Quo vadis Iustitio!

Quo vadis Iustitio!

Jeśli nie MY, to KTO ma bronić konstytucji, kiedy padły wszystkie ustrojowe bezpieczniki? Nie można dać sobie wmówić, że obrona konstytucji wszelkimi dostępnymi środkami jest uprawianiem polityki. To bzdura bez pokrycia w rzeczywistości.

Jacek Ignaczewski (J.I.) Prezes Iustitii Krystian Markiewicz zamierza kandydować do Sądu Najwyższego. Jak człowiek, który inicjuje dziesiątki anonimowych uchwał o niekonstytucyjności nowej KRS, świadomie i dobrowolnie może poddać się weryfikacji przez organ, którego nie uznaje ? Potrafisz, to wytłumaczyć?

Piotr Mgłosiek (P.M.) Tak, słyszałem o tym. Cóż, z pierwszego wejrzenia informacja jest szokująca. Zastanawiam się czy jest to indywidualna decyzja sędziego Markiewicza, czy Markiewicza jako Prezesa Iustitii. Sądząc po zaangażowaniu stowarzyszenia w walkę z „dobrą zmianą” w sądownictwie, widzę w tym jakąś schizofrenię. Konsumowanie owoców przeprowadzanych zmian w takiej postaci, stawia pod znakiem zapytania wcześniejsze działania Iustitii i jej prezesa. Ale może nie znamy prawdziwej motywacji. Skoro informacja została podana do wiadomości publicznej np. w DGP, warto by było gdyby prezes Markiewicz zabrał głos i rzucił nieco światła na tego newsa.

(J.I.) Motywacja przed prawem, pryncypiami, służbą, która z definicji zakłada poświęcenie interesu indywidualnego, nie tłumaczy stanu, który zestawiasz z schizofrenią. Oczywiście można sobie wyobrazić nieszczęsny romantyzm i mesjanizm w podejmowaniu decyzji w stylu "ja tam pójdę i uratuję sądownictwo". Dokładnie tak samo argumentowali jednak nominaci do KRSu. Mieli zbawiać świat i co? NIC z tego nie wyszło, bo nie mogło. Bez wpływu, kompetencji, zaplecza, poparcia NIC się nie da zrobić. Załóżmy, że nasz bohater trafi do SN, w jaki sposób może uratować świat? Poza zdaniem odrębnym będzie mógł coś jeszcze zrobić?

(P.M.) Oczywiście że nie ? Tak pojmowana formuła wallenrodyzmu jest w istocie infantylna. Nasuwa się jeszcze jedna racjonalizacja zapowiadanego akcesu prezesa Iustitii do SN. Otóż słyszy się w środowisku głosy, zgodnie z którymi poddanie się procedurze oceny przez aktualną KRS ma otworzyć drogę do ewentualnego zaskarżenia uchwały negatywnej i następnie wnioskowania o zadanie pytania prejudycjalnego do TSUE, by zbadał zgodność ustawy o KRS z Traktatem o Unii Europejskiej. Widzę tutaj dwa problemy. Wystąpienie z pytaniem to suwerenna decyzja sądu. Wniosek strony nie jest przecież wiążący. Druga kwestia, a co jak kandydat wpadnie we własne sidła i Rada rekomenduje go na stanowisko w SN. Co wtedy zrobi prezes Iustitii, która negowała konsekwentnie konstytucyjność ustawy o KRS. Nie przyjmie urzędu, jeśli Prezydent będzie mu chciał wręczyć nominację ?

