Program przyzwoitości dla sędziów

Program przyzwoitości dla sędziów

Nasze państwo znalazło się w niewyobrażalnym kryzysie na skutek braku wyobraźni, żeby nie powiedzieć głupoty także naszego środowiska. Władza poniesie odpowiedzialność, ale ponosić ją będą także sędziowie, którzy cynicznie wykorzystują tę sytuację.

 

W demokratycznym państwie prawnym suwerenem nie są wyborcy. Suwerenem są wartości znajdujące się w prawie, a na straży tych wartości stoją niezależne sądy i niezawiśli sędziowie – tak zdefiniował suwerena prof. Wojciech Popiołek w Uniwersytetu Śląskiego  w trakcie Kongresu Prawników Polskich, wywołując falę długo niesłabnącej krytyki, a nawet tzw. hejtu. A przecież wyborcy - to wyborcy i to wszyscy, a nie tylko ci, którzy wybrali większość parlamentarną, z którą zwykle identyfikują się w dniu wyborów i w jakiś czas po.

Jeśli przyjąć, że suweren to jakaś rzeczywistość, której podlegają wszyscy, to współcześnie tą szczególną rzeczywistością jest prawo, rozumiane jako system prawa, a nie tylko jako zbiór aktów normatywnych uznanych za źródła prawa. I  w tym rozumieniu prof. Popiołek ma rację. W tym znaczeniu prawo samo się nie obroni.

Prawo ma prawo liczyć na prawników, a na sędziów w szczególności. Oczywiście nie tylko – ma prawo liczyć na obronę ze strony obywateli, ale na prawnikach spoczywają tu zwiększone obowiązki.  A jeszcze większe na sędziach. Przychodzi teraz czas próby na nasze środowisko, a właściwie już przyszedł, ponieważ najważniejsza jest teraz postawa samych sędziów. A grzechów nasze środowisko ma wiele. Nie będę, oczywiście, odwoływał się akurat do tych zarzutów, którymi szermowano w akcji bilbordowej. Można postawić nam znacznie poważniejsze.

Po pierwsze, pełnienie funkcji urzędniczych w ministerstwie. Za poprzedniego rządu był o152 sędziów w Ministerstwie Sprawiedliwości, teraz jest już 162. W mojej ocenie dowodzi to całkowitego lekceważenia konstytucyjnej zasady odrębności władzy sądowniczej. Czy można żądać od polityków, by szanowali konstytucję, jeśli sami sędziowie jej nie szanują?

Po drugie, to sami sędziowie zabiegali o utworzenie Krajowe Szkoły Sądownictwa i Prokuratury, choć tego rodzaju instytucje są właściwe dla budowania kadr  urzędniczych. Sędziowie tego nie wiedzieli?

Po trzecie, nikt inny tylko sami sędziowie (a przede wszystkim Krajowa Radą Sądownictwa, bo tam powstał projekt) walczyli o przywrócenie stanowiska asesora sądowego, mimo, że Trybunał Konstytucyjny stwierdził wcześniej niekonstytucyjność tej pozycji.

Dziś o wotum dla asesora decyduje Prokurator Generalny, nic dziwnego, że ośmielony sięgnął także po prawo nominowania sędziów Sądu Najwyższego i dziś nie wiadomo czym ta awantura się jeszcze skończy.

Nasze państwo znalazło się w niewyobrażalnym kryzysie na skutek braku wyobraźni, żeby nie powiedzieć głupoty także naszego środowiska. Aktualna władza za stworzenie takiego stanu rzeczy w przyszłości poniesie odpowiedzialność, ale ponosić ją będą także wszyscy ci sędziowie, którzy cynicznie wykorzystują tę sytuację dla swoich indywidualnych karier. Przypomnijmy raz jeszcze to co pisał genialny Alexis de Tocqueville w I połowie XIX wieku: najgorsi są ci sędziowie, którzy chcą awansować, szczególnie jeśli są niezawiśli, bo wtedy są jeszcze groźniejsi oraz że w porewolucyjnej Francji dało się tylko dlatego przeżyć, że żyli jeszcze sędziowie ancien regime, którzy nie chcieli awansować (Dawny ustrój a rewolucja).

Program przyzwoitości dla sędziów został powyżej - mam nadzieję - jasno zarysowany, ale sędziowie niezawisłości sędziowskiej nie obronią. Nie dla nich zresztą ta instytucja została europejską tradycją wywalczona. Na suwerena nie ma co liczyć, lecz na obywateli liczyć trzeba, bo tylko oni są w stanie dla dobrze pojętego własnego interesu, niezależność sądów i niezawisłość sędziów obronić. Sędziowie – obywatele też, ale tylko z innymi obywatelami.

Jerzy Stępień

Data publikacji: 2017-11-13