wycofujące się załogi niemieckie (…) Polskie obozy były doskonale zorganizowane i podlegały Ministerstwu Bezpieczeństwa Publicznego oraz Centralnemu Zarządowi Przemysłu Węglowego. Istniały w całej Polsce. Zaadaptowano szereg podobozów Auschwitz, a także wiele baraków w obozie zagłady Birkenau, podobozy Majdanka i Stutthofu. Obóz Urzędu Bezpieczeństwa istniał także w centrum Warszawy. Prycze w miejscach, gdzie dokonała się największa zbrodnia w historii ludzkości, już kilka tygodni, a nawet kilka dni (jak w wypadku Auschwitz II-Birkenau) po ich wyzwoleniu zapełniały się nowymi więźniami - wrogami władzy ludowej. „Gryzły nas te same wszy” - wspominała Elisabeth Kuśnierz, mieszkająca później w Niemczech więźniarka powojennego Oświęcimia. Wzorcem dla nowej władzy były naturalnie radzieckie łagry i pod względem umieralności więźniów, zwłaszcza na Górnym Śląsku, udało się Polakom dorównać sowieckiej machinie, stworzonej, by ścierać ludzi na proch. Rządzący Polską w latach czterdziestych i pięćdziesiątych nie zatarli śladów po masakrach, torturach oraz uśmierceniu przez pracę ponad sześćdziesięciu tysięcy Niemców, Łemków, Ukraińców i Polaków, w tym Żołnierzy Wyklętych. Archiwum Akt Nowych oraz Centralne Archiwum Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji pękają w szwach od danych na temat naszych obozów. Wciąż żyją ofiary, świadkowie i oprawcy”.

Mało kto zauważył inna zmianę w prawie. Znowelizowano także ustawę o odpowiedzialności karnej podmiotów zbiorowych za czyny zabronione pod groźbą kary. Podmiot zbiorowy podlegać będzie odpowiedzialności także za popełnione przez osobę fizyczną przestępstwa z ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej. Odpowiedzialność karna podmiotu zbiorowego za przestępstwo osoby fizycznej możliwa jest między innymi, gdy osoba taka działa w w interesie podmiotu zbiorowego, zaś jej zachowanie przyniosło lub mogło przynieść korzyść temu podmiotowi. Wystarczy, jeśli do popełnienia czynu zabronionego doszło w następstwie takiej organizacji działalności podmiotu, która nie zapewniała uniknięcia popełnienia czynu zabronionego przez osobę fizyczną, podczas gdy mogło je zapewnić zachowanie należytej staranności, wymaganej w danych okolicznościach.

„Spójrzmy na fakty, jak zorganizowano te miejsca odosobnienia? - mówi profesor Bogusław Kopka, historyk, pracownik naukowy Głównej Komisji Badania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu. - Na określonym terenie izolowano na czas nieokreślony, bez wyroku, ludność cywilną, w tym starców, dzieci, kobiety, a więc ludzi niezdolnych do pracy. Te fakty odpowiadają definicji „obozów koncentracyjnych”, tyle że dla polskich historyków sformułowanie to na tyle jest zrośnięte z niemieckim systemem nazistowskiej zagłady, że musi wzbudzać naturalny opór, i ja go rozumiem”.

Podmiot zbiorowy podlega odpowiedzialności nie tylko wtedy, gdy fakt popełnienia czynu zabronionego przez osobę fizyczną został potwierdzony prawomocnym wyrokiem skazującym. Podlega jej także wtedy, gdy postępowanie karne wobec sprawcy warunkowo umorzono, a nawet gdy umorzono je z powodu okoliczności wyłączającej jego ukaranie. Co grozi podmiotowi zbiorowemu? Kara pieniężną w wysokości do pięciu milionów złotych. Przepadek przedmiotów, które służyły lub były przeznaczone do popełnienia czynu zabronionego. Przepadek korzyści majątkowej pochodzącej chociażby pośrednio z czynu zabronionego lub jej równowartości. Zakaz promocji lub reklamy prowadzonej działalności. Zakaz korzystania z dotacji, subwencji lub innych form wsparcia finansowego środkami publicznymi. 

Czy relacja kształtująca odpowiedzialność podmiotu zbiorowego za czyn osoby fizycznej możliwa jest w wypadku przypisania Narodowi lub Państwu Polskiemu odpowiedzialności za zbrodnie przeciwko pokojowi, ludzkości lub zbrodnie wojenne? Tak. To relacja wiążąca autora z jego wydawcą. Zmieniona ustawa o Instytucie Pamięci Narodowej wysyła czytelny sygnał także tym, od których zależy, czy tekst, książka, artykuł trafią do czytelnika.

