Telenowela: Reforma sądownictwa

Telenowela: Reforma sądownictwa

Wyznacznikiem pierwszorzędnej inteligencji jest zdolność do równoczesnego posiadania dwóch przeciwnych poglądów i zachowania zdolności funkcjonowania. - F. Scott Fitzgerald

Tocząca się na naszych oczach epopeja, zwana przez jej twórców “reformą sądownictwa” (nieżyczliwi widzowie preferują określenie „destrukcja rządów prawa”), skłania wielu do hipotetyzowania,  formułowania wyjaśnień i interpretacji. Podstawowy problem polega jednak na tym, że nikt z komentujących nie ma wglądu w rzeczywiste mechanizmy władzy, a hipotezy formułowane przez komentatorów rzadko stają się przedmiotem falsyfikacji (czy choćby analizy z perspektywy czasu). O co może zatem chodzić w kryzysie wokół „reformy sądownictwa”?

Wydaje się, że mamy do czynienia z jednym z (lub z dowolną kombinacją elementów) czterech scenariuszy.

Spór pokoleniowy między czterdziestolatkami

Narracja suflowana przez Prezesa sugeruje, że zamieszanie wokół ustaw o KRS i SN daje się sprowadzić do personalnych animozji pomiędzy Prezydentem (45 l.) i Ministrem Sprawiedliwości (47 l.). Na korzyść tej interpretacji wydaje się przemawiać historia znajomości obu panów. Warto pamiętać, że Andrzej Duda jest jedyną osobą z grona ścisłego kierownictwa Ministerstwa Sprawiedliwości z okresu tzw. pierwszego PiS, która odwróciła się od Zbigniewa Ziobry w czasach, gdy odchodził on z PiS . Kiedy w Sejmie powstawał klub „Ziobrystów”, Andrzej Duda pozostał lojalny wobec PiS. To mogło pozostawić zadrę w sercach obu panów. Pojawiały się też zarzuty o prowadzenie wojny totalnej wokół doradzającego Prezydentowi (i nie tylko, co stało się źródłem jego kłopotów) Michała Królikowskiego.

Na korzyść tezy o konflikcie personalnym może przemawiać porównanie rozbieżności pomiędzy projektami ustaw o SN i KRS autorstwa PiS i Prezydenta – bywa ono sprowadzane do wojny o nowe kompetencje pomiędzy Dudą a Ziobrą.

Problem z interpretacją personalną polega na tym, że zawęża ona problem z „reformą sądownictwa” do jednego – góra dwóch – aspektów. Tymczasem mówimy o spektaklu, który toczy się od pierwszych tygodni rządów dobrej zmiany.

Inni szatani byli tam czynni

Tuż po ogłoszeniu podwójnego veta Prezydenta, pojawiły się głosy o silnej presji, wywieranej na niego z zagranicy. Teza ta może dziwić – wszak polska dyplomacja powstała z kolan i wtrącać się w rodzime sprawy zagranicy nie pozwala. Dotyczy to nawet TSUE. Można jednak rozsądnie wyobrazić sobie źródło (i formę) presji, na którą, jeśli nie rząd dobrej zmiany – to przynajmniej jej prezydent – okazałby się nieco bardziej podatny. Niestety, hipoteza ta jest (przynajmniej do czasu kolejnego dużego przecieku) nieweryfikowalna. Amerykańscy senatorowie nie stracili zainteresowania nadwiślańską praworządnością. Jeśli komuś wydaje się, że amerykański system prezydencki oznacza wszechwładzę Donalda Trumpa, warto przypomnieć próby uchylenia Obamacare.

Dwugłowa egzekutywa

W ciągu dwudziestu lat obowiązywania Konstytucji, może krytyki wylało się na konstrukcję ustrojową określaną jako „dwugłowa egzekutywa”. Będący pod wrażeniem bieżących (konflikt Prezydenta Kaczyńskiego i Premiera Tuska) lub przeszłych (upadek rządu Suchockiej) traum komentatorzy wzywali do naprawy Konstytucji i przekazania całej władzy w ręce bądź to Prezydenta bądź Premiera. Powołując się na myśl Monteskiusza, wskazywali że kontrola i równoważenie powinna obejmować władze ustawodawczą, wykonawczą i sądowniczą – nie zaś wykonawczą i wykonawczą. Tyle tylko, że z bliżej nieznanych (a raczej znanych, ale gorliwie negowanych) przyczyn odrębna władza ustawodawcza w praktyce nie istnieje (patrz kolejne „czytania” prezydenckich projektów ustaw o KRS i SN), sądownicza została skutecznie rozmontowana – a jedyną obserwowaną przeszkodą w „reformie sądownictwa” stała się druga połowa władzy wykonawczej. Może zatem – wbrew krytyce polityków i uczonych mężów – stanowiła ona najdonioślejszy dorobek polskiego konstytucjonalizmu…

