Reforma sądownictwa: niezależność i legitymizacja

Reforma sądownictwa: niezależność i legitymizacja

Reforma sądownictwa zmierzająca do ograniczenia niezależności sądów jest raczej akcją prewencyjną, niż odwetową. Obawy polityków budzi możliwość podjęcia przez sądy judicial review z odmową stosowania ustaw, z uwagi na ich sprzeczność z Konstytucją.

Prof. Ewa Łętowska

Tekst wykorzystuje fragment referatu „The current dismantling of the rule of law in Poland” – Konferencja The Crisis of the Rule of Law, Universität Ossnabrück, 5-6 luty 2018.

 

  1. Konstytucja z 1997 r. uczyniła z polskich sądów trzecią władzę. Judykatywa ma władzę nad znaczeniem prawa. Jest to dla polityków i egzekutywy konkurencja i zagrożenie. Sądy decydują o interpretacji prawa i rozstrzygają definitywnie konkretne spory. Na przykład: jeżeli policja i prokuratura wybiórczo lub arbitralnie posługują się oceną czy dane zgromadzenie jest legalne, czy zagraża bezpieczeństwu, stwarza zagrożenie, czy w istocie chodzi o karalne wykroczenie, a nie realizację wolności zgromadzeń – zawsze istnieje ryzyko, że politykę egzekutywy może skorygować kontrola sądowa. W ten sposób sądy stają się kontrolerem konstytucyjności standardu konstytucyjnego (jedna z form rozproszonej judicial review). Jest to szczególnie istotne, gdy abstrakcyjna kontrola konstytucyjności została zaburzona.
  2. Konstytucja uczyniła sądy trzecią władzą; za ten dar sądy obecnie płacą polityczną cenę. O ile Trybunał Konstytucyjny rzeczywiście ze swej władzy korzystał i dlatego można było w nim widzieć konkurencję, o tyle sądy powszechne nie były (nie są) aktywistyczne, nawet gdy idzie o interpretację prawa.  Dlatego – politycznie - reforma sądownictwa zmierzająca do ograniczenia niezależności sądów – jest w tej chwili ciągle raczej akcją prewencyjną, niż odwetową. Obawy polityków budzi możliwość (realna na tle tekstu Konstytucji i kryzysu Trybunału Konstytucjnego) podjęcia przez sądy judicial review z odmową stosowania ustaw, z uwagi na ich sprzeczność z Konstytucją. 
  3. Ograniczeniu niezależności sądów służy przede wszystkim zapewnienie sobie przez polityków wpływu na dobór kadr sędziowskich. Tym tłumaczyć można spór o skład Krajowej Rady Sądownictwa. Nowa ustawa nie tylko przerwała konstytucyjną kadencję dotychczasowej Rady. Zerwała także z wyborem 15 członków Rady przez gremia  sędziowskie. Obecnie będzie ich wybierał (ciągle wprawdzie spośród sędziów) – parlament. Gdyby szukać analogii (wyłącznie funkcjonalnych), w zbliżony sposób działa illo tempore instytucja nomenklatury: zapewnieniu wpływu na kadry, ciała formacyjnego w zakresie polityki kadrowej.
  4. Innym środkiem politycznego oddziaływania jest presja propagandowa wywierana na sędziów i sądownictwo. Ma ona zaszczepić autocenzurę orzeczniczą u sędziów i zniechęcić ich do aktywności w ramach konstytucyjnej judicial review.
  5. Ofensywa medialna, umiejętnie wykorzystuje fakt, że polskie sądownictwo – niezależnie od trafnie zarzucanych mu powolności[1] i nieefektywności – nie bardzo sobie radzi z czytelnym przedstawianiem swoich racji społeczeństwu. Ponadto niezbyt szybko i konsekwentnie reaguje nawet na trafną krytykę. Inaczej mówiąc: sądy o to nie dbają i z – racji nadmiernie formalistycznej formacji[2] – nie bardzo umieją o to zadbać. Sędziowski formalizm rzeczywiście cechujący polskie sądy jest rzeczywiście dziedzictwem historycznym. Nadmierne przywiązanie do litery prawa i wykładni literalnej wynikało z traumatycznych doświadczeń epoki stalinowskiej. Wtedy upolitycznione metody wykładni doprowadziły do wypaczenia sądowego stosowania prawa. Uczciwi sędziowie w czasach stalinowskich poszukiwali safe harbour, chroniącej ich przed politykami. Formalizm pozwalał na odrobinę zawodowej autonomii w państwie autorytarnym. Co jednak historycznie było cnotą, w państwie demokratycznym - staje się balastem. Sędziowie wychowywani w duchu formalizmu, nie potrafią ani prawidłowo posługiwać się prawem europejskim (operowanie effet utile jest im obce), ani odrzucić formalistycznej interpretacji językowej na rzecz – systemowej analizy prawa, ani wreszcie efektywnie wykorzystywać wykładni zgodnej z konstytucją. U podstaw tego leży konserwatyzm kształcenia prawników, co dostrzegał Gustav Radbruch piszący o złych skutkach zamiłowania sędziów niemieckich do formalizmu[3]. Polscy sędziowie z ich formalizmem i zamiłowaniem do wykładni językowej, akontekstowej, są  nienowocześni i nie umieją trafić do społeczeństwa[4]. Nie umieją uzasadniać swoich racji, a właściwie racji prawa. Nie umieją przekonać, że rozumieją prawo w związkach I mechanizmach, a nie w oddzielnych fragmentach tekstu. Nie potrafią przekonać społeczeństwa, że stosując prawo – wymierzają sprawiedliwość. I dlatego przegrywają w walce o swoją legitymizację z populistycznymi politykami.  Obywatele poznają prawo poprzez to, jak sądy je stosują. Powolność judykatywy, jej znieczulica czy nadmierny formalizm, brak wrażliwości na potrzebę legitymizacji poprzez transparencję i zrozumiałość nadweręża zaufanie: i do sądów, i do prawa w ogóle. Sądy nie są w tym zakresie wyczulone. Niedoceniają legitymizacji społecznej. W konsekwencji są same nieodporne na populistyczną manipulację utrwalająca obraz judykatywy jako władzy lekceważącej „szarego obywatela”.

