O Radcy Sądów i Inkwizytorów.

 

 

O Radcy Sądów i Inkwizytorów

W Nibylandii państwie do niedawna działało,

że się sędziów i inkwizytorów murem oddzielało.

W efekcie osobnych mieli swoich Radców,

każdy zaś własne grono przeróżnych doradców.

 

By Nibylandii „zwiększyć siłę ofensywną”

podobno Inkwizycja była zbyt pasywną,

postanowiono unię personalną stworzyć,

by nowe możliwości zaraz tu otworzyć.

 

W ramach tego łączenia z naprawą pozoru

wspólnym już Radcą Sądów i Inkwizytorów

Rudolf von Null został, koalicjant Frakcji,

uznany organizator pod publiczkę akcji.

 

Osobnik to był dziwny, nadmiernie ambitny,

z ogromnym kompleksem, bo niezbyt wybitny,

na inkwizytora się uczył, poszło mu tu miernie,

więc w politykę poszedł, bynajmniej nie biernie.

 

Że był niezbyt lojalny wobec Nadpremiera,

na moment zatrzymała się jego kariera.

Ale jak trup w wodzie wypłynie z odmętów,

tak von Null wychynął z odrzucenia wstrętów.

 

Rudolf swoją niszę już na starcie znalazł,

pijanym cyklistom wnet za skórę zalazł.

Że pić każdy lubi, rzecz to chyba znana,

jak rower się zachwiał, łapano więc pana.

 

Ściganie przestępców – zajęcie medialne, 

że karać ich wnet trzeba, to chyba banalne.

Lud zaś najbardziej lubi jak kara surowa.

Jak zyskać więc sympatię? Recepta gotowa.

 

Popularność tak rosła, Żandarm był już znany,

znów został zatem Radcą jak doszło do zmiany.

Zadanie miał niełatwe, cel jasny jak słońce,

dla frakcji ludowej wolność sądów – kolcem.

 

Pacyfikację sądownictwa niebawem więc podjął,

by szybko funkcje wszelakie można było objąć,

Znalazł tu trochę frustratów, miernot oraz leni,

z których każdy geniuszem się zazwyczaj mienił.

 

Kolaborantów napotkasz przecież w każdej grupie,

dla korzyści gotowych pójść choćby po trupie,

pomocną im zatem rękę wystarczy wyciągnąć

i już masz dość pomagierów, aby cel osiągnąć.

 

Sporo dekowników było w Radcy biurze,

którym się tu trafiło niczym ślepej kurze:

z dala od swoich sądów, przy biurkach ukryci,

nagle przez nową opcję na nowo odkryci.

 

Także w cechu sędziów, „Temidą” nazwanym,

na obronę niezależności niby skierowanym,

obok większości wiernych swemu powołaniu,

byli myślący bardziej o sobie niż cechu przesłaniu.

 

Z tych odstępców Wiceradcy mianowanie zyskał

niejaki Pablo Brotbeutel, co ambicją tryskał,

więc o jakikolwiek awans stale się dobijał,

że nie był dosyć lotny – ten go ciągle mijał.

 

W działaniach Ministra zobaczył marchewkę,

zaraz się więc zmienił w dużą chorągiewkę,

Pierwej o niezawisłości sądów nieustannie prawił,

nagle rewolucyjnego myślenia się oto nabawił.

 

Dzięki takim pomocnikom sądy przejmowano,

skądinąd mało elegancko: faksy wysyłano,

jakoś bowiem ni sam Radca ani też przyboczny

nie mieli dosyć odwagi by był kontakt oczny.

 

Tak tworzono struktury z miernych, ale wiernych,

im słabszych tym bardziej na władzę pazernych,

aby tą drogą sądów niezależność zniszczyć

i by sen o jednej władzy mógł się w końcu ziścić.

 

Skutecznie przy tym władzę dotąd sędziów dużą

pozbawiono tych atrybutów, co ludziom wszak służą.

W efekcie sąd miał działać tak jak Frakcji wola,

aby nie miała tu miejsca jakaś samowola.

 

Zaczęła się też budowa sądowych pręgierzy.

Korupcję w sądach zwalczały? Naiwny uwierzy...

Niepokornych to sędziów karaniu służyły,

jak ten nazbyt niezawisły, a władzy niemiły.

 

Historia ta happy endu mieć zatem nie będzie.

Gdy sędziów z powołania się Frakcja pozbędzie,

zostanie w końcu w sądach jedynie miernota,

sort najgorszy prawników, jurystów hołota.

 

Tak już było w ustroju, „komuną” nazwanym.

Sędzia poleceń nie wykonał - był zaraz karanym.

Tudzież awansu nie dostał, wszak nań nie zasłużył,

skoro ustroju porządek swym wyrokiem burzył.

 

Że nie każdy zaś sędzia bywał dość niezłomny,

wszak człowiek niestety zdarza się ułomny,

byli też tacy, co ze strachu czy z woli kariery

gotowi byli moralności złamać wsze bariery.

 

Potem latami więc sędziów ciągle opluwano,

od „czerwonych” i „zdrajców” często wyzywano,

żądano oczyszczenia ze „złogów” szeregów,

by sądy były w końcu czyste niczym opad śniegu.

 

Szczęśliwego zakończenia także tu nie będzie,

że gdy Naród Nibylandii złudzeń się pozbędzie,

iż nowy ten model sprawiedliwość niesie,

wnet i Radcę i Wiceradcę na pręgierz wyniesie.

 

Że się wtedy dość chętnych do sądzenia znajdzie,

którym w międzyczasie system w skórę zajdzie,

a którym niezawisłość sprawą bardzo drogą,

nie trzeba chyba już dzisiaj przekonać nikogo.

 

Myśli ulotne paragrafem zdobne

 

Data publikacji: 2018-01-28
Strona wykorzystuje pliki cookies. Możesz zablokować cookies zmieniając ustawienia w Twojej przeglądarce. Przeczytaj więcej o cookies lub ukryj ten komunikat x