Wibracje

Wszystkie powyższe hipotezy przyjmują krytyczne założenie – istnieje podział, konflikt, różnica zdań lub interesów pomiędzy różnymi ośrodkami władzy. Wydaje się to uzasadnione – wszak nawet w tak zunifikowanym środowisku jak kręgi władzy Koreańskiej Republiki Ludowo-Demokratycznej toczy się walka na śmierć i życie. Tymczasem możliwe jest inne wyjaśnienie. Telenowela pod tytułem „reforma sądownictwa” jest ciągnącą się od trzech sezonów operacją walki psychologicznej, opracowaną w celu podporządkowania sobie resztek trzeciej władzy. Powiało helem? A i owszem.

Warto jednak zacytować pewien dokument, opracowany dziesięć lat temu, jako instrukcja prowadzenia dobrej zmiany tajnych służb. Wyróżniono siedem etapów.

Na pierwszym, należy „uwypuklić stanowczość, (...) gotowość do brutalnych posunięć”. Gdyby próbować przenosić ten schemat z reformy służb na trzecią władzę, można by złamać jakieś wielkie tabu. Na przykład Trybunał Konstytucyjny…

Na drugim, miała pojawić się specjalna grupa, która przeprowadzi zmiany, „powołana w celowo wywoływanej aurze tajemnicy i niejasności co do celów powstania”. Naczelnemu Imponderabiliów może to coś przypominać…

Kolejne etapy zakładały „zsynchronizowane uruchomienie kilku typów działań, które wprowadzą organizację w okres drgań (…) wywołanie niepewności i potrzeby znalezienia nowych układów odniesienia przez pracowników”. Pisano o "niespodziewanych dyscyplinujących posunięciach kadrowych” a „precyzyjnie skoordynowane posunięcia rozwibrowujące" miały mieć na celu "jak najdłuższe utrzymanie mylącego przekonania o niespójnej naturze wprowadzonych przedsięwzięć, czyli utrzymanie w tajemnicy kluczowych założeń projektu”. Brzmi znajomo? Była już izba ludowa Sądu Najwyższego. Było spłaszczenia struktury, a przedmiotem obaw była groźba powołania wszystkich sędziów. Zastanawiano się – znikną rejony czy apelacje. Później, tematem dyskusji stał się Gerrymandering przy wyborach do KRS. Następnie, zastanawiano się czy plan podzielenia KRS na dwie izby jest zgodny z Konstytucją (zupełnie jakby w kraju, gdzie urzędnik KPRM kontroluje konstytucyjność orzeczeń sądu konstytucyjnego miało to jakiekolwiek znaczenie). Dalej, Prezes dał sygnał do ataku, i pojawiła się reforma SN. Teraz już nikt nic nie wie i od kilku miesięcy trwa stan zawieszenia. By nie powiedzieć „rozwibrowania”.

Teoria żywcem wzięta z filmu „The Men Who Stare at Goats”, ale smaczku dodaje jej fakt, że autor cytowanej koncepcji reformy służb jest dziś doradcą Prezydenta.

Podstawowym problemem nakreślonych tu scenariuszy jest trudność z ich weryfikacją. Hipotezy mogą się przenikać (przykładowo osobiste animozje mogą wzmocnić ustrojowy mechanizm pozwalający Prezydentowi zablokować ustawę, która mogłaby w jego przekonaniu zagrozić prowadzonej polityce zagranicznej czy obronnej), a fakty łatwo interpretować na dwie strony. Przykładowo, akceptacja przez parlament propozycji wzrostu budżetu Kancelarii Prezydenta może być łatwo uznana za dowód, że konflikt w obozie władzy jest autentyczny (gest dobrej woli, by go ograniczyć) – albo pozorny (bo przecież gdyby był autentyczny, budżet na pewno by ograniczono).

Na obecnym etapie nie pozostaje nic innego, jak wzniesienie się na wyżyny inteligencji – po prostu trzeba posiadać równocześnie co najmniej dwa poglądy na naturę obserwowanych zjawisk. Jeśli to trudne dla obserwatora, to co mają zrobić uczestnicy wydarzeń, starający się ratować z podziału władz co się jeszcze da?


 Mamut

Kategoria: Mamut
Data publikacji: 2017-11-12
Strona wykorzystuje pliki cookies. Możesz zablokować cookies zmieniając ustawienia w Twojej przeglądarce. Przeczytaj więcej o cookies lub ukryj ten komunikat x