Reformować, nie politykować!

Reformować, nie politykować!

Polskie sądy są od „zawsze reformowane". Reformowanie stało się tak ważną ideą, że jego skutki, także od zawsze, mało kogo obchodzą. Dlaczego? Ponieważ znaczenie słowa "reforma" odbiegło od pierwotnego znaczenia. Reformować znaczy zbijać kapitał.

Jakub Michalski

Do producenta pasty do zębów od dłuższego czasu docierały niepokojące informacje, że pewna część tubek dostępnych na rynku jest pusta. Sprawa była bardzo poważna - zarząd zainwestował więc w zatrudnienie znanej firmy konsultingowej. Po kilku miesiącach opracowano rozwiązanie. Na taśmie produkcyjnej zainstalowano bardzo dokładną wagę, która uruchamiała alarm, gdy tubka była pusta. Zadziałało! Konsumenci dostawali tylko pełnowartościowy produkt. Dodatkowo, w ramach zabezpieczenia, zainstalowano dokładny system informatyczny monitorujący błędy w produkcji. Jednak po jakimś czasie ilość alarmów o wychwyconych pustych tubkach na taśmie produkcyjnej spadła do zera. Działo się coś niepokojącego. Zarząd wysłał kontrolerów do fabryki. Co się okazało? Jeden z młodszych pracowników, znudzony koniecznością wstawania i usuwania pustych tubek z taśmy po każdym alarmie, postawił przy niej wiatraczek, który zdmuchiwał puste tubki…

Ta krążąca w Internecie anegdota może być ważną lekcją. Reformy powinny powodować, że sądy będą działać sprawniej i sprawiedliwiej. Jedyną miarą tego działania jest efekt dla obywatela szukającego sprawiedliwości.

Problemem sprawiedliwości jest pustą tubka, o której była mowa powyżej. Obecne reformy zaproponowały: wymianę dyrekcji fabryki (prezesów sądów), zarządu spółki (KRS) oraz utworzenie nowego wydziału kontrolnego (nowa Izba Sądu Najwyższego). Na najbliższą przyszłość mamy zaplanowane wprowadzenie wyższych opłat od skarg na puste tubki (opłaty sądowe).

Polskie sądy są od „zawsze reformowane". Reformowanie stało się tak ważna ideą, że jego skutki, także od zawsze, mało kogo obchodzą. Nie dotykają materii. Ograniczają się do politycznych haseł, których celem jest zbicie kapitału politycznego a nie naprawa czegokolwiek. Z politycznego punktu widzenia, czym gorzej w sądownictwie, tym lepiej. Kapitał polityczny większy do zbicia.

Ostatnio przeglądając akta zobaczyłem na kartach sprawy kolejno: wniosek strony o zwolnienie z kosztów sądowych, wydrukowane zarządzenie sędziego o przekazaniu sprawy do rozpatrzenia referendarzowi, wydrukowane przez sekretariat na sądowym papierze firmowym zarządzenie o treści jak wyżej. Następnie wydrukowane zarządzenie referendarza o wezwaniu strony do uzupełnienia braków. Kolejna karta, to samo zarządzenia na papierze firmowym wydrukowane przez sekretariat i wysłane do strony. Żeby nie było wątpliwości – te zarządzenia najpewniej były przepisywane w sekretariacie – w wielu sądach przekazanie ich mailem uważane jest za tak bardzo ryzykowne, że niemożliwe do wykonania.

Jakie wnioski? Pierwszy zupełnie nieoczywisty w formie pytania – dlaczego to są ciągle tomy (i tony!) papieru?

Kilka lat temu w Sądzie Rejonowym w Białymstoku w ramach eksperymentu prowadzono ponad stutomową sprawę karną w systemie akt elektronicznych – wszyscy, poza skazanymi, byli w efekcie bardzo zadowoleni. W Sądzie Apelacyjnym w Krakowie na sali konferencyjnej stoi maszyna do szybkiego digitalizowania akt – stoi jako ciekawostka (zdjęcie powyżej, fot. autor).

Co stoi na przeszkodzie, aby pełnomocnicy wnosili pisma procesowe mailem? Sędzia przepisujący żądanie pozwu marnuje tylko czas. Mógłby go spędzić na merytorycznej ocenie treści pisma. W imię jakiej idei asystent (o ile akurat jakimś cudem jest dostępny) spędza kilkanaście godzin na przepisywaniu z akt pierwszej instancji część historyczną do orzeczenia apelacyjnego? Skoro sąd I instancji napisał wyrok i uzasadnienie na komputerze, to dlaczego nie można przesłać go mailem do sądu wyższej instancji oraz do stron i ich pełnomocników? Odpowiedź jest oczywista, potrzeba informatycznego zabezpieczenia, ale dlaczego go nie ma?

Każdy pracujący w lub z sądami od ręki wskaże kilkanaście czysto technicznych usprawnień, możliwych do wprowadzenia od zaraz. Problem jednak w tym, że nie są działania efektowne politycznie. Ich wprowadzenie nie daje natychmiastowych reakcji w mediach. Nie przekłada się na „słupki poparcia”.

Przyszłym Ministrom Sprawiedliwości warto o takich technikaliach przypominać, zanim w pierwszej wypowiedzi w mediach ogłoszą uzdrowienie sądów w 100 dni. Tymczasem pozostaje nadzieja, że kiedyś, któryś Minister Sprawiedliwości w Polsce, wzorem swojego Holenderskiego odpowiednika, opublikuje materiał o treści „Reforma wymiaru sprawiedliwości, niektóre wnioski po pierwszych 8 latach”.

Autor jest adwokatem. Poprzednio pracował w Ministerstwie Sprawiedliwości i pełnił funkcję korespondenta krajowego CEPEJ – agendy Rady Europy ds. Efektywności Wymiarów Sprawiedliwości.

 

 

Data publikacji: 2018-03-11
Strona wykorzystuje pliki cookies. Możesz zablokować cookies zmieniając ustawienia w Twojej przeglądarce. Przeczytaj więcej o cookies lub ukryj ten komunikat x