Sędziowie na rozdrożu

Sędziowie na rozdrożu

Fundamentalną kwestią jest aby wolni ludzie nie zapomnieli o wolnych sądach, aby Komisja Europejska zaskarżyła ustawę do TSUE. Wszystko, co robimy dziś, musi legitymować nasze działania jutro!

Jacek Ignaczewski (J.I.) Piotrze, niepokoi mnie pomysł masowego zgłaszania kandydatur do SN. Jest  oparty na błędnej przesłance,  że będą skrupulatnie przestrzegane procedury naboru i w ten sposób odroczy się w czasie wymianę sędziów lepszych na gorszych. Dwuletnie doświadczenia skutecznie przeczą temu założeniu. W dereformie nikt nie ukrywa, że nie chodzi o jakość, czy sprawność, a o jak najszybszą wymianę sędziów. Dowiedziono, że w jedną noc autorzy RPL-u w sądownictwie mogą rozwiązać wszystkie problemy według prostego rozumowania: cel uświęca środki.  Jeśli celem jest szybka wymiana kadry, to środkiem stanie się odrzucenie niewygodnych wniosków, albo nowelizacja  ustawy, która usunie przeszkody w realizacji obłędnych politycznych celów. Obawiam się także, że otwieramy „bramę raju” dla osób, które nigdy nie powinny znaleźć się w Sądzie Najwyższym, a które właśnie z tego powodu mogą stać się idealnymi kandydatami dla organu nazywanego KRS.

Piotr Mgłosiek (P.M) Prezes Markiewicz kilka dni temu zapowiedział ze Iustitia podejmie decyzje w tej sprawie w tym tygodniu. Zobaczymy. Jeśli chodzi o akces do SN są dwa rozwiązania. Bojkot, albo  masowe zgłaszanie kandydatur. Jak rozumiem w tym drugim rozwiązaniu kryje się nadzieja na paraliż w obsadzeniu wakatów w SN. Zalew zgłoszeń do KRS ma spowolnić całą procedurę, a to z kolei  dać szansę KE i TSUE na działania, czyli skargę i zarządzenie tymczasowe.  Jeszcze jeden aspekt. Masowe odwołania do NSA w nadziei na pytanie prejudycjalne. Ten ostatni wariant jest najsłabszy mając na uwadze zachowanie NSA i samego prezesa tego sądu, aktualnie gdy chodzi o obniżenie wieku emerytalnego (ok 30 sędziów NSA złożyło oświadczenia do PAD, w tym Prezes Zirk-Sadowski, który  bierze czynny udział w posiedzeniach KRS). NSA już wcześniej w sporach o obsadę TK pokazał swoistą gotowość do uników i odmówił wypowiedzi co do prawidłowości wyboru dublerów. Mam wątpliwości, czy można zaufać NSA i liczyć, że dokonają kontroli konstytucyjności ustawy o KRS, a nie kolejnego uniku. Niewątpliwie skarżący negatywne uchwały KRS będą podnosili niekonstytucyjność trybu jej wyboru. Taka ścieżka jest, moim zdaniem, przeciwskuteczna. Nie mam do niej zaufania, właśnie z przedstawionych wyżej powodów. Jest jeszcze okoliczność, o której wspominasz. Zalew wniosków do KRS nie jest dla niej problem. Będą procedować błyskawicznie jak sejm. Transparentność jest żadną przeszkodą, tak jak przy opiniowaniu kandydatur do sądów dyscyplinarnych. Po prostu wyłączą przekaz z obrad i w kilka godzin rozpoznają wszystkie zgłoszenia na kolanie. Pozostaje bojkot. Oczywiście, nie ma co idealizować, że nie będzie zgłoszeń. Chodzi o skalę. Już jeden bojkot się udał, chociaż KRS wyłoniono. Ale w jakim stylu? Sądzę więc, że sytuacja jest nieco patowa. Jednak niewątpliwie na coś się trzeba zdecydować. Sam jestem ciekaw, w którą  stronę to ostatecznie pójdzie i z jakim rezultatem.

