Ziarna i plewy

Ziarna i plewy

Pretendując do miana władzy trzeba pamiętać, że podlega ona bezlitosnej krytyce. Po co samemu dawać ku niej powody. Nie możemy utwierdzać błędnego przeświadczenia o funkcjonowaniu sądownictwa.

 

W dniu 4 grudnia 2017 r. sędziowie krakowskich sądów zwrócili się do wszystkich sędziów sądów powszechnych o rozważenie możliwości odczytywania przed rozprawami, względnie po ich zakończeniu wezwania władz państwowych do zaprzestania działań niszczących fundamenty państwa prawa, podporządkowania sądownictwa politycznym ośrodkom decyzyjnym oraz do zakończenia pomówień przeciwko sędziom. Bez wątpienia informacja zawarta w wezwaniu jest prawdziwa, ale miejsce i czas jej odczytania jest niestosowny.

W czym tkwi problem odwołam się do kontekstu sytuacyjnego. Jeśli na pogrzebie odczytamy informację o pobliskiej dyskotece, to oświadczenie będzie miało charakter informacyjny, ale odbiór będzie różny w zależności od wrażliwości i poglądów indywidualnego człowieka.

Atmosfera wokół sądownictwa jest rozgrzana do granic możliwości. Mamy dwie przeciwstawne i zwalczające się wszelkimi sposobami strony. Deklaracja krakowska spodoba się wszystkim, którzy bronią niezależności sądów. Adwersarze odbiorą ją jako „politykowanie kasty” na rozprawie. Będzie „wodą na młyn” dla zwolenników demolki ustrojowej.

Mamy do wyboru przekonywać nieprzekonanych, albo utwierdzać już przekonanych w słuszności ich stanowiska. Krakowscy sędziowie wybierają to drugie rozwiązanie. Jakie są z tego zyski w obronie demokracji w Polsce? Dodanie otuchy, zagrzewanie do walki – na pewno, ale czy to wystarczy?

Jesteśmy sędziami nie tylko jednej strony konfliktu. Druga strona powinna być dla nas nie mniej ważna. Sześć milionów wyborców rządzącej klasy politycznej to także nasi podsądni, którym jesteśmy winni bezstronność w jej zewnętrznym wymiarze. Odczytanie oświadczenia na rozprawie z pewnością spiętrzy ich przeświadczenie o „upolitycznieniu kasy”. Po co mamy to robić? Lepiej łączyć niż dzielić i umacniać podziały.  

Pretendując do miana władzy trzeba pamiętać, że podlega ona bezlitosnej krytyce. Po co więc samemu dawać ku niej powody.

Dzisiejsze demony nie biorą się znikąd. Problem narastał latami, czego – co trzeba wyraźnie powiedzieć – środowisko sędziowskie nie dostrzegało i, jak pokazuje wezwanie, nie dostrzega nadal.

Czasy „osadzenia w wieży z kości słoniowej” minęły bezpowrotnie. Dzisiaj przyszedł walec i chce wszystko wyrównać. Czy mamy to ułatwiać, formułując nieprzemyślane wezwania? Deklaracje składać trzeba, ale nie na rozprawie, na której są rozpoznawane sprawy nie tylko zwolenników niezależności sądów, ale i jej zagorzałych przeciwników. Że ci ostatni nie mają racji w niczym nie zmienia postaci rzeczy. Nie możemy utwierdzać ich błędnego przeświadczenia o funkcjonowaniu sądownictwa. Przeciwnie, muszą oni widzieć, że rzeczywistość w sądzie jest inna od tej, którą widzą w niektórych mediach. Warto mieć to na uwadze. Bądźmy sędziami wszystkich podsądnych.

Proponowana demolka ustrojowa w sądach jest oparta na wymianie jednych sędziów - nie naszych, na innych - naszych. Samo to, że politycy mogą zakładać, że jest to możliwe, jest ujmą dla sędziów. Oczekuję od innych, od siebie również, nie teatralnych gestów. Co robić? Wystarczy powiedzieć: Dziękuję, nie kandyduję i sen polityków o swoich sędziach w KRS, SN, czy na stanowiskach prezesów stanie się iluzją. Działanie, choćby przez zaniechanie, wymaga aktywności, z którą łączy się gotowość do poświęcenia czegoś, np awansu.

Jeśli demolka ustrojowa powiedzie się, to nie dlatego, że jednych sędziów zastąpią nieznani, znikąd, przyniesieni „w teczce” przez polityków. To będą nasi koledzy z pracy, z tą różnicą, że stojący po niewłaściwej stronie w czasie wielkiej próby. Jak to się stało, że w naszym gronie są sędziowie, którzy swoim serwilizmem wobec władzy politycznej, mogą zagrozić podstawom ustrojowym państwa, którzy kierowani interesem własnym, poświęcają i sprzeniewierzają się roli, do której zostali powołani – stania na straży konstytucji, praw i wolności obywatelskich? To jest pytanie, na które musimy odpowiedzieć.

Nie mamy wpływu na atak, jego cele i metody. Mamy za to wyłączny i autonomiczny głos w formowaniu obrony, jej linii, celów, metod. Ingerencja polityczna w niezależność sądu nie jest domeną czasów współczesnych. Istotnie, obecna przeszła wszelkie dopuszczalne normy i dlatego stoimy przed szansą powiedzenia politykom DOSYĆ!, Miarka się przebrała. Jesteśmy władzą niezależną, samostanowiącą i odpowiedzialną. Wystarczy jedno krótkie zdanie, kiedy politycy zwrócą się o pomoc w realizacji niekonstytucyjnych zamierzeń. Sędzia w każdym wypadku musi wiedzieć, co dobre i sprawiedliwe. Wówczas nie musi publicznie rwać przysłowiowych szat.

Od czasu wejścia w życie zmian w prawie o ustroju sądów powszechnych mijają cztery miesiące. Politycy w tym czasie konsekwentnie realizowali swe zamiary, a my, jako środowisko, co zrobiliśmy, aby powstrzymać naszych kolegów przed niegodnym wykorzystywaniem sytuacji dla własnych krótkowzrocznych celów? Warunkiem realizacji politycznego planu jest współpraca z sędziami. Nie wiedzieliśmy o tym? Nie chodzi przecież o wymianę paru sędziów, ale o setki, jak nie więcej. Te setki są wśród nas, cierpliwie czekając na polityczną łaskę. Co zrobiliśmy, aby powalczyć o ich „zbłąkane dusze”?

Miarą skutecznej obrony jest zdolność do przewidywania rozwoju wypadków. Zadanie mieliśmy ułatwione, gdyż politycy nie kryli nawet swych niekonstytucyjnych zamiarów. Linia i jej strategia wymaga czasu, czym więcej, tym lepiej. Marnując czas, po raz kolejny stoimy pod ścianą, zaciągając kolejny kredyt zaufania społecznego, czekając na łaskę Pana Prezydenta, wsłuchanego w głos swojej doradczyni, odmawiającej nam roli strażników praw i wolności konstytucyjnych. Wszystko to przypomina chodzenie we mgle, bez planu i strategii działania.

Jacek Ignaczewski

 

Data publikacji: 2017-12-05