WIELKI WYROK w drobnej sprawie

WIELKI WYROK w drobnej sprawie

Działania władzy publicznej podejmowane z naruszeniem Konstytucji są nie tylko ciężkim gwałtem na ustroju Państwa, ale sprawiają, iż będące tego wynikiem projekty władz ustawodawczych i wykonawczych obciążone są właściwością ich nielegalności.

Sąd Rejonowy Poznań - Stare Miasto w Poznaniu uznał obwinioną J. J. za winną wykroczenia z art. 141 k.w. polegającego na tym, że w dniu 08.03.2017 r. w P. na placu (...) podczas przemówienia na manifestacji publicznej używała słów nieprzyzwoitych, to jest „wkurw”, „wkurwiona”, „wkurwione” i za to, na podstawie powołanego przepisu, wymierzył obwinionej karę grzywny w kwocie 1.000 złotych.

Zarzucany obwinionej  czyn to z pewnością nie jest facinus maioris abolle, czyli – jak mawiali starożytni prawnicy – zbrodnia na większą skalę.

Wulgaryzmy stały się tak wszechobecne w przestrzeni publicznej, we wzajemnym komunikowaniu się dorosłych i młodzieży, „wylewają się” z odbiorników telewizyjnych, środków masowej komunikacji, iż można zwątpić w sens kryminalizacji tego zjawiska, a już w szczególności jego zwalczania w drodze organizowania odosobnionych, pokazowych procesów. Jeżeli przyjąć, iż ratio legis przepisu z art. 141 k.w. to zapobieganie degradacji kultury językowej, to zdolność osiągniecia tego celu za pomocą kryminalnego zwalczania nieprzyzwoitego słownictwa jest wątpliwa. W tym ujęciu coś co w przeszłości zasługiwać jeszcze mogło na pryncypialne ściganie, współcześnie, z przyczyn podanych, musi być z założenia traktowane jako mniej szkodliwe społecznie.

Inkryminowane słowa zostały wypowiedziane w trakcie manifestacji organizowanej w konwencji wiecu, gdzie granica swobody wypowiedzi jest z natury rzeczy poszerzona. Słowa były kierowane do określonych odbiorców i brak jest podstaw do przyjęcia, iż nie spotkały się z ich aprobatą. Nie zgłoszono w związku z inkryminowanym wystąpieniem protestu ani tuż po manifestacji, ani w czasie zbliżonym do sądzonego wydarzenia.

Postępowanie w sprawie zostało wywołane przeszło trzy miesiące po wydarzeniu na skutek anonimowego zgłoszenia. Analizowane zgłoszenie wpisuje się w powtarzające się w ostatnim czasie w przestrzeni publicznej negatywne zjawisko anonimowych donosów o przekraczaniu granic swobody wypowiedzi, powiadomień pochodzących od osób, które tych wypowiedzi nie są adresatami, a z materiałami sprawy zapoznają się najpewniej w wyniku przeszukiwań zawartości internetu. W takiej sytuacji jest prawdopodobne, iż deklarowane oburzenie na użycie wulgaryzmów stanowi wyłącznie pretekst do bezpośredniego nękania obwinionej i pośredniego osób akceptujących in extenso jej wypowiedź. Faktycznie więc nękanie za słowa nie objęte wnioskiem o ukaranie, zaś za poglądy, których wyrażanie pozostaje pod ochroną art. 54 ust. 1 Konstytucji RP. Choć skutki publicznego użycia nieprzyzwoitych słów nie należą do znamion zarzucanego wykroczenia z art. 141 k.w., to oczywiście ważą na ocenie szkodliwości czynu. Trudno przypuścić, by wulgaryzmy mogły wpływać demoralizująco na akceptujących wypowiedź dorosłych uczestników zgromadzenia.