„Chwilę przed świtem 28 kwietnia 1947 roku sześć dywizji Wojska Polskiego otoczyło szczelnymi pierścieniami wsie południowo-wschodniej Polski, zamieszkałe głównie przez Ukraińców. W tym samym czasie oddziały NKWD i armii czechosłowackiej zablokowały wschodnie i południowe granice kraju, od Brześcia nad Bugiem po Nowy Sącz w Beskidach, by odciąć ewentualne szlaki ucieczki. O czwartej rano siedemnaście tysięcy żołnierzy, zorganizowanych w grupę operacyjną „Wisła” rozpoczęło wysiedlanie niepożądanej tu ludności, Ukraińców i Łemków, choć między wyrzucanymi z rodzinnych domów trafiali się również etniczni Polacy. Oficjalną przyczyną wywózek była walka z oddziałami Ukraińskiej Armii Powstańczej (UPA), wówczas najsilniejszymi jednostkami ukraińskiej partyzantki po zniszczeniu przez Armię Czerwoną i rozformowaniu UPA w Związku Radzieckim (…) naprawdę szło o coś innego. "Zadanie: rozwiązać ostatecznie problem ukraiński w Polsce” - informowała Państwowa Komisja Bezpieczeństwa w projekcie tajnej notatki przygotowanej przez Ministerstwo Obrony Narodowej i Ministerstwo Spraw Wewnętrznych na wiosnę 1947 roku. „Ewakuacją będą objęte wszystkie odcienie narodowości ukraińskiej, z Łemkami włącznie, jak również mieszane rodziny polsko-ukraińskie”. Deportacja 1947 roku odbywała się wedle najlepszych stalinowskich wzorów. Ukraińskich mieszkańców zganiano w centralne miejsce wsi i dopiero wówczas informowano o planowanych wywózkach. Dostawali kilka godzin, najczęściej cztery (dlaczego cztery, a nie sześć lub dwie? - nie wyjaśniano), na spakowanie dobytku. Towarzyszyło temu palenie zabudowań, kradzieże, niszczenie mienia, bicie, znęcanie się nad młodymi podejrzanymi o członkostwo w ukraińskim podziemiu, wyzwiska, aresztowania oraz gwałty (…) Wysiedleniami kierował generał Stefan Mossor, legionista marszałka Józefa Piłsudskiego, kształcony na zachodnich uczelniach wojskowych oficer II Rzeczypospolitej, kombatant bitwy nad Bzurą we wrześniu 1939 roku (dowodził jednostką kawalerii), a potem więzień oflagu”.

Fragmenty cytowane w tym tekście pochodzą z dwóch wydanych w roku 2017 książek. To „Mała zbrodnia. Polskie obozy koncentracyjne” Marka Łuszczyny, wydana przez krakowski Znak, oraz „Syrop z piołunu. Wygnani z akcji "Wisła"" Pawła Smoleńskiego i Wydawnictwa Czarne. „Mała zbrodnia” prowadzi czytelnika szlakiem obozów pracy przymusowej stworzonych po wojnie w Polsce. Cześć z nich otwarcie nazywa obozami koncentracyjnymi. „Syrop z piołunu” to opowieść o przymusowym wysiedleniu z południowo-wschodniej Polski blisko stu pięćdziesięciu tysięcy Ukraińców i Łemków - obywateli polskich. Obie cenię wysoko, tak gdy chodzi o warsztat, jak i o intelektualną uczciwość. Obie wskazują na odpowiedzialność Państwa Polskiego (tak, pamiętam, zależnego i niesuwerennego, ale jednak uznawanego przez inne państwa za podmiot prawa międzynarodowego), a chcąc być precyzyjnym, jego funkcjonariuszy, za przestępstwa stanowiące zbrodnie przeciwko ludzkości. Nie mają charakteru naukowego lub artystycznego. To reportaże. Dla wielu zapewnie kontrowersyjne a może wręcz obrazobórcze. 

„W sierpniu 1949 roku dekretem rządowym pozbawiono Ukraińców prawa własności do pozostawionych pól, łąk, lasów oraz budynków w odebranych gospodarstwach. Mienie społecznych organizacji ukraińskich oraz Cerkwi Greckokatolickiej przeszło na własność Skarbu Państwa. Wszystkie odkryte próby powrotu na ojcowiznę kończyły się więzieniem lub zesłaniem do koncentraka w Jaworznie”.

Jakie dobre i ważne książki ukażą się w tym roku? Kto będzie teraz ustalał, co pozostaje w zgodzie z faktami a co jest im „wbrew”? Historycy, publicyści, pisarze, uczestnicy wolnej debaty publicznej czy prokurator ze wsparciem Reduty Dobrego Imienia? Te, o których piszę, są dostępne w księgarniach. Polecam je z przekonaniem. Dobra wiadomość jest taka, że mimo zmiany ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej, posiadanie, a nawet czytanie książek wciąż jeszcze jest legalne. 

Radek Baszuk



O autorze:
Radosław Baszuk, ur. 1967. Adwokat, obrońca w procesach karnych. Sędzia adwokackich sądów dyscyplinarnych w latach 2007-2016. Autor publikacji dotyczących procedury karnej oraz odpowiedzialności dyscyplinarnej.

Data publikacji: 2018-02-02