W oczekiwaniu na polityczny wyrok

W oczekiwaniu na polityczny wyrok

Konstytucja nie ma barwy politycznej. Jest umową społeczną zapewniającą współistnienie różnym grupom interesów. Sędziowie są jej stroną. Występują w roli przedstawicieli władzy, obywateli, strażników kompromisu. Każda z ról wymusza aktywność.

 

Trwają w najlepsze polityczne igrzyska. Po demontażu Trybunału Konstytucyjnego przyszedł czas na Sąd Najwyższy i Krajową Radę Sądownictwa. W przededniu wyborów samorządowych mamy zapowiedziane zmiany w prawie wyborczym ze zmianami okręgów wyborczych i upartyjnieniem samorządu.  Podział i współdziałanie władz zastępuje jednolita władza większości parlamentarnej, w której Sejm realizuje jedynie słuszną wolę. Wolę, która była zagłuszana przez cały okres  transformacji ustrojowej, w której realizowano nieczyste interesy wąskiej grupy społecznej. To idealny przyczynek do przeciwstawiana jednych przeciwko drugim.

Wykładnia prawa zamieniona została na cytowanie wyrwanych z mulicentycznego kontekstu systemowego pojedynczych zdań konstytucji. Przestrzeganie umów międzynarodowych jest postrzegane jako ingerencja z zewnątrz w wewnętrzne sprawy. Dobro wspólne wszystkich obywateli, oparte na kompromisie, współdziałaniu i wzajemnym poszanowaniu, zostaje wypierane przez dobro państwa, rozumiane jako jedynie słuszna wizja większości wyborczej. Inaczej mówiąc na 30 mln wyborców niecałe 6 mln decyduje o tym co dobre, słuszne i sprawiedliwe, odbierając pozostałym prawo do współistnienia i współuczestniczenia w dyskursie publicznym. Czy pluralizm nie jest fundamentem demokracji?

Jak pokazują ostatnie dwa lata, państwo może funkcjonować bez konstytucji, bez Trybunału Konstytucyjnego. Pewnie może także bez Sądu Najwyższego i Krajowej Rady Sądownictwa. Nie trzeba dużej wyobraźni, aby dostrzec skalę ryzyka dla obywateli w państwie, w którym nie funkcjonują zabezpieczenia przed totalitaryzmem i dyktaturą jednych nad drugimi. To prawda, że sprawom o wykroczenia za zakłócanie demonstracji i przeciwstawianie się wycince puszczy daleko do totalitaryzmu. Dużo bliżej nie będzie nawet, jeśli uwzględnimy powszechne dyskredytowanie nie tylko opozycji, konstytucyjnych organów państwa, ale i każdego oponenta, niekoniecznie politycznego, ale także i obywatelskiego, który rozumie, że tyle mamy demokracji, ile poszanowania praw dla mniejszości, politycznej również. W demokracji każda większość może być mniejszością. Ta prosta prawda daje gwarancje współistnienia przy wielości i rozmiarach różnic.

W procesie zmian przewidziano również rolę sędziemu – niemego strażnika interesów państwa. Wobec sędziów, którzy dostrzegają w tym powrót do przeszłości, przewidziano rolę zastępczą – przedstawiciela rozpolitykowanej kasty, sitwy, układu. Kiedyś mówiło się o przegniłej reakcji. W wyborze między „dżumą” a „cholerą” pozostaje trzecia droga –  przyzwoitość (dziękuję, nie kandyduję) oraz odpowiedzialność za dobro wspólne w uniwersalnym znaczeniu, która wyklucza rolę niemego obserwatora wydarzeń i tendencji.

Konstytucja nie ma barwy politycznej, a tym bardziej partyjnej. Jest wielostronną umową społeczną, zapewniającą współistnienie różnym grupom interesów, nierzadko sprzecznych i wykluczających się. Z tej perspektywy jawi się jako kompromis społeczny. Sędziowie są jedną ze stron tak rozumianej umowy społecznej. Przewidziano dla nich potrójną rolę –przedstawicieli władzy sądowniczej, obywateli oraz strażników kompromisu społecznego. Każda z nich wymusza na sędziach dbałość o konstytucję i sygnalizowanie naruszeń jej postanowień. Mówienie o konstytucji, o jej nieprzestrzeganiu, bez względu na sprawcę, czy organ naruszający, to obowiązek sędziego wykraczający poza ściany sali sądowej.

Wspomniana powyżej triada ról sędziego w państwie, wyklucza utylitaryzm, oportunizm, koniunkturalizm i serwilizm wobec władzy. Władza dla sędziego nie ma barwy politycznej. Edukacja w zakresie praw i wolności obywatelskich oraz zasad funkcjonowania państwa, sygnalizowanie zagrożeń, to działania o charakterze prewencyjnym. Lepiej zapobiegać, niż latami wychodzić z zapaści i stagnacji. Kto, jak nie sędziowie ma pełnić tę rolę? Pytanie jest jak najbardziej na czasie, jeśli uświadomimy sobie, że nic nie dzieje przypadkiem. Obecne wydarzenia również. Być może, gdyby pytanie to postawić parę lat wstecz, to byśmy dzisiaj nie stali pod ścianą w oczekiwaniu na polityczny wyrok. Nierozwiązywane przez lata problemy i zaniechania spiętrzyły nastroje i oczekiwania społeczne. Wielu chce z tego powodu igrzysk nie wiedząc, że w dłuższej perspektywie zamiast chleba będą z tego same nieszczęścia. Władza, która dzisiaj z taką łatwością może niszczyć uznane autorytety i konstytucyjne organy, co może zrobić jutro z tzw. „szarym obywatelem”?

Wymiana kilkunastu prezesów i ich zastępców na grubo pond 1000 stanowisk przewidzianych do wymiany, po prawie czterech miesiącach obwiązywania znowelizowanego Prawa o ustroju sądów powszechnych, pozwala zachować umiarkowany optymizm. Z prawa łaski Pana Prezydenta Sąd Najwyższy i Krajowa Rada Sądownictwa póki co istnieją nadal. Kadencje konstytucyjnych organów nie zostały przerwane i nie chodzi tu o obronę imiennie oznaczonych piastunów tych organów, a nawet, że są to „nasze sądowe” organy. Jeśli można przerwać kadencję jednego organu konstytucyjnego, to równie dobrze można to zrobić z innymi – poczynając od Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji poprzez Narodowy Bank Polski i Rzecznika Praw Obywatelskich, na Sejmie i Prezydencie kończąc.

Jacek Ignaczewski

 

Data publikacji: 2017-11-28
Strona wykorzystuje pliki cookies. Możesz zablokować cookies zmieniając ustawienia w Twojej przeglądarce. Przeczytaj więcej o cookies lub ukryj ten komunikat x