[J.I.] Widzę jeszcze jedno zagrożenie. Masowe zgłaszanie się do SN idealnie może być wykorzystane propagandowo w stylu: tak wszyscy protestowali, a tu proszę, jakie oddolne poparcie dla wymiany kadr i proponowanej dereformy. Już widzę paski w TV INFO: prawnicy masowo popierają reformę. Jest w tym jeszcze jeden haczyk. W odwiecznej walce dobra ze złem, to pierwsze zawsze broni wartości i zasad. Wartością jest autorytet SN i jego sędziów. Zło konsekwentnie podkopuje tę wartość, niszczy niezależny autorytet w imię powrotu do skompromitowanej idei sądu jako organu państwa. Obawiam się, że namawiając do masowych zgłoszeń bralibyśmy udział w tym niechlubnym procederze wymiany wielkości na mierność. To podważa sens walki o SN, który ma być Wielki i z tej racji niedostępny dla każdego prawnika. O to przecież też chodzi w sporze o Sąd Najwyższy. Bronimy jego autorytetu, niezależności, dorobku jurysdykcyjnego. Sędzia Jarosław Gwizdak ładnie powiedział ostatnio, że SN jest dla nas prawników jak „latarnia morska”. Chodzi przecież o to, aby owa latarnia nie zgasła pod naporem biernych, miernych i wiernych.

[P.M.] Niewątpliwie masowy akces zostanie medialnie zagospodarowany jako wyraz poparcia dla dereformy. Nie takich kłamstw i wypaczeń byliśmy w ciągu ostatnich dwóch lat świadkami w mediach przychylnych władzy. Będą się zwalczały dwie narracje w przestrzeni medialnej. Jedna o tym, że to nie jest poparcie dla dereformy SN tylko próba jej zablokowania. Druga o masowym jej poparciu przez ”zwykłych prawników”. Niewątpliwie ludzie będą zdezorientowani i o to w tym wszystkim chodzi. Naprawdę nie wiem, które ryzyko jest warte podjęcia. Czy projektodawcy akcji masowych zgłoszeń do SN są pewni, że wytłumaczą  jej sens społeczeństwu. Powtórzę ponownie, trzeba będzie podjąć rękawice i wziąć udział w wojnie medialnej na narrację. Czy animatorzy akcji dysponują narzędziami by skutecznie stawić czoła przekazowi, o "demokratyzacji" procesu awansu do SN, skoro zgłosiło się tak wielu.

A to, o czym mówisz Jacku w końcowej części wypowiedzi, to metafizyka poniekąd. Oczywiście, że wartością w walce jest autorytet SN jako taki. Ostatnia rzecz jaka nam pozostała. Otóż in summa i tak do SN wejdą ludzie, którzy już od miesięcy widnieją na listach, które - jak głosi wieść gminna - już istnieją. Powszechne zgłoszenia, z którymi KRS poradzi sobie szybciej niż wszystkim pomysłodawcom tej koncepcji się wydaje, będą służyły za uzasadnienie "demokratyzacji" naboru w stylu, każdy mógł się zgłosić i tak było, proszę popatrzeć na masowość zgłoszeń. KRS wybierze „najlepszych z najlepszych”. Niewykluczone, że kilka osób dla uwiarygodnienia całej operacji nie związanych bezpośrednio z obozem władzy się dostanie. Ale to tylko rozmyje cały obraz i pozbawi nas argumentów.