  6. iezadowoleni lub rozczarowani sądami mają obecnie potężne wsparcie w internecie. W Polsce istnieją prężne fora różnych interesariuszy rozczarowanych judykatywą. Tych którzy przegrali przed sądem. To równo połowa wszystkich klientów Temidy. Zawsze tak było. Jednakże dopiero obecnie, dzięki internetowi zawiązują oni grupy wsparcia i stają się realną społeczną siłą. Niezależnie czy mają oni rację, czy tylko częściowo lub wcale, są to internetowe grupy nacisku. Sądy powinny wiedzieć o ich istnieniu i umieć reagować na ich przeslanie: powinny chcieć i umieć się wobec nich uwierzytelniać. Polskie sądy tego nie potrafią. Dlatego obecnie sądy nie mając dobrej prasy i społecznego poparcia stają się ofiarą populistycznej uzasadnienia wątpliwych konstytucyjnie reform.

     

    Więcej rozważań Pani Profesor na temat legitymizacji władzy sądowniczej w: Perspektywy wymiaru sprawiedliwości, Niedomagająca legitymizacja trzeciej władzy, 2010 r., s. 30 i nast.

    [1] Oczekiwanie na wyrok sądu  pierwszej instancji wynosi  (dane z 2017 r.) 5,4 miesiąca (w 2016  był krótszy, wynosił 4,7). Uznac to można za wynik przeciętny w UE.
    [2] To zresztą charakterystyczne u sędziów w dawnych państwach socjalistycznych: .Z Kühn, The Judiciary in Central and Eastern Europe: Mechanical Jurisprudence in Transformation?, “Law in Eastern Europe”, no. 61. Leiden 2011.
    [3] G.Radbruch, Gesetzliches Unrecht und übergesetzliches Recht,  SüddeutscheJuristen-Zeitung, Nr 1/1946, S. 106.
    [4]  H.Dębska,  Władza.Symbol. Prawo. Społeczne tworzenie Trybunału Konstytucyjnego, Warszawa 2015, rozdział IV.

 

Data publikacji: 2018-02-05