To be or not to be per „Ty”

To be or not to be per „Ty”

Może świat się zmienia, może sama kultura i zasady dobrego wychowania uległy zniekształceniu, może to tylko nasza osobista wrażliwość sprawia, że postrzegamy to inaczej. Jedno jest pewne. Wzajemny szacunek to podstawa.

Justyna Lipińska 

Zmienia się wszystko wokół nas i zmieniają się też zasady dobrego wychowania. Trudno teraz porównać naszą młodzież z tą sprzed 100 lat. W autobusie mało kto ustępuje miejsca starszej osobie, jadąc w myśl zasady „płacisz i masz”. Świat jest szybszy, lepszy, większy, głośniejszy i w tym wszystkim nasza kultura osobista też zrobiła się jakaś „nowoczesna”.

Kilka lat temu mój mąż odwiedził swoją babcię w Niemczech. Pierwszego dnia myślał, że się przesłyszał. Całe kuzynostwo mówiło do babci per Ty. Nie tylko, że podaj, zrób, weź, daj .... tam zwyczajnie krzyczano za babcią po imieniu. Nie wiemy, czy jest to ogólnie przyjęte na zachodzie, wiemy, jak było w domu babci i wiemy, że w naszym jest to niedopuszczalne. Ta „kultura” przenosi się już do szkół, urzędów i zaczyna wkradać do naszych domów. A jak jest w pracy? Czy warto przejść na „ty” ze współpracownikami, z szefem i pracować z większym luzem? Czy przejście z szefem na „ty” poprawi nasz komfort pracy, czy może nie ma to najmniejszego znaczenia?

Wyobraźmy sobie taką sytuację, że nasz szef zaproponował nam przejście na ty i pewnego dnia dokłada nam obowiązków, mówiąc: „no weź Krzysiek, przecież kumplowi nie odmówisz”. Właśnie ...odmówisz czy nie? Kumplowi? A wyobraźmy sobie inną sytuację. Szef prosi, żebyś zrobił więcej i co ty powiesz? „Nie przesadzaj Robert ...kumplowi dokładasz?”. Bywają momenty, kiedy nasz przełożony musi podejmować trudne decyzje i nie wiem, czy bycie per ty z całą załogą mu to ułatwia ...to wie tylko on sam. Pewnie niejeden bystry psycholog już się na ten temat wypowiedział, ale ile by na ten temat nie dyskutować i ilu książek by ludzie nie napisali, wiem jedno: jeśli szef chce przejść z nami na ty, uszanujmy to, nie nadużywajmy i nie dajmy też nadużywać. Zawsze w gronie „kolegów i koleżanek” pracuje się swobodniej, dobrze jest wiedzieć, co trapi Ulę, co gryzie Krzyśka, jak minął weekend Ewie. To z nimi pracujemy każdego dnia osiem godzin i dobrze jest rozumieć, kiedy kolega ma gorszy dzień, kiedy nie jest w formie, bo on ma dom, rodzinę i poza pracą życie osobiste. Trudniej zapytać; „czy pani chce porozmawiać” niż „Ewelina, gryzie cię coś dzisiaj?” Dobrze jest też, kiedy kierownik ma wsparcie kolegów i nie musi ukrywać się ze swoimi bolączkami wśród pań i panów, a jeszcze lepiej, kiedy koledzy potrafią być kolegami wtedy, kiedy można, a pracownikiem, kiedy kierownik tego oczekuje. Pewnie większość kierowników była kiedyś zwykłymi szeregowymi pracownikami, ale nie każdy szeregowy pracownik zostanie kiedyś kierownikiem. Jednak każdy z nas za swoją pracę otrzymuje wynagrodzenie, każdy ma swój zakres obowiązków i winien się z niego wywiązywać sumiennie bez względu na to, czy jego przełożonym jest przysłowiowy pan Kowalski, czy po prostu Marcin, a Marcin powinien pamiętać, że bez względu na to, czy zleca coś Asi, czy przysłowiowej pani Kowalskiej - ona za drzwiami swojej pracy jest matką, żoną, córką schorowanego ojca.

Może świat się zmienia, może sama kultura i zasady dobrego wychowania uległy zniekształceniu, może to tylko nasza osobista wrażliwość sprawia, że postrzegamy to inaczej. Jedno jest pewne. Bez względu na to czy jesteśmy, czy nie jesteśmy per Ty, wzajemny szacunek to podstawa wszelkich relacji międzyludzkich.

Tekst pochodzi z Gazety Sądowej

 

Kategoria: Gazeta Sądowa
Data publikacji: 2018-03-13
Strona wykorzystuje pliki cookies. Możesz zablokować cookies zmieniając ustawienia w Twojej przeglądarce. Przeczytaj więcej o cookies lub ukryj ten komunikat x