Poszukiwania większości obywateli

Poszukiwania większości obywateli

„Demokracja to sztuka i nauka kierowania cyrkiem z klatki dla małp” - H. L. Mencken

 

Ponieważ państwo często mówicie o demokracji, może warto przypomnieć jej definicję. Demokracja to system rządów i forma sprawowania władzy, w których źródło władzy stanowi wola większości obywateli. Wola większości obywateli, drodzy państwo. Z woli większości obywateli zostały wyłonione ten parlament i ta większość parlamentarna. Z woli większości został wyłoniony rząd” – przekonywał poseł Stanisław Piotrowicz w trakcie debaty nad dokumentem nazywanym przez niektórych „przedstawionym przez Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej projektem ustawy o Sądzie Najwyższym”.

Wypowiedź ta zasługuje na uwagę. I to wcale nie z powodu czynionego w kręgu ludzi cywilizowanych zastrzeżenia o konieczności poszanowania praw wszystkich członków wspólnoty. Warto zadać sobie pytanie – na czyja wolę powoływał się przedstawiciel większości. Pytanie z pozoru łatwe. Na „Wolę Suwerena”.

Z pozoru.

Jak wynika z danych PKW, do udziału w wyborach do Sejmu RP w 2015 było uprawnionych 30 629 150 obywateli. Ważny głos udało się oddać nieco ponad połowie – dokładnie 15 200 671 obywatelom. Pomińmy wolę (niewielkiej, 15 milionowej) mniejszości, która zdecydowała się zachować swoją wolę dla siebie.

Spośród siedemnastu komitetów biorących udział w wyborach, Komitet Wyborczy Prawo i Sprawiedliwość – a więc ten, którego posłowie „wyłonili rząd” – zdobył 5 711 687 głosów. Za pomocą jakich operacji matematycznych bądź logicznych poseł Piotrowicz doszedł do wniosku, że 5,7 mln stanowi większość wśród 30,6 – czy nawet 15,2 milionów – pozostanie jego tajemnicą. Podobnie jak wnioskowania, które przeprowadzał w niedalekiej przeszłości.

Ci, którzy zarzucają Konstytucji z 1997 r., że została przyjęta w „niereprezentatywnym parlamencie”, powinni wykazać dziś odrobinę pokory.

W historii demokratycznych wyborów do Sejmu III i IV RP, obecny parlament jest drugim najbardziej niereprezentatywnym po tym z 1993 r.. Świadczy o tym tak zwana premia zwycięzcy – czyli różnica pomiędzy wynikiem wyborczym zwycięzcy a liczbą miejsc, jakie otrzymał on w parlamencie (13,5 pkt. Do 16,8 pkt).

 

Dramatyczny jest przy tym fakt, że premia ta dała PiS samodzielna większość. Taka swoboda nie była dana partiom, które uzyskiwały lepszy wynik w głosowaniu powszechnym: SLD w 2001 i PO w 2007 i 2011.

Paradoksalnie zatem, nie „z woli większości” a z krótkowzroczności niektórych polityków – którzy podnosząc sobie próg wyborczy do 8 proc. zmarnowali 1,1 mln głosów – „został wyłoniony rząd”.

W 2015 suweren nie zapałał bezprecedensową miłością do określonej wizji naprawy państwa. Liczba głosów oddanych na PiS była rzeczywiście najwyższa – nie odbiegała jednak spektakularnie od historycznych wyników tej formacji.



 

Prowadzi to do relatywnie optymistycznego wniosku. Nie jest tak źle, i może być lepiej.

Albo do pesymistycznego – przez mieszankę pecha i głupoty wypuszczono z butelki coś, co może nie dać się już do niej zamknąć.

Zmiany ustrojowe, które zachodzą na naszych oczach nie są urzeczywistnieniem „woli większości”.  Są urzeczywistnieniem zupełnie innej woli. Woli, która czekała na swe urzeczywistnienie od trzydziestu lat, i wykorzystywała każdą okazję by się do tego urzeczywistnienia przybliżyć. Czy to pod egida przyspieszenia z siekierą , czy moherowej koalicji. Aż się doczekała. I łatwo nie odpuści.

Do artykułów Konstytucji cytowanych powszechnie w ostatnich dniach, miesiącach i latach, warto dodać jeszcze jeden. Art. 235 ust. 4. „Ustawę o zmianie Konstytucji uchwala Sejm większością co najmniej 2/3 głosów w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby posłów oraz Senat bezwzględną większością głosów w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby senatorów”. I czytać go dosłownie. Bardzo dosłownie. Tak, jak uczy historia polskiego konstytucjonalizmu.

Mamut



Kategoria: Mamut
Data publikacji: 2017-11-28