[J.I.] Podsumujmy. Wizerunkowo klapa, zaprzeczeniu ulegnie sens wszystkich sędziowskich i obywatelskich protestów w imię obrony zasad i wartości i obywatelskiego sprzeciwu na łamanie konstytucji. Medialnie katastrofa. Masowy udział prawników w „demokratyzacji” i „społecznej kontroli sądów” wbrew „sędziowskiej kaście”. Proceduralnie, pomysł wątpliwy. Mamy do czynienia z ludźmi bezwzględnymi, gotowymi na wszystko w realizacji  celu. Założenie o przestrzeganiu procedur z perspektywy ostatnich dwóch lat, wydaje się niedorzeczne. Pytanie prawne NSA do TSUE wątpliwe, bardziej realne jest skierowanie całej sprawy do Trybunału Konstytucyjnego, co byłoby klęską. Załóżmy jednak, że NSA zwróci się do TSUE, to nie widzę w tym szans na odwrócenie biegu wydarzeń, gdyż na tej ścieżce TSUE będzie rozpoznawał indywidualne i konkretne przypadki. Owszem, może w części wstępnej uzasadnienia wspomni coś oględnie o naruszeniu praworządności, ale zaraz potem przejdzie do meriutum stwierdzając, że przedmiotem rozpoznania sprawy nie jest praworządność w Polsce a konkretna sprawa X i Y, który czuje się pokrzywdzony w procedurze naboru do SN. Jak widać ryzyka wiele, a szanse na powodzenia mizerne. Mam  wątpliwość o zasadność takiej akcji, szczególnie kiedy stoimy u progu zaskarżenia ustawy o Sądzie Najwyższym przez Komisję Europejską do TSUE. To jest nasza szansa i nadzieja, gdyż w tym trybie Trybunał zajmie się sprawą praworządności w Polsce a nie sprawą X i Y. Rozpozna ją abstrakcyjnie na tle prawodawstwa europejskiego. Jeśli sprawa trafi w tym trybie do TSUE, to o wynik jestem spokojny. Kiedy jednak zapadnie rozstrzygnięcie korzystne dla Obywatelskich Strażników Konstytucji, będziemy już po wyborach w SN, tak samo nieakceptowanych jak wybory do KRS, z tą jednak zasadniczą różnicą, że dokonanych przy naszym współudziale. Jak w takich warunkach nie akceptować wyborów, jak w przyszłości odbudowywać Sąd Najwyższy, w niszczeniu którego braliśmy współudział?

[P.M] Czytałeś pewnie wywiad z wiceministrem Piebiakiem, w którym straszy sędziów postępowaniami dyscyplinarnymi za masowy udział w naborach do Sądu Najwyższego? Reakcja ta wskazuje, że ekipa rządząca obawia się masowych kandydatur, co może przemawiać za projektowaną akcją. Jest to więc realnie ogromny dylemat.

[J.I.] Istotnie w pierwszym odruchu też tak sobie pomyślałem. Boją się, a więc coś w tym jest sensownego. Później jednak uświadomiłem sobie, że moja reakcja – tak samo jak wiceministra - była emocjonalna. Nam  potrzeba zimnej kalkulacji „za” i „przeciw” , jakie jest ryzyko i jakie ewentualne korzyści dzisiaj, jutro i w dalszej perspektywie. Fundamentalną kwestią jest aby wolni ludzie nie zapomnieli o wolnych sądach, aby Komisja Europejska zaskarżyła ustawę do Trybunału. To jest nasz cel i strategia. Masowa akcja stwarza zagrożenie, że wolni ludzie zapomną o wolnych sądach. Przez rok czasu prowadzi się akcję – słuszną zresztą – że reforma KRS i SN jest niekonstytucyjna. Twierdzi się – też słusznie – że nie można w biegu skrócić kadencji I Prezesa SN, usuwać nieusuwalnych sędziów, sędziowie SN piszą oświadczenia o dalszym pełnieniu służby na podstawie konstytucji. Co z tego wynika, że ONI SĄ KONSTYTUCYJNYMI SĘDZIAMI, a skoro tak, to nie możemy zajmować ich miejsca, nie możemy namawiać innych prawników do zajmowania pozycji dublerów. Wszystko, co robimy dziś, musi legitymować nasze działania jutro!

Rozmawiali Jacek Ignaczewski i Piotr Mgłosiek

Data publikacji: 2018-07-08
Strona wykorzystuje pliki cookies. Możesz zablokować cookies zmieniając ustawienia w Twojej przeglądarce. Przeczytaj więcej o cookies lub ukryj ten komunikat x