Trudno przypuścić, by wulgaryzmy mogły wpływać demoralizująco na akceptujących wypowiedź dorosłych uczestników zgromadzenia. Taki skutek można odnosić do obecnych tam dzieci oraz analizować możliwość jego wystąpienia w stosunku do osoby, która wywołała niniejsze postępowanie o wykroczenie. Poczynione rozważania pozwalają jednak w szacowaniu wywołanych szkód pominąć deklarowane oburzenie.

Poczynione spostrzeżenia mogą być przyczynkiem do debaty de lege ferenda, czy przepis z art. 141 k.w. ma na płaszczyźnie językowej w dalszym ciągu rację bytu, jeżeli z punktu widzenia praktyki orzeczniczej jest statystycznie praktycznie martwy, a jego incydentalnie stosowanie wiąże się z ryzykiem szykanowania in fraudem legis osób za ich role publiczne, w szczególności zaś za wyrażane poglądy społeczne, a w szczególności polityczne. 

Nawet pełne przygotowanie publicznego wystąpienia nie koliduje z założeniem, iż treści w nim zawarte są wyrazem autentycznych, głębokich przeżyć mówcy. W tym względzie miesza się pojęcie spontanicznej emocjonalnej reakcji i reakcji będącej wynikiem emocji kumulowanych w czasie. Jeżeli przyjąć to, co zdecydowanie najbardziej prawdopodobne, iż J. J. powtórzyła w całości przygotowane przemówienie i wprawdzie z rozmysłem użyła wulgaryzmów, ale dla zobrazowania skali jej utrwalonych negatywnych emocji, to jest to ponownie przyczynek do złagodzenia oceny stopnia zawinienia sprawczyni.

Nie sposób przyjąć, skupiając się na okolicznościach podmiotowych, iż obwiniona użyła słów wulgarnych z niskich pobudek, to jest dla przyjemności bądź dla wywołania taniego efektu retorycznego. Przeciwnie, co wynika z treści przemówienia, chodziło o wyrażenie autentycznej, skrajnej dezaprobaty dla poprzedzających i współczesnych szeroko rozumianych społecznych i politycznych wydarzeń i w subiektywnym przekonaniu obwinionej drastyczność słownej jej reakcji była uzasadniona w tym sensie, iż żaden mieszczący się w normie kultury słownej dynamizator wypowiedzi nie był w stanie dostatecznie oddać jej negatywnego stosunku do rzeczywistości. J. J. oczywiście nie działała w warunkach przymusu, ale z punktu widzenia jej motywacji obraz sądzonego wydarzenia łagodzi nawiązanie do zasady extremis malis extrema remedia (zasada dostosowania skrajnej reakcji do przyczyny). 

J. J. dokonała publicznego wystąpienia na wiecu o charakterze społeczno – politycznym. Jej wypowiedzi analizowane zarówno w odosobnieniu jak i w koniecznym nawiązaniu do ocen prezentowanych w ramach Międzynarodowego Ruchu Kobiet i ogólnie ruchów feministycznych wyrażają najdalej idące zaniepokojenie stanem poszanowania dóbr przynależnych kobietom, czy też różnego rodzaju mniejszościom, występowaniem zjawisk godzących w ich dobra (problematyka praw kobiet, wykluczeń społecznych, dyskryminacji na rynku pracy, antykoncepcji, zabiegów in vitro, badań prenatalnych, aborcji, edukacji seksualnej, przemocy domowej i seksualnej, nadużywania klauzuli sumienia itd.), a w ostatnim czasie panowaniem władzy ustawodawczej i wykonawczej charakteryzującej się konserwatywnym odnoszeniem do zjawisk kulturowych i społecznych, wyrażają zaniepokojenie co do możliwości ochrony praw konstytucyjnych czy też ochrony istniejącego status quo w oparciu o zapisy Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej. Niepokój ten z natury rzeczy wiąże się z oceną stanu suwerenności sądownictwa polskiego, stopniem faktycznej, a nie gwarantowanej Konstytucją, jego niezależności od innych władz państwowych. Tylko bowiem w przypadku zachowania odrębności władzy sądowniczej może ona w sposób prawidłowy, niezależny sprawować wymiar sprawiedliwości w zakresie ochrony praw społeczności zagrożonych oddziaływaniem innych władz państwowych.

