O Nibylandzkiej Radzie Sądowniczej.

W Nibylandii pewna Rada istniała,

Kurfirstowi kandydatur opinię dawała.

Aby ten mógł na jej analizie źródłowej

dokonać nominacji sędziów prawidłowej.

 

Nowa opcja dostrzegła tu potencjał duży,

by nieco namieszać w sądów tej kałuży.

By do sądów różnych odpowiednio wielu

mianować swoich sędziów w określonym celu.

 

Miast części wybranej przez sędziowskie grono,

sfingowano zatem, iż gremium to ono

ustrojowo bezprawnie wybrane zostało.

Chodziło zaś tylko o to, aby owo ciało

przychylniejszemu władzy ustąpiło pola.

 

Bo Rady, teraz wybranej przez władzę,

rola ma być taka, aby „słusznie” wybrano następnie

(prawnik by powiedział: bezspornie przystępnie)

sędziów „elastycznych” i władzy przychylnych,

gotowych na wiele, dość dyspozycyjnych.

 

Tak wilków horda wybrałaby jako pasterza stada,

tego spośród owczarków, który im się nada.

Dokonano zatem później wyboru nowego,

odpowiednio „słusznego”, „patriotycznego”,

spośród sędziów, którzy swój akces zgłosili

do członków Rady nowej, by ją wnet zasilić.

 

Zamiast jednak ludzi, którzy się wybili,

tych wybrano, co z władzą bez konfliktów żyli.

Generalnie potulnych, ogólnie dość miernych,

świadomych swoich przywar, na prestiż pazernych.

O to chodziło władzy, by być w siódmym niebie:

zamiast Rady niezłomnej mieć taką dla siebie.

 

Myśli ulotne paragrafem zdobne

Data publikacji: 2018-01-09
Strona wykorzystuje pliki cookies. Możesz zablokować cookies zmieniając ustawienia w Twojej przeglądarce. Przeczytaj więcej o cookies lub ukryj ten komunikat x