(J.I.) Decyzja Prezesa Krystiana Markiewicza ujawnia w gruncie rzeczy szerszy problem tożsamości i autentyczności Iustitii. Kiedy patrzę na tę organizację, widzę "rozdwojenie jaźni" a sam dostaję „zeza”. Z jednej strony, były prezes otwiera jako pierwszy czystki kadrowe na stanowiskach prezesów sądów, były wiceprezes firmuje nieszczęsną zmianę w sądownictwie, członkowie Iustitii zasiadają w KRS, przyjmują oferowane im stanowiska w sądach, pełnią kierownicze funkcje w MS, pewnie stoją w "blokach startowych do SN, ustawiają się w kolejce po delegację od MS do sądu wyższej instancji. Wszystko to odbywa się pod szyldem zamieszczonym na Fb – Dziękuję, nie kandyduję? Dokąd zmierza Iustitia? Myślę, że w obliczu tak wielkiego kryzysu padła ona ofiarą wizji poprzedniego prezesa, opartej na jak największej ilości członków, byle nas więcej. W jedności, by nie powiedzieć w ‘kupie” jest siła! Nie jest przy tym ważny autentyzm w działaniu, autonomia programowa, wspólnota celów i strategii. Takie podejście jest dobre dla związku zawodowego, ale nie dla sędziowskiego stowarzyszenia. Świadczy o tym dobitnie walka jaką stowarzyszenie stoczyło przed paru laty o podwyżkę o 1000 zł. Pamiętamy dni bez wokandy, konsolidację, żar i nieustępliwość środowiska w kwestii płacowej, a więc ściśle z gatunku związku zawodowego. Na tym polu Iustitia się sprawdziła, bo do tej roli była przygotowywana od czasów pamiętnego puczu w tej organizacji. Jego nieszczęście polegało na odejściu od zasad i wartości.

W sytuacji ustrojowego i konstytucyjnego kryzysu widzę w tej organizacji niemoc i bezradność. Prezesa stowarzyszenia można zobaczyć w telewizji, ale nie w sądzie na rozmowach z „szeregowymi” członkami stowarzyszenia. Zachowuje się jak typowy dygnitarz, prominentny działacz. Przytakuje i przyłącza się do innych, uznanych przez siebie autorytetów, ale nie kreuje rzeczywistości, nie wyznacza kierunków i strategii, nie przewidując, nie zapobiega. Dni bez wokandy warte były 1000 „srebrników” a ustrojowe fundamenty funkcjonowania państwa są tak nisko wycenione i to przez ludzi, których nadrzędną powinnością winno być stanie na straży konstytucji. Nie chodzi tutaj o jakąś bezrefleksyjną obronę. „Świętość” konstytucji dla sędziego wynika z faktu, że jest ona umową społeczną albo - jak kto woli – kompromisem społecznym, którego sędziowie są depozytariuszami. Nikt nie może bez większości konstytucyjnej łamać zawartego porozumienia na temat zasad funkcjonowania państwa. Te wartości są warte poświęceń i ryzyka. Tego sędziów nie uczono, bo i nikt nie mógł przewidzieć, że ktoś w środku UE zdemoluje ustrój państwa w ciągu 2 lat, ale sędziowie powinni mieć ten mechanizm obronny „we krwi”. Jeśli nie mają, tracą legitymację do miana władzy w państwie, ugruntowując swój urzędniczy status. Jeśli więc nie MY, to KTO ma bronić konstytucji i walczyć o nią, kiedy padły wszystkie ustrojowe bezpieczniki. W tej sytuacji nie można dać sobie wmówić, że jej obrona wszelkimi dostępnymi środkami jest uprawianiem polityki. To bzdura bez pokrycia w rzeczywistości. Czy prezes Iustitii wskrzesił w sędziach to umiłowanie zasad i wartości? Czy stał się autorytetem, drogowskazem, przywódcą zdolnym do poprowadzenia „swych żołnierzy” na front walki z bezprawiem, ignorancją i dyletantyzmem?

(P.M.) Przypadki, na które się powołujesz odnośnie korzystania z możliwości jakie przyniosła ze sobą tzw. dobra zmiana w sądownictwie w ujęciu ściśle personalnym, pokazują, że znaczna cześć członków tego stowarzyszenia, i to bynajmniej nie szeregowych, traktowało swoje członkostwo jak trampolinę do apanaży. To nie jest przypadek, że niemal wszyscy nowo mianowani prezesi sądów i członkowie KRS wywodzą się z Iustitii. W stowarzyszeniu musiał od lat tkwić pewien bakcyl, który ją toczył od środka. I nagle ludzie, którzy ze swojego członkostwa w stowarzyszeniu na rzecz niezależności sądów i niezawisłości sędziów, uczynili misję życiową, wzięli czynny udział w niszczeniu tych wartości. A samo stowarzyszenie jakby tego w ogóle nie zauważyło i dalej stroi się w piórka. Nie słyszałem by chociaż raz jego władze uderzyły się w pierś, poza kilkoma wykluczeniami. Zjawisko jest szersze niż tych kilkoro banitów. Postawa prezesa Markiewicza podważa niewątpliwie i tak mocno już nadwątloną wiarygodność Iustitii. Czy w ogóle to jest głos środowiska? Chciałoby się rzec quo vadis Iustitio?