Polityka wdziera się do sądownictwa czy to poprzez godzenie w organy szeroko pojętego wymiaru sprawiedliwości czy też konieczność rozpoznawania spraw z tzw. kontekstem politycznym. Jakkolwiek by to analizować, sprawa obwinionej J. J. musi być do grupy takich spraw zaliczona. Pytanie, czy można prawidłowo osądzić czyn bez uwzględnienia istotnych okoliczności mu towarzyszących, jest retoryczne. Jest tylko pozornym paradoksem, iż właśnie pominięcie tych okoliczności mogłoby ostatecznie narażać sądy w tej sprawie na zarzut politycznego odnoszenia się do rzeczywistości, w której przemówienie obwinionej zostało osadzone.

Organy wymiaru sprawiedliwości mają stać na straży praw. Ustalenie stopnia szkodliwości społecznej czynów stanowiących reakcję na łamanie prawa wymaga uprzedniego odniesienia się do zjawiska źródłowego.

Zgodnie z art. 8 Konstytucji RP Konstytucja to suprema lex, czyli najwyższe prawo. Zgodnie z art. 83 Konstytucji każdy ma obowiązek poszanowania prawa. W przypadku organów władzy publicznej zalecenie to przybiera postać kwalifikowanej zasady z art. 7 Konstytucji, iż działać one mogą wyłącznie na podstawie i w granicach prawa. Z punktu widzenia tych najważniejszych wskazań ustrojowych praktyka, by organy władzy publicznej systematycznie łamały najwyższe prawo w Polsce jest skrajnie deprawująca i świadczy o tym, iż ustawodawca nie przewidział dostatecznych mechanizmów chroniących Konstytucjęprzed jej łamaniem i przewidujących nieuchronne, ale też możliwie szybkie i odpowiednio surowe konsekwencje dla osób publicznych, które nie mając dostatecznie silnej legitymacji wyborczej do zmiany Konstytucji traktują niewygodne dla nich zapisy ustawy zasadniczej jak prawa nieistniejące.

Powtarzalność łamania Konstytucji sprzyja spowszednieniu zjawiska, co jest szczególnie groźne w przypadku ciągłości wydarzeń, które stopniowo powadzą do coraz głębszej erozji podstaw demokratycznego państwa prawnego jakim ma być Rzeczpospolita Polska zgodnie z art. 2 Konstytucji. Winno być stale z całą mocą podkreślane, iż działania władzy publicznej podejmowane z naruszeniem Konstytucji są nie tylko ciężkim gwałtem na ustroju Państwa, ale sprawiają, iż będące tego wynikiem projekty władz ustawodawczych i wykonawczych obciążone są właściwością ich nielegalności.

W ostatnim czasie wystąpił w Polsce ciąg naruszeń Konstytucji RP w związku z ograniczaniem wolności zgromadzeń, naruszaniem funkcjonowania konstytucyjnych podmiotów władzy sądowniczej, mimo iż stosownie do art. 173 Konstytucji RP sądy i trybunały są władzą odrębną i niezależną od innych władz. W tym względzie należało stwierdzić, krótko z racji ograniczonych ram niniejszego uzasadnienia, m. in. co następuje:

1. Doszło ze strony przedstawicieli, czy przedstawiciela władz wykonawczych, do obstrukcyjnej odmowy - warunkującego wykonalność - publikowania orzeczeń Trybunału Konstytucyjnego. Stanowi to oczywisty gwałt na art. 190 ust. 2 Konstytucji RP.

