Rozwód z sądem.

Rozwód z sądem.

Brak świadomej komunikacji niszczy relacje nie tylko w małżeństwie, ale i w sądownictwie. Procedury są świętością bo trzymają proces w ryzach, lecz prowadzą do przerostu formy nad treścią. Gubimy sens wymiaru sprawiedliwości. Jak to naprawić?

MIAŁO BYĆ JAK W BAJCE

Mieli żyć długo i szczęśliwie. Z czasem okazało się, że mają zupełnie inne wyobrażenia wspólnej przyszłości. Inne pragnienia i inne oczekiwania wobec siebie. Od samego początku różnili się w sprawach fundamentalnych i nie byli tego świadomi. Tak naprawdę nigdy ze sobą o tym nie rozmawiali. Zamiast prowadzić dialog, zwykle czytali sobie w myślach niczym wróżki w szklanej kuli. Żyli z wyobrażeniem małżonka, a nie z rzeczywistą osobą. Nie potrafili komunikować się z szacunkiem dla swojego partnera. Zresztą nikt ich nigdy tego nie nauczył. Wchodzili w role, które przez całe życie grali ich rodzice lub wymagało od nich społeczeństwo i kultura, w której żyli. Nie zastanawiali się za bardzo czego sami chcą. Wydawali sobie nawzajem polecenia, traktowali siebie z pogardą. Siła była dla nich synonimem zwycięstwa. Bardzo często nie mieli dostępu do swoich emocji, pragnień czy oczekiwań. Dlaczego? Bo nie żyli swoim życiem, a życiem innych – swoich rodziców czy społeczno-kulturowych powinności. Coraz mniej ich łączyło. Zamiast razem, żyli obok siebie.

Z czasem któreś z nich w końcu decydowało się na rozwód. Bo jak długo można żyć w relacji, w której brak jest jakiejkolwiek komunikacji, a ogólna atmosfera wciąż rodzi kolejne konflikty i podważa wzajemne zaufanie? Nawet naprawa związku zdaje się nie mieć sensu skoro żadne z małżonków nie jest nawet wystarczająco dojrzałe by zrozumieć samego siebie, a co dopiero swojego współmałżonka.

Podobne schematy działania spotykam… w sądach. I nie mam tu na myśli relacji między małżonkami w trakcie rozwodu na sali sądowej. Mówię o relacji strona-sędzia-strona oraz relacjach pomiędzy stronami i pomiędzy ich pełnomocnikami, bez względu na to czy mamy do czynienia z procesem cywilnym, karnym czy administracyjnym.

Dlaczego zamiast prowadzić rozmowy i jasno komunikować fakty, swoje uczucia i oczekiwania, strony procesu chcą by spór rozstrzygnął za nich sąd? Dlaczego pełnomocnicy tak często zamiast namawiać swoich klientów do dialogu nakłaniają ich do walki?

GROŹNI ZA WSZELKĄ CENĘ

Oczywiście nie ze wszystkimi można czy da się rozmawiać bo są tacy którzy nie wiedzą czym jest dialog lub nie rozumieją mechanizmów rządzących konfliktami lub też nie zostali nauczeni w jaki sposób można te konflikty rozwiązywać. Takie osoby będące pełnomocnikami stron, nakłaniają do rozwiązań siłowych, czarno-białych oraz nie zwracają uwagi na emocje. Nie czytają również artykułów takich jak ten bo twierdzą, że sąd jest po to by spór rozstrzygnąć, a nie rozwiązać, a pełnomocnik jest od tego żeby w procesie jak najwięcej wywalczyć siłą dla swojego klienta. Taki mają obraz pełnomocnika w swoich wyobrażeniach – osobę silną, groźną i trochę despotyczną, i nikt nie nauczył ich, że może być inaczej. Bardzo często sami nie radzą sobie z własnymi emocjami, nie mają szacunku dla innych, rzucają słuchawką w trakcie negocjacji z pełnomocnikiem drugiej strony, na sali sądowej podnoszą argumenty niemerytoryczne,  a zamiast rozmawiać, wydają rozkazy i nakazy.

CZYTANIE W MYŚLACH SĘDZIÓW

Taki sam brak komunikacji łatwo dostrzec na linii strona-sędzia-strona. Strona, a konkretniej jej pełnomocnik, by nie narazić się na przegraną, musi bowiem PRZEWIDZIEĆ możliwe działania sędziego na podstawie swojego doświadczenia. Strony nie mogą na sali sądowej porozmawiać z sędzią i niczym ten małżonek w pozbawionym dialogu związku, muszą czytać w myślach sędziego niczym wróżki w szklanej kuli. Muszą składać nadmierną ilość przedłużających proces wniosków dowodowych po to by sędzia nie oddalił czasem ich pozwu. Sędziowie wchodzą w swoje społeczne role robiąc wrażenie silnych, autorytarnych i wszechwiedzących. Patrzą na strony i ich pełnomocników z twarzą pozbawioną jakichkolwiek emocji często po to by nie narazić się na zarzut stronniczości. Zamiast patrzeć stronom w oczy patrzą w ekran komputera powtarzając protokolantom słowa świadków czy stron. Procedury są świętością bo trzymają proces w stabilnych i ścisłych ryzach. W konsekwencji dochodzi do przerostu formy nad treścią. Gubimy idee, istotę i sens wymiaru sprawiedliwości. Zwykły człowiek tego wszystkiego nie rozumie więc naturalnie odczuwa negatywne emocje wobec sędziów i sądów. Traci zaufanie. W konsekwencji, niczym w małżeństwie, z powodu braku komunikacji więź się rozpada zupełnie i trwale. Od pierwszego kontaktu z sądem, na zawsze.    

RECEPTA NA ZGNIŁE RELACJE

W takich sądach ludzie nie mogą się odnaleźć i nic w tym dziwnego. Bo jak można rozwiązywać konflikty innych w sposób, w którym brak jest jakiejkolwiek komunikacji, a ogólna atmosfera wciąż rodzi kolejne konflikty i podważa zaufanie do sądów i sędziów? Nawet naprawa systemu sądownictwa zdaje się nie mieć sensu skoro za naprawę sodów biorą się nie sami sędziowie a politycy, którzy nie są nawet wystarczająco dojrzali by zrozumieć samych siebie, a co dopiero klientów sądów. Skutek jest dziś widoczny gołym okiem. Receptą na naprawę każdej relacji jest cierpliwa, świadoma i oparta na wzajemnym szacunku komunikacja pomiędzy wszystkimi stronami. Pytanie kto, z kim i czy w ogóle da się dziś rozmawiać…

Małgorzata Ciuksza

Data publikacji: 2018-03-21
Strona wykorzystuje pliki cookies. Możesz zablokować cookies zmieniając ustawienia w Twojej przeglądarce. Przeczytaj więcej o cookies lub ukryj ten komunikat x