(J.I.) Dobre pytanie w przededniu decyzji Komisji Europejskiej lub jej braku, co do zaskarżenia ustawy o Sądzie Najwyższym. Jeśli Komisja zaskarży do Trybunału ustawy o SN, to jestem spokojny o dalszy rozwój wypadków. Wobec wagi naruszeń konstytucji rozstrzygnięcie nie może być inne, jak stwierdzenie naruszenia praworządności. Oznaczałoby to odwtót w walce o niezależne sądownictwo. Musimy być jednak przygotowani na brak decyzji Komisji, jakby nie było politycznego organu UE. W sytuacji rozmontowania centralnych, konstytucyjnych organów, których zadaniem było strzeżenie kompromisu społecznego, na “szeregowych” sędziach spoczywa ciężar i odpowiedzialność za dalsze losy nie tylko sądownictwa. To prawda, że do tego nie byli przygotowani. Nie da się przygotować do czegość, co wydaje się niemożliwe . Demontaż konstytucyjnego ładu stał się jenak faktem, z którym sędziowie muszą się zmierzyć. Tutaj właśnie jest rola dla aktywnej, przewidującej i wyprzedzającej roli Iustitii. Akcja dziękuję, nie kandyduje, nie jest buntem. Jest odmową współuczestniczenia w budowaniu niekonstyucyjnego ładu społeczno-ustrojowego. Nie chodzi tylko o kandydowanie do KRS, ale o wszystkie szczeble sądowej hierarchii. Sądy się nie zawalą, jak sędziowie czasowo powstrzymają na wodzy swe zawodowe ambicje. Co z tego, że w niemalże każdym sądzie podejmowane są uchwały sprzeciwu, jak zaraz po nich, ktoś z tego samego sądu współdziała w niekonstytucyjnej wymianie kadr, stając się prezesem lub wiceprezesem, zostając delegatem MS do sądu wyższej instancji itd. Każda taka z pozoru drobna sprawa nominacyjna oddala NAS wszystkich od demokratycznego państwa prawa w sercu Unii Europejskiej – marzenia wielu pokoleń Polaków. Sędziowie, Iustitia nie mogą być rezerwuarem idącym ręka w rękę z politykami! Trzeba z tym skończyć i politykom dać jasny przekaz: NIC O NAS BEZ NAS.

Droga Iustitio, czas otrząsnąć się z serii porażek, zapomnieć o ambicjach i awansach. Tak niewiele a tak wiele do osiągnięcia. Polityczny plan bez współudziału sędziów nie może się powieść. W czasach kryzysu nie mieliśmy szczęścia do przywódców. Najpierw prezes TK zamiast podjąć merytoryczną wyważoną strategię działania, wdawał się w emocjonalne pyskówki z panem Zbyszkiem, potem Pani I Prezes SN rozpaliła, a nastepnie zgasiła serią gaf płomień wolności, Przewodniczący KRS ewakuował się do rządowej szkoły kadr sądów i prokuratur. My, zwykli sędziowie stoimy przed szansą powstrzymania bezprecensowego ataku na konstytucyjny ład. Do tego potrzebujemy nie romantycznych bajeczek, ale przywódcy. Z racji wielkości i zorganonizowanych struktuktur, Iustitia i jej prezes odgrywają kluczową rolę. Jak ta linia obrony padnie, nie będzie już odwtoru. Dobrze, że jest jeszcze Komisja Europejska, ale musimy także liczyć na siebie!

(P.M.) Dziekuję, nie kandyduję.

(J.I.) Dziękuję, nie kandyduję.

Data publikacji: 2018-06-14
Strona wykorzystuje pliki cookies. Możesz zablokować cookies zmieniając ustawienia w Twojej przeglądarce. Przeczytaj więcej o cookies lub ukryj ten komunikat x