2. Doszło do stosowania prezydenckiego prawa łaski w ramach będącego w toku postępowania jurysdykcyjnego i w ten sposób zastępowania orzeczenia sądowego aktem władzy wykonawczej. Stanowi to najbardziej oczywiste naruszenie regulacji z art. 175 ust. 1 Konstytucji RP. Wymiar sprawiedliwości sprawują w Polsce wyłącznie sądy, nie przewidziano w tym względzie wyjątków. Całościowo, z punktu widzenia wszystkich najważniejszej przepisów konstytucyjnych, zagadnienie zostało wyczerpująco omówione i przekonująco ocenione przez Sąd Najwyższy w uchwale Sądu Najwyższego 7 sędziów z dnia 31.05.2017 r., sygn. akt I KZP 4/17. Sądowi Okręgowemu znany jest wyrok Trybunału Konstytucyjnego z dnia 17.07.2018 r., sygn. akt I 9/17, gdzie stwierdzono niezgodność z art. 139 zdanie pierwsze Konstytucji RP wskazanych przepisów Kodeksu postępowania karnego, Kodeksu postępowania w sprawach o wykroczenia i Kodeksu karnego wykonawczego w zakresie, w jakim nie czynią aktu abolicji indywidulanej negatywną przesłanką wprowadzenia postępowań karnych. To orzeczenie zdumiewające, którego nie broni nawet jego własne uzasadnienie. Tego rodzaju niezgodność, sprowadzoną do relacji pomiędzy jednym przepisem Konstytucji RP, a przepisami rangi ustawowej można byłoby stwierdzić tylko w sytuacji, gdyby w art. 139 Konstytucji RP gwarantowano Prezydentowi prerogatywę stosowania nie tylko aktu łaski, ale także aktu abolicji. Tak nie jest, a wywodzenie, iż akt łaski szeroko rozumiany może obejmować również inne uprawnienia, jest przykładem wykładni prawa, która przy braku wyraźnych zapisów mogłaby być tolerowana w czasach władców absolutnych. Uprawnienia przedstawicieli władzy, które mogą ingerować w kompetencje innych władz bądź stanowić zagrożenie dla wolności i praw obywatelskich, nie mogą podlegać wykładni rozszerzającej, a tym bardziej wykładni rozszerzającej absolutnie i kolidującej tym samym w szczególności z innymi uregulowaniami Konstytucji. W obiegu publicznym wielokrotnie omawiano zagadnienie, do jak wynaturzonych konsekwencji mogłoby prowadzić uprawnienie prezydenta do nieograniczonego ingerowania w procesy sądowe. Skoro tak, to i wykładnia prawa wywołująca tego rodzaju rezultaty nie może być tolerowana.

Ustosunkowując się do przytoczonego wyroku Trybunału Konstytucyjnego z dnia 17.07.2018 r. Sąd Okręgowy przychyla się do zdania odrębnego złożonego przez sędziego Trybunału Konstytucyjnego Leona Kieresa, który wykazał liczne błędy merytoryczne w uzasadnieniu wyroku Trybunału Konstytucyjnego, a na wstępie nawet brak przedmiotu postępowania, to jest niezgodności ustawy z Konstytucją (m. in. doszukanie się tzw. pominięcia prawotwórczego w odniesieniu do zakwestionowanych przepisów kodeksu postępowania karnego i kodeksu postępowania w sprawach o wykroczenia, choć procedury te zawierają przepisy umożliwiające umarzanie postępowań w przypadku uznania dopuszczalności stosowania prezydenckiego aktu abolicji indywidualnej, stwierdzenie niekonstytucyjności przepisu Kodeksu karnego wykonawczego, choć z natury rzeczy akt abolicji nie może dotyczyć najpóźniejszej fazy postępowania karnego, pominięcie kontekstu konstytucyjnego i założenia spójności i komplementarności poszczególnych zapisów ustawy zasadniczej, stosowanie domniemania kompetencji na podstawie odosobnionych poglądów doktrynalnych, pominięcie wykładni urzędowej i autentycznej). Pomijając to wszystko należy jednak przede wszystkim zaznaczyć, iż przytoczone stanowiska Sądu Najwyższego i Trybunału Konstytucyjnego nie są dla siebie konkurencyjne, bowiem Trybunał Konstytucyjny dokonał w granicach wniosku Prokuratora Generalnego oceny zgodności wyłącznie jednego przepisu Konstytucji z trzema przepisami trzech procedur karnych, zatem wypowiedział się na temat interpretacji art. 139 Konstytucji w odniesieniu do jednego, wąskiego wzorca konstytucyjnego, nie mając przy tym nawet uprawnień do dokonywania całościowej wykładni samej Konstytucji. Sąd Najwyższy dysponując tego rodzaju uprawnieniem w toku postępowania karnego w uzasadnieniu przytoczonej własnej uchwały wyczerpująco wskazał, iż rozszerzającej wykładni art. 139 Konstytucji RP nie da się pogodzić z innymi zapisami Konstytucji, w szczególności zaś z art. 7, art. 10 ust. 1, art. 173 i art. 175 ust. 1 Konstytucji. W tym stanie rzeczy należy uznawać, zgodnie z najprostszą wykładnią językową i celowościową, iż akt łaski (ułaskawienia) może odnosić się wyłącznie do osoby skazanej prawomocnym wyrokiem, nie zaś oskarżonego korzystającego w toku postępowania karnego z domniemania niewinności.

3.  Co najmniej z naruszeniem reguły konstytucyjnej z art. 7 doszło do odmowy odebrania ślubowania od prawidłowo wybranych przez Sejm sędziów Trybunału Konstytucyjnego i wprowadzenia do Trybunału na ich miejsce osób nieuprawnionych do orzekania. W ten sposób doprowadzono do faktycznej dysfunkcjonalności tej instytucji w sprawach drażliwych.

4.  Doprowadzono do przerwania konstytucyjnie określonej w art. 187 ust. 4 kadencji członków Krajowej Rady Sądownictwa, usuwa się chronionych zasadą nieusuwalności z art. 180 ust. 1 Konstytucji sędziów Sądu Najwyższego wykorzystując do tego zabieg obniżenia wieku stanu spoczynku, pod tym samym pretekstem postępują próby skrócenia konstytucyjnie określonej w art. 183 ust. 3 kadencji Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego. Gdyby przyjąć, iż delegacja ustawowa z art. 180 ust. 4 Konstytucji ma pierwszeństwo przed naczelną zasadą nieusuwalności sędziów i odnosi się do osób już powołanych na stanowisko sędziowskie, to oznaczałoby, iż władza ustawodawcza za pomocą jednej ustawy może swobodnie manipulować obsadą sądów, dowolnie obniżając, a następnie podwyższając wiek stanu spoczynku.

5.  Pomimo ryzyka wywołania niewyobrażalnego chaosu prawnego powołano w tak niekonstytucyjnym trybie tzw. nową Krajową Radę Sądownictwa, uzurpującą sobie kompetencje podmiotu uprawnionego (wybór sędziów przez władze polityczne, mimo iż Sejm zgodnie z art. 187 ust. 1 Konstytucji RP jest umocowany do wyboru wyłącznie czterech swoich przedstawicieli), iż występuje realne zagrożenie powinności podważenia wszelkich procedur przed nią prowadzonych. Przy okazji, w związku z takim politycznym wyborem sędziów Krajowa Rada Sądownictwa utraciła, co jest dramatem wymiaru sprawiedliwości, zdolność do pełnienia swojej głównej, konstytucyjnie określonej w art. 186 ust. 1, roli stania na straży niezależności sądów i niezawisłości sędziów.

6.  Przedstawiciele władzy wykonawczej nie stosują się z naruszeniem art. 7 Konstytucji do orzeczeń sądowych, mających postać pytań prejudycjalnych kierowanych do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej.

Jest słabością rozwiązań konstytucyjnych, iż posiadanie ograniczonej większości parlamentarnej, choć nie takiej, która pozwala na zmianę Konstytucji, w trakcie panowania tej większości chroni jej przedstawicieli przed konsekwencjami łamania najważniejszego prawa. W takiej atmosferze bezkarności dodatkowo sygnalizuje się możliwość objęcia sędziów biorących udział w zadawaniu pytań prejudycjalnych do TSUE postępowaniami dyscyplinarnymi, nęka się sędziów występujących publicznie w obronie Konstytucji, nęka obywateli upominających się o poszanowanie Konstytucji, choć wymienieni działają pro publico bono, zatem również na rzecz tej części społeczeństwa, która uśpiła swoją wyobraźnię, nie przewidując, iż w przyszłości życie zmusi ich do liczenia na sprawiedliwość w sądzie pozbawionym atrybutów niezależności. W ramach takiej atmosfery rzeczywistość redukowana jest w ostatnim czasie do absurdu, kiedy zapowiadane są wyjaśniające czynności poprzedzające właściwe postępowania dyscyplinarne wobec prokuratora w stanie spoczynku, który ośmielił się prowadzić zajęcia edukacyjne z Konstytucji z młodzieżą, kiedy inny obywatel traci zatrudnienie w państwowej spółce tylko z tego powodu, iż w czasie wolnym od pracy ośmielił się wystąpić z koszulką z napisem: Konstytucja. Gdyby w związku z tą sprawą odnieść się do przytaczanych wydarzeń na płaszczyźnie lingwistyki, a to z racji postawionego zarzutu, to można by przyjąć, iż jednemu z dumniejszych słów w polskim słowniku nadano znaczenie o wiele bardziej nieprzyzwoite od tego zawartego w słowach użytych w publicznym wystąpieniu obwinionej J. J..

W starożytności wypracowano kanony jurydycznego myślenia, które są podstawami demokratycznych ustrojów opartych na podziale władz. Iustitia est fundamentum regnorum (sprawiedliwość jest podstawą rządzenia) to paremia, która zwraca uwagę na rolę niezależnej sprawiedliwości w sprawowaniu władzy, nie poduszcza zaś do zawłaszczania sądownictwa. Res iudicata pro veritate accipitur (rzecz osądzoną uznaje się za niepodważalną), legum ministri magistratus legum interpretes iudices (urzędnicy są sługami prawa, sędziowie jego interpretatorami). Jest nie do pomyślenia w warunkach demokratycznego państwa prawa, by w tym kontekście przedstawiciele władzy wykonawczej dokonywali stosownie do własnych interesów i najczęściej za pomocą własnych interpretacji prawnych wyboru, które orzeczenia sądowe będą wykonywane, które zaś nie. To postać czystej anarchii. Jak w tym ujęciu wymiar sprawiedliwości ma oczekiwać poszanowania wyroków przez tzw. zwykłych obywateli. Brak akceptacji przedstawionych kanonów myślenia prowadzi do cofania rozwoju cywilizacyjnego państwa prawa o setki lat.

Konstytucja jest podstawową umową społeczną, która m. in. określa sposób koegzystencji władzy i rządzonych. Konstytucja chroni więc władzę przed agresją pozostałych obywateli, ale też chronić ma obywateli przed nadużyciami władzy. W ostatnim przypadku uwidocznia się szczególna rola sądów, które winny udzielać rządzonym w czasach opresyjnych zwiększonej ochrony prawnej.

Podsumowanie powyższego i odniesienie poczynionych stwierdzeń do tzw. realiów sprawy prowadzi do następujących wniosków w końcowej ocenie społecznej szkodliwości wypowiedzi objętej aktem obwinienia z dnia 31.01.2018 r.

Wystąpienie obwinionej J. J. było negatywną reakcją na występujące zagrożenie dla praw obywatelskich grup społecznych w kontekście zmian dokonywanych przez obecną władzę ustawodawczą i wykonawczą. Oczywiście opisany ciąg naruszeń Konstytucji i wydarzeń im towarzyszących nie nastąpił do dnia 08.03.2017 r., jednak początek opisywanego zjawiska miał miejsce znacznie wcześniej. Gdyby inkryminowane wystąpienie oceniać z punku widzenia obecnej wiedzy o stanie praworządności w Polsce i zagrożeń wynikających z jej podważania, to należałoby je uznać w warstwie merytorycznej za tym bardziej uzasadnione. Wypowiedź J. J. ma charakter bardziej złożony, bowiem chodzi w niej, jak wynika z tematyki poruszanej przez ruchy kobiece, nie tylko o bezpośredni problem naruszania konstytucyjnego porządku, ale problem iluzoryczności ochrony praw kobiet tudzież statusu kobiet m. in. w warunkach demontażu najpierw trybunalskiej, następnie sądowej kontroli poszanowania prawa najwyższego i praw pomniejszych. Kiedy z jednej strony mamy do czynienia z ciężkimi naruszeniami Konstytucji przez przedstawicieli legislatury i egzekutywy w warunkach bezkarności tych działań, a z drugiej strony reakcją obywatelki, która w nieparlamentarnych słowach się temu sprzeciwia, to czyn tego rodzaju w tych warunkach dokonany Sąd Okręgowy w Poznaniu uznaje za pozbawiony szkodliwości społecznej. Oczywiście wypowiadanie wulgaryzmów w obecności dzieci jest złem, ale jeszcze większym złem, niewspółmiernie większym, jest to, co obecnie się dzieje w Polsce.

W dążeniu do zachowania pełnego obiektywizmu, czemu służy dystansowanie się od bieżących rodzimych wydarzeń społecznych, Sąd II instancji poddał wyrażone przez siebie oceny krótkiemu testowi. Gdyby tymczasowo wyobrazić sobie, iż do ciągu naruszeń praw podstawowych doszło w jednym z demokratycznych państw europejskich i jego obywatel wyrażając w dobrej wierze swoją skrajną dezaprobatę użyłby w tym celu również słów wulgarnych, to jeszcze łatwiej uzasadnić konieczność przejścia nad tym do porządku. Należy pamiętać, iż znakomita większość autorytetów prawnych, środowisk i ośrodków prawniczych w Polsce w wypowiedziach pełnych zatroskania i kultury językowej odnosi się zdecydowanie krytycznie do naruszeń Konstytucji. Obecne władze takich słów nie słuchają. Skoro tak, to nieprzyzwoite słowa wypowiedziane przez obwinioną w dniu 08.03.2018 r. na Placu (...) w P. być może były potrzebne. Na swój sposób zostały wysłuchane, choć nie tak jak trzeba, czego widomym znakiem jest niniejszy proces.

Z podanych powodów Sąd Okręgowy zmienił zaskarżony wyrok Sądu Rejonowego Poznań – Stare Miasto w Poznaniu z dnia 16.05.2018 r. uniewinniając obwinioną J. J. od zarzucanego jej wykroczenia z art. 141 k.w.

Nie mając prawa w przypadku wyroku absolucyjnego stosować żadnych środków reakcji karnej, ani środków oddziaływania pozapenalnego na podstawie art. 41 kw., Sąd Okręgowy zwrócił się do obwinionej z prośbą, by nie doszło do instrumentalizacji zapadłego w incydentalnej sprawie wyroku i jego traktowania jako przyzwolenia na używanie wulgaryzmów. Osądzone wydarzenie sprzyja także formalnemu poszanowaniu prawa w przyszłości. Obywatel nawet skrajnie zaniepokojony nadużyciami władzy nie będzie musiał dla zobrazowania swoich negatywnych emocji używać nieprzyzwoitych słów, wystarczy jeżeli powie, iż jest tak zdenerwowany jak Pierwsza Dama miasta P. w dniu Święta Kobiet w 2017 r.

Wyrok SO w Poznaniu z dnia 24 września 2018 r., IV Ka 818/18 

wyrok pochodzi z portalu www.standardyprawa.pl

Data publikacji: 2018-10-22
Strona wykorzystuje pliki cookies. Możesz zablokować cookies zmieniając ustawienia w Twojej przeglądarce. Przeczytaj więcej o cookies lub ukryj